Press "Enter" to skip to content

Mniszka klauzurowa z parafii katedralnej złoży śluby wieczyste

W niedzielę, 29 września br. o godzinie 10.00 w kościele pw. św. Ottona w Słupsku odbędzie się uroczystość ślubów wieczystych, które złoży nasza parafianka s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii (z domu Emilia Pechman) ze zgromadzenia klauzurowego sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji.

Tak więc po ośmiu latach pobytu w klasztorze, siostra Teresa złoży śluby czystości, ubóstwa, posłuszeństwa, a także zobowiąże się do wieczystej adoracji Jezusa Eucharystycznego za klauzurą.

Przypomnijmy, że siostra Teresa jest drugą klaryską z parafii katedralnej, która złoży śluby wieczyste. Pierwszą jest s. Weronika Ślusarska. Sam Zakon Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji (OCPA) powstał w połowie XIX w. we Francji. Do jego powstania przyczyniło się dwoje fundatorów: ks. Jan Chrzciciel Heurlaut i matka Maria od św. Klary (Wiktoria Józefina Bouillevaux). W 1866 roku do wspólnoty w Troyes wstąpiła Polka – Ludwika Morawska – Matka Maria od Krzyża. W 1871 roku przeszczepiła ona zakon Franciszkanek Najświętszego Sakramentu na ziemie polskie.

Poniżej publikujemy tekst s. Teresy, który otrzymaliśmy przed uroczystością ślubów wieczystych.

Nikt z nas nie żyje dla siebie…”

W mieszkaniu zapanowała cisza. Dziewczynka ostrożnie wysunęła głowę z pokoju. Tak, droga pusta. Babcia – u siebie wpatrzona w ekran telewizora z zaciekawieniem śledząc perypetie serialowej rodziny. Mama od rana w pracy. Tata właśnie wyszedł na spotkanie, minie trochę czasu nim wróci – tak, jest dumna z ich aktywnej i wielorakiej działalności, ale teraz liczy się wolny pokój. System działania ma już dobrze opracowany. Z wielkiej szafy wyjęła dwa stare prześcieradła, które Mama jej oddała. I biały szal. Są i agrafki – bezcenne, by móc właściwie wszystko poupinać. Tym razem z wielkiego czerwonego prześcieradła będzie suknia, a z niebieskiego – peleryna; biały szal posłuży za nakrycie głowy. Pozostaje jeszcze nastawić odpowiednią muzykę. Tego dnia wygrywa ścieżka muzyczna filmu opowiadającego o losach antycznych bohaterów. Zdaje się, że już wszystko gotowe. Boczne oparcie kanapy będzie grało rolę wspaniałego rumaka. A kim ona będzie? Królową walczącą o swój kraj? Może nieszczęśliwie zakochaną? Może przyjdzie jej oglądać śmierć rycerza? Może będzie musiała lawirować w świecie dyplomacji, by ratować swoją krainę? Może potajemnie wymykać się będzie by dzielić los biednych – a być może sama będzie na początku kimś prostym i ubogim, a potem zgodzi się na mezalians? Może będzie musiała udać się na wygnanie? Hm… ostatnio kątem oka dziewczynka podglądała pewien film kostiumowy oglądany przez Mamę… Jest tyle możliwych scenariuszy! Ale niech prowadzi wyobraźnia! Do tego trochę ekspresji, emocji, wymyślanych na żywo dialogów i teatr jednego aktora można uznać za otwarty…

Minęły lata od tych dziecięcych wypraw w krainę wyobraźni. Ale czyż wiele z tych rzeczy nie stało się rzeczywistością? Co prawda dziewczynka podrosła, napotykała na swojej drodze różne małe zakręty, pomału ucząc się, że to nie ona pisze scenariusze, a jej dialogi nie zawsze są najlepsze. Ale wspomnienie tych dziecinnych wybryków wróciło do niej, gdy pewnego dnia przemierzała długi korytarz. Jej obecna suknia była równie szeroka jak ta z prześcieradła. Na ramionach spoczywała peleryna, na głowie – czarny welon. Szła nieco szybszym krokiem, ale wyprostowana i delikatnie uśmiechająca się do swoich myśli. Przecież nosi strój królewski! Gdyby jeszcze tylko była go godna… Tak, w sumie popełnia „mezalians” – ona, z ziemskiego rodu adamowego, skażona grzechem, za kilka dni wypowie swoje uroczyste „tak” wobec Króla królów, Pana nieba i ziemi, Stworzyciela, Zbawiciela, Odkupiciela – Najwierniejszego Oblubieńca, gotowego zawsze osłaniać ją swoim silnym ramieniem; który pierwszy ją umiłował i wybrał ją nim ona w ogóle o Nim pomyślała. W chwili zaślubin otrzyma krzyż – na nim wizerunek Umiłowanego – chce się schować w Jego ranach, aby już nic ich nie rozłączyło; chce w tych ranach zanurzyć swoje ułomności, wady i popełnione błędy, to, co było, jest i jeszcze się wydarzy. Wobec splendoru świata chciałaby zniknąć, aby tylko On był widoczny. Nie wie co przyniesie przyszłość, ale nic już nie będzie takie samo. To już nie jest niewinna zabawa, którą można przerwać albo dowolnie rozstrzygnąć. Czuje na sobie powiew „ducha odpowiedzialności”, zobowiązania. Jest zawstydzona. Oby ten powiew był dla niej motywacją, niósł ją i wskazywał słuszną drogę w codziennym labiryncie niespodziewanych sytuacji. Ukradkiem spogląda na prawą dłoń. Już niedługo na jej palcu zabłyśnie obrączka. Ma wrażenie, że jest ona na nim od lat, od pewnego dnia, gdy w ciszy pustego kościoła obiecała swoje serce Panu i wybrała Go jako swoje jedyne Pragnienie. Zaśmiała się w duszy – ile razy od tamtego wydarzenia zmagała się ze sobą, ulegała swoim pragnieniom, dawała się prowadzić ambicjom, egoistycznym myślom; ileż to razy ulegała złudzeniom, nawet co do formy bycia z Oblubieńcem; ileż to razy spoglądała i kontemplowała swoje wysiłki lub upadki, a nie Jego Łaskę i Miłosierdzie! Teraz nie może już doczekać się chwili, gdy padnie na ziemię, proch na prochu, rozłoży swe ramiona… potem wstanie i… nie będzie gromów, błyskawic, żadnych nadzwyczajnych znaków, ale w tej niepojętej Tajemnicy Prostoty, słowa namiestnika jej Umiłowanego wypowiedziane nad nią, sprawią, że od tego momentu nie będzie już należeć do świata. Oby przybyła wtedy Matka jej Oblubieńca i okryła swoim płaszczem, przytuliła do Serca i wspomogła. Bo to co wzniosłe, szybko ulatuje. W duszy słyszy melodię „górnego C”, a tymczasem najbardziej realna i autentyczna jest prozaiczna melodia „dolnych nut” – w niej się odnaleźć, to dopiero wyzwanie! Myśl biegnie do kolejnego elementu ceremonii – podejdzie by – wypowiedziawszy najpierw głośno swoje zobowiązanie wobec tych, który na ziemi będą dla niej Wolą Ojca Oblubieńca – złożyć swój podpis pod formułą zaślubin. Oblubieniec podpisał ją dużo wcześniej i to swoją własną Krwią. Czy od niej tego kiedyś tak dosłownie też zażąda? Czy będzie gotowa i dochowa wierności? A czy dochowa wierności i wytrwa w nowym, kolejnym dniu, pośród tych „małych rzeczy”? W końcu nadejdzie upragniona chwila zjednoczenia. Ona upadnie na kolana – zresztą całe to Misterium winna tak przeżywać, na kolanach i w zapomnieniu o sobie, okryta swoją szarością i zwyczajnością – i przybędzie Oblubieniec, Najpiękniejszy z synów… Nie wjedzie spektakularnie na białym koniu – choć są w Piśmie świadectwa, że mógłby tak się ukazać – a ludzkie, cielesne uszy nie dosłyszą żadnych trąb, choć będzie również niewidoczny cały Jego Orszak. A Oblubieniec zjawi się odziany w białą Niepozorność i Kruchość, lecz nie mógł znaleźć lepszego sposobu, by być tak blisko drugiej osoby jak tylko pod taką postacią dając się całkowicie pochłonąć. Nie wiadomo, kto kogo tego dnia bardziej przyjmuje? Ona Jego – czy bardziej On ją wraz z jej niedoskonałościami, które chce przykryć swym Miłosierdziem. Czas się zatrzyma i wejdą do komnaty, do której tylko On ma prawo; której tylko On winien być jedynym Władcą i Panem. Ona będzie słyszała za sobą gwar świata, pewnie będzie szeptać Umiłowanemu imiona tylu bliskich zanurzając ich w oceanie Jego Dobroci i Łaskawości – ale jakże bardzo nie chce otwierać oczu… Gwar będzie narastał w miarę końca uroczystości. Tak, wyjdzie później do zgromadzonych i z zakłopotaniem będzie przyjmować niezasłużone gratulacje i życzenia. Nie jej należą się słowa uznania – to dzień triumfu Oblubieńca, On powinien odbierać gratulacje, że Jego Łaska trwa na wieki bez względu na osobę; że tak niepojęte są Jego postanowienia i wybory – a ona jedynie Go próbuje reprezentować. Oczywiście, będzie bardzo wdzięczna zebranym za ich obecność i towarzyszenie, jednak nie chciałaby sobą przysłonić Najważniejszego… Ma nadzieje, że Oblubieniec będzie jej dobrze pilnował i pomimo wszystko będą nieustannie razem – to przecież dzień ICH zaślubin, powinni razem świętować, być przy sobie… Aż w końcu nadejdzie moment, gdy wszystko ucichnie, goście rozejdą się, a to co zewnętrzne przeminie. Następnego poranka do głosu dojdzie proza. Panna Młoda zdejmie odświętne szaty ślubne i założy fartuch codzienności, by pośród zwyczajności wędrować z Oblubieńcem. I jak owo królowanie z dziecięcych zabaw nie było królowaniem dla samego królowania – w wymyślonych historiach zawsze były szczytne ideały – tak i teraz, Panna Młoda nie otrzymuje tej godności dla siebie samej. To dar i zadanie, wezwanie do służby – i to nie pośród uniesień, nie dla nich, choć wspomnienie tego wyjątkowego dnia, (w którym jak wierzy Niebo pochyli się by złączyć się z ziemią, sprawy boskie z ludzkimi) zapisze głęboko i trwale w sercu. „Nikt z nas nie żyje dla siebie…” – nie pośród uniesień, ale codziennych małych ofiar i wyrzeczeń. Od tego dnia będzie nosiła u boku ów krzyż, pieczęć ich zaślubin i przypomnienie o miłości do końca…

Póki co, z tym szybko biegnącym potokiem myśli przemierza korytarz. Śpieszy przed Oblicze Oblubieńca, który woła ją na pustynię, zaraz ma rozpocząć ośmiodniowe, osobiste rekolekcje. Przyzywa Ducha Umiłowanego, by był jej Nauczycielem; by Maryja, Oblubienica tegoż Ducha, dopomogła jej zrozumieć Jego nauki, usłyszeć je i przyjąć… Idzie pewnym krokiem szepcąc cicho w sercu: „Chroń Panie to, co zasadziła Twoja prawica, latorośl, którą zasadziłeś dla siebie…” (Ps 80).

Z niepojętej łaskawości naszego Pana, 29 września będę miała wielkie szczęście złożyć wieczystą Profesję św. w Zakonie Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku. Będzie to oficjalna pieczęć „na zawsze” nad „tak” wypowiedzianym osiem lat temu. Dzień ten poprzedzony będzie rekolekcjami w całkowitej ciszy. Już teraz dziękuję za duchowe wsparcie jakie od Państwa otrzymuję, również za deklaracje osobistego spotkania w tym świątecznym dniu. Obiecując modlitwę, proszę o jej bezcenny dar, bym jak najlepiej zdołała odpowiedzieć na Boże wezwanie – na Jego chwałę, ku pożytkowi dusz.

s. M.Teresa Pechman (OCPA)

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.