Press "Enter" to skip to content

Trudne czasy i zapomniany obrońca Kościoła

Żył w niezwykle burzliwych, a wręcz brutalnych czasach, gdy po Starym Kontynencie rozlewała się herezja, zaś Kościół przeprowadzał konieczne reformy i wychodził na prostą po okresie zamętu. On zaś brał udział zarówno w polemikach z protestantami, jak i w Soborze trydenckim, a swoją postawą zasłużył na określenie go przez papieża Grzegorza XIII mianem „ozdoby stolicy papieskiej”.

Już w młodości musiał cechować się niezwykłym talentem, gdyż brak szlacheckiego pochodzenia i niemieckie korzenie nie stanowiły dla niego przeszkody w objęciu stolicy biskupiej – najpierw chełmińskiej, potem warmińskiej. Miał jednak ku temu odpowiednie kwalifikacje, gdyż wcześniej kształcił się w kraju oraz – dzięki wsparciu biskupa krakowskiego Piotra Tomickiego – za granicą. Tam też poznał wybitnych przedstawicieli swoich czasów, czołowych intelektualistów XVI wieku.

Zdobyta wtedy wiedza w połączeniu z umiejętnościami retorycznymi była niezwykle przydatna podczas jego dalszej posługi. Wszak diecezje chełmińska oraz warmińska były – za sprawą swoich związków z niemieckim kręgiem kulturowym i językowym – niezwykle narażone na rozwój protestantyzmu.

Polski biskup nie ograniczał się jednak wyłącznie do ochrony dusz i umysłów powierzonych sobie wiernych. Swoimi – broniącymi prawdziwej wiary – traktatami teologicznymi dostarczał innym katolikom argumentów do dysput z heretykami. Czytały je m.in. tak wybitne postaci jak Jerónimo Osório i Karol Boromeusz, którzy chwalili teksty. Nasz rodak był w owym czasie na Zachodzie autorem niezwykle popularnym.

Zaangażowanie w pracę Kościoła powszechnego nie przeszkodziło mu jednak dbać o Ojczyznę, Kościół w Polsce oraz rozwój tutejszych elit. W tym też celu sprowadził nad Wisłę zakon jezuitów – najwybitniejszych intelektualistów swoich czasów, którzy kształcili pokolenia Polaków (katolików, ale też i protestantów!), a braniewskie Kolegium było pierwszym seminarium na ziemiach polskich. Ponadto przez pewien czas pełnił także honory dyplomaty w służbie Królestwa Polskiego.

W roku 1561 został kardynałem, później zaś pełnił funkcję Wielkiego penitencjarza. Brał także udział w Soborze trydenckim, gdzie bronił pozycji atakowanego przez protestantów papieża oraz opowiadał się za zachowaniem łaciny jako języka Kościoła. Był w tym – nawet jak na owe czasy – niezwykle radykalny, jednak miał ku temu określone argumenty, a w poglądach stanowczo broniących łaciny nie był osamotniony.

Jego radykalizmu w różnych sprawach nie sposób oddzielić od epoki w jakiej żył. Stąd też do kontrowersji związanych z naszym bohaterem zalicza się bronienie krakowskich studentów odpowiedzialnych za antyprotestancki tumult w stolicy Królestwa (zważmy jednak, że w trakcie wydarzeń nie przebywał w Krakowie, więc ich przebieg znał tylko z relacji). Być może takie – trudne do zrozumienia dzisiaj – podejście było echem popularnego niegdyś przekonania dopuszczającego przemoc wobec ciała dla ratowania sprawy najważniejszej, jaką jest wieczne zbawienie duszy, które to podejście czerpało ze stanowiska św. Augustyna z czasów starożytnego sporu z heretyckimi donatystami.

W internecie można ponadto natrafić na informację (?), jakoby polski kardynał odczuł „niewysłowioną rozkosz” na wieść o masakrze protestantów w Paryżu (noc św. Bartłomieja). Chociaż oczywiście w XVI wieku przemoc była środkiem stosowanym przez obie strony religijnego sporu, to jednak wobec takich doniesień trzeba zachować dystans i rozsądny naukowy sceptycyzm, gdyż wzmianki na ten temat powołują się na publikację, która nie dość, że ma ponad 100 lat, to jeszcze – co istotniejsze – prezentuje jednoznacznie protestancki punkt widzenia. Nie mamy więc pewności, czy przypadkiem autorzy nie powielili jakiegoś krążącego w antykatolickich kręgach mitu.

Przykładem pogłoski, jaka rzuca się cieniem na kardynała Hozjusza, jest także nieudany zamach, jaki miał ponoć zorganizować na swojego przyjaciela, z którym mocno dzielił go stosunek do Kościoła – Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Pisarz polityczny o ów atak oskarżać miał polskiego kardynała, ale w dostępnych w sieci naukowych artykułach historycznych dotyczących sporu owych istotnych XVI-wiecznych person próżno szukać wzmianki o takim wydarzeniu. Pól do potencjalnych kontrowersji związanych z polskim kardynałem może być więcej, a ich źródłem zwykle jest patrzenie i ocenianie postaci historycznych przez pryzmat wieku XXI. To jednak postawa niewłaściwa. Należy mieć także świadomość ciągle niedoskonałego zgłębienia tematu przez historiografię.

Widać jednak wyraźnie, że mamy do czynienia z wywołującą wielkie emocje, ale także nietuzinkową postacią, której wkład w historię Kościoła zarówno w Polsce, jak i na świecie, trudny jest do przecenienia. Był kardynał bez wątpienia jednym z najważniejszych Polaków swoich czasów – a mówimy o czasach trudnych, a momentami nawet brutalnych, co trzeba brać pod uwagę w analizie postaci. Znaczenie naszego rodaka było zaś na tyle wielkie, że należał on do faworytów jednego z konklawe!

O kim mowa?

O Słudze Bożym kardynale Stanisławie Hozjuszu, który zmarł 440 lat temu.

Michał Wałach
/Pch24.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »