Press "Enter" to skip to content

Biskup Krzysztof Zadarko: dopóki człowiek będzie z łatwością przyjmował wszystko jako dobrą monetę, to musi się liczyć z tym, że do jego serca zacznie być wsączana trucizna.

Przez dziewięć dni nowenny parafia pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kołobrzegu duchowo przygotowywała się na najważniejszą dla siebie uroczystość w ciągu całego roku – na swoje imieniny. Bo odpust to jakby imieniny parafii, a jednocześnie wszystkich, którzy do niej należą. 

W tym roku – głównej, uroczystej Mszy św. odpustowej o godz. 19.00 przewodniczył biskup pomocniczy naszej diecezji – Krzysztof Zadarko (na zdj.).  Współkoncelebransami byli: ks. proboszcz Andrzej Pawłowski, księża z dekanatu, z ks. dziekanem Januszem Rajkowskim oraz księża seniorzy z Domu Emerytów wraz ze swoim dyrektorem ks. Piotrem Zielińskim. Obecny był również ks. Marek Sośnicki, proboszcz greckokatolickiej parafii w Kołobrzegu pw. Opieki Matki Bożej.

W homilii ks. biskup najpierw nawiązał do roku 1950, kiedy to papież Pius XII ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Przedstawił w zarysie tło historyczne naszego Narodu w pierwszej połowie poprzedniego stulecia, potem pokonanie jednej, zbrodniczej ideologii, ale niestety równoczesne wejście w drugą ideologię – komunistyczną i marksistowską. Dalej powiedział: “Od początku w Kościele było niezwykłe przekonanie, że Matka Najświętsza ma swoje wyjątkowe miejsce w Kościele, właśnie dlatego, że została niepokalanie poczęta, i właśnie dlatego, że została wniebowzięta. Ona, która jest samym Niepokalanym Poczęciem jest absolutnym wyjątkiem w skali całego świata, w historii całej ludzkości (…) Kościół wierząc, widząc Ją, otaczał Ją niezwykłym kultem, a wszyscy chrześcijanie, którzy idą za Jezusem Chrystusem nie mogą iść w swoim życiu, nie mając, nie pielęgnując w swoim sercu niezwykłej, delikatnej, ale jakże mocnej pobożności maryjnej. To, co się działo po II wojnie światowej napawało ludzi lękiem przed przyszłością i dlatego papież sięgnął po ten środek, pokazał całemu światu, żeby nie szukać zrozumienia współczesnego świata między sobą, czy tym bardziej w sobie, w sercu człowieka zepsutego, obarczonego grzechem, ale ciągle zwracać swój wzrok do góry, tam, gdzie Ona już jest ze wszystkich ludzi pierwsza. To tam, na niebie należy szukać znaków od Boga samego, jak dzisiaj rozumieć samego siebie, jak zrozumieć to, że nieustannie, ciągle widzimy, że zło się odzywa. Mało tego, możemy czasami mieć wrażenie, że zło jest mocniejsze, silniejsze niż dobro, pokonuje świętość. Prześladowania Kościoła są tego najlepszym dowodem.” Następnie biskup odniósł się do pierwszego czytania, z Apokalipsy św. Jana Apostoła, która mówi nam nie o odległych czasach i mało zrozumiałych obrazach, ale odbija naszą rzeczywistość, w której się obecnie znajdujemy. Obraz smoka i niewiasty opisują nasz Kościół i cały świat dzisiaj. Niewiasta symbolizuje Kościół: “Jest znak niewiasty, która woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia. I jest smok, krążący po to, aby pożreć dziecko niewiasty (…) Smok, symbol wszystkich demonicznych sił, smok, który stał się symbolem diabła musi nam dzisiaj wystarczyć, byśmy i my próbowali zrozumieć, co się dzisiaj wokół nas dzieje.” Biskup odniósł się także do niezmiennego nauczania Kościoła na temat obrony życia i prawdy o tym, podkreślając, że prawda ta jest zapisana w Piśmie św. “Kościół woła dzisiaj o życie. Kościół woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia o życie to naturalne, biologiczne, od poczęcia. I tak pozostanie do końca świata. Nie zmienimy nauki Kościoła, bo ona płynie z samej Biblii, z Objawienia. Mamy chronić życie, bo ono pochodzi od Boga.” Ostrzegał nas, byśmy nie byli naiwni i nie uważali, że smoka wokół nas nie ma: “Smok ciągle jest, doskonale wie, że przegrał, ale tak jak jest z każdym, który przegrywa – pielęgnuje w sobie jakieś dziwne przekonanie, że może jednak to nie koniec. On w tajemniczy sposób ciągle próbuje funkcjonować w życiu.” W dalszej części homilii biskup wspomniał o niezwykłej maryjności naszego Narodu i o nadzwyczajnej obecności Maryi na kartach naszej historii, o Jej pomocy, interwencji i Jej działaniu, także w 1920 roku. Podkreślił, że maryjność Polaków wielokrotnie ocaliła Polskę od różnych nieszczęść. Sporą część swojej homilii biskup poświęcił św. Maksymilianowi Marii Kolbe, którego wspomnienie przypadło 14 sierpnia. Wskazywał na niego, jako przykład niezłomnej postawy wobec zła, przykład pięknego życia modlitwą oraz szczególnego umiłowania Matki Bożej. To on – św. Maksymilian pokazał nam i całemu światu jak zwycięża się świętością nad grzechem, pokazał jakie konkretne owoce w życiu może dać miłość do Maryi, szerzenie Jej kultu i przylgnięcie do Niepokalanej. Biskup podkreślił też niezwykłą miłość św. Maksymiliana do bliźniego, a zwłaszcza wskazał na jego miłość do nieprzyjaciół. Stwierdził również, że: “Św. Maksymilian jest jednym z wielu przykładów w historii Kościoła jak należy reagować na bluźnierstwo, kpiny, szyderstwo, na tych, którym się wydaje, że dzisiaj zaprowadzą nowy, współczesny i nowoczesny ład w świecie. (…) Rozczytywał się w Mickiewiczu. W swoim Dzienniku, a prowadził mnóstwo notatek zapisał pewnego razu, czytając Księgę Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego taki oto cytat: “A ludzie uczeni rozdawali zamiast chleba truciznę i głos ich stał się jak szum młynów pustych, w których nie było już zboża wiary, a więc młyny szumią, a nikt się z nich nie nakarmi.” To była refleksja Mickiewicza, która idealnie pasowała św. Maksymilianowi, który obserwując świat między wojną jedną a drugą, widział, że rzeczywiście ludzie uczeni, wykształceni, którzy powinni być elitą, którzy powinni wskazywać drogi wyjścia i zapobiec nieszczęściom rozdawali zamiast chleba truciznę, nie mając w swoim sercu wiary, nie mając w swoim sercu miłości do Boga, bo Go wyrzucili, a idąc za podszeptami Lucyfera i jego sług, próbowali zbudować porządek świata odwrócony od tego, jaki proponuje Bóg. (…) Kolbe doskonale wiedział, że w tym należy szukać jakiegoś natchnienia i inspiracji, że dopóki człowiek będzie z łatwością przyjmował wszystko jako dobrą monetę, to musi się liczyć z tym, że do jego serca zacznie być wsączana trucizna. (…) Po co komu młyny, które nie dają prawdziwej mąki, które nie dają prawdziwego chleba, a z tego chleba nie ma życia? Kolbe wracał do tego cytatu i tłumaczył: tylko młyny Boże, w których jest prawdziwa mąka i z której jest prawdziwy chleb staje się Ciałem Jezusa Chrystusa – jest w stanie nas uzdrowić, uleczyć, wyprowadzić, zwłaszcza wtedy, kiedy musimy konfrontować się ze złem. Bo ci, którzy nie mają Boga w sercu będą zawsze rozdawać zamiast chleba – truciznę. I to nie jest żadna mowa nienawiści! Jezus nazywał rzecz po imieniu, nazywał grzech – grzechem, ale kazał pochylać się nad grzesznikiem. Jeżeli nazywał faryzeuszy “grobami pobielanymi”- dzisiaj można powiedzieć również, że stosuje mowę nienawiści i wykluczenia! Ale spośród tych przewrotnych, obłudnych faryzeuszy znajdywali się tacy, którzy znaleźli resztkę pokory w sobie, aby przyjść do Jezusa i nawrócić się, odkryć Boga. Myślę, że dzisiaj, w wielu sytuacjach moglibyśmy spokojnie ten wiersz Adama Mickiewicza, zacytowany przez św. Maksymiliana zastosować do niejednej polskiej rzeczywistości, na ulicach, w mediach, w internecie. Ile młynów dzisiaj mieli – przepuszczając sieczkę, a nie prawdziwą mąkę, z której nigdy nie da się ulepić prawdziwego chleba, z którego nie da się ulepić nic pożywnego, w którym nie ma życia – tylko trucizna.” W dalszej części homilii biskup przekonywał, że zarówno kult Maryi, jak i modlitwa różańcowa to nasza nadzieja na pokonanie zła w świecie, zła, które dzisiaj jest tak głośne, że aż wydaje się nam, że wszędzie zwycięża i zatruwa cały świat. To Ona – Maryja nas ze wszystkiego wybawi! Na koniec biskup podziękował wszystkim kobietom, matkom, dziewczynom, babciom, które właśnie 15 sierpnia mają swoje święto i zachęcał do modlitwy za wszystkie niewiasty, bo to one są powołane, by stanąć obok Maryi i uczyć się od Niej. Bo to kobieta została dana mężczyźnie, by pomagała mu się zbawić, by pomagała też innym otworzyć serca, by w sercach ludzi znalazł się zawsze prawdziwy chleb, z prawdziwej mąki i bez trucizny. Podziękował także wszystkim żołnierzom, powstańcom, bohaterom wszystkich wojen, którzy oddali swoje życie za Ojczyznę. Kończąc homilię, biskup ponownie zachęcał do otwierania naszego serca na łaski: “Prośmy o to, abyśmy byli zawsze z Niewiastą, abyśmy mieli siłę uciec od smoka, który jest symbolem wszystkich zatrutych idei, pomysłów, grzechów i koncepcji, które uderzają zawsze w porządek Boga, które niszczą to, co naucza Kościół, które pragną zbudować świat bez Boga.”

Pod koniec uroczystości biskup poświęcił przyniesione przez wiernych kwiaty i zioła. Msza św. zakończyła się odśpiewaniem hymnu “Boże coś Polskę”.(kap)

fot. Jerzy Błażyński

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.