Press "Enter" to skip to content

Kościół „okazjonalny”? Wolne żarty!

Wielkie mobilizacje katolików, jak choćby ostatnia akcja modlitewna „Polska Pod Krzyżem” wzbudzają falę komentarzy na temat stanu ducha polskich wiernych. Jakże łatwo przypisuje się im „okazyjną pobożność”, modlitwę „na pokaz” i oderwanie życia od Nauki Chrystusa. To niesprawiedliwy przekaz. Bo Kościół w Polsce żyje, o czym świadczą wciąż przecież wypełnione wiernymi świątynie. Bez tego elementu życia duchowego owa wytykana rzekoma „okazyjna” mobilizacja nie byłaby możliwa.

Wielka Pokuta”, „Różaniec do Granic”, „Polska Pod Krzyżem”, dorzućmy do tego jeszcze wielkie wydarzenia religijne jakimi są choćby papieskie wizyty w Polsce, gromadzące każdorazowo dziesiątki tysięcy wiernych… Tego rodzaju „akcje” spotykają się z krytyką -często ze strony środowisk, które nie śnią nawet o porównywalnych „mocach mobilizacyjnych”. Polskim katolikom zarzuca się „okazjonalność”. Jakże łatwo ich postawę zrównuje się z polską przywarą – działania jedynie w chwilach zagrożenia i praktykowania chocholego snu na co dzień.

Nad słusznością takiej charakterystyki Narodu Polskiego nie będziemy tu rozprawiać. Z pewnością jednak trzeba jasno powiedzieć – taki model działania w żadnej mierze nie pasuje do obrazu polskich katolików! Spójrzmy bowiem na to jak żyje Kościół w Polsce. To tu wierni licznie gromadzą się na coniedzielnych Mszach Świętych. To tu w dni świąteczne świątynie wypełniają się wiernymi. To tu przedświąteczne kolejki do konfesjonałów potrafią niejednego zadziwić swą długością i niekończącą się liczbą penitentów… Przy ołtarzach wciąż (mimo widocznego spadku – to prawda) posługują ministranci i lektorzy, a do seminariów wciąż zgłaszają się kandydaci na kapłanów.

To w Polsce – wciąż w ogromnej liczbie – wierni uczestniczą w procesjach Bożego Ciała, a przecież nie brakuje ich także w oktawie. To tu wierni w wielu miejscach kraju przed ołtarz Pana zanoszą podziękowania za plony ziemi. To tu miliony wiernych nieustannie pielgrzymują do miejsc świętych – a to w ramach wielkich pielgrzymek, jak choćby na Jasną Górę czy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, a to znów przemierzając kalwaryjskie Dróżki.

Kościół w Polsce żyje! Jest na co dzień. Nie tylko okazjonalnie – na permanentność Kościoła (a nie rzekomą eventowość) składają się świadectwa wiary wiernych uczestniczących w Mszy świętej w dni powszednie. To także liczne i obecne w przestrzeni publicznej – a czasem niedostrzegane – małe gesty, jak choćby czynienie znaku krzyża przez mijających kościół podróżnych. To także młodzi ludzie modlący się na Różańcu, czy praktykujący modlitwę brewiarzową. Tak! Wystarczy się rozejrzeć – w autobusie, w tramwaju, pociągu. Wśród podróżnych na pewno znajdziemy rozmodlone twarze. A w ich rękach… Różaniec – codziennie! Jest ich mniej niż kiedyś, ale wciąż są!

Październik zbliża się wielkimi krokami. W Kościele jest to czas, w którym w sposób szczególny modlimy się właśnie na Różańcu. W polskich świątyniach na modlitwie z pewnością zobaczymy każdego dnia wielu wiernych. Podobnie będzie w Adwencie, na „Roratach”, a w okresie bożonarodzeniowym katolickie domy brzmieć będą melodie kolęd… Także okres Wielkiego Postu wypełniony jest modlitwą i pokutą, to także liczne rekolekcje przygotowujące wiernych na to, by godnie przeżyć Wielkanoc. Nie zapominajmy o „majówkach” odprawianych nawet przy przydrożnych kaplicach, tak licznych w Polsce, pamiętajmy o czerwcowych nabożeństwach ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, czy o sierpniu poświęconym Matce Bożej… To jest ten katolicyzm „okazjonalny”?

Krytycy Kościoła widzą tylko te „wielkie akcje” katolików i patrząc na Kościół przez ich pryzmat wyciągają błędne wnioski. Mówią o katolicyzmie okazjonalnym, na pokaz, „od wielkiej pompy”. Nie pojmują, że w Polsce są tysiące, miliony wiernych, którzy wiodą bogate życie duchowe, którzy regularnie przystępują do sakramentów świętych, modlą się i swoim życiem ubogacają innych. To ci katolicy w ogromnej liczbie występują w obronie wiary i tradycji, w obronie życia i rodziny. Widzimy ich choćby na Marszach dla Życia i Rodziny, które organizowane są już kilkuset polskich miastach i gromadzą tysiące uczestników. Są to wydarzenia gromadzące lokalne społeczności, a nie „obwoźne towarzystwo”, niczym tęczowe, marszowe grupy aktywistów. To katolicy z potrzeby serca mężnie stają w obronie swojego Pasterza, jak miało to miejsce w Krakowie, po atakach na abp. Marka Jędraszewskiego. Tam w liczbie kilku tysięcy spotkali się na wspólnej modlitwie. Tak po prostu!

Owszem, „wielkie mobilizacje” katolików w oczywisty sposób są widoczne, bo wydarzenia religijne „tej rangi” rzeczywiście gromadzą olbrzymie liczby wiernych. I ta liczba musi robić wrażenie. Szczególnie, że nie mamy tu do czynienia z typowymi imprezami rozrywkowymi z atrakcjami, jakich wiele organizowano choćby w okresie wakacyjnym. Nie są to też pikniki wyborcze z darmową kiełbasą. To są akcje modlitewne, wymagające od wiernych wielu wyrzeczeń, trudów… Są to wydarzenia przepełnione modlitwą. Dlaczego zatem na udział w nich decyduje się tylu ludzi? Nie da się tego wyjaśnić nie rozumiejąc czym jest wiara. I tego często nie rozumieją krytycy fenomenu owych „wielkich mobilizacji”.

Te wspólne spotkania są potrzebne. Bo ludzie wierzący – żyjąc w coraz trudniejszych dla katolików czasach – potrzebują poczucia bycia we wspólnocie. To umacnia w nich wiarę, daje siłę do dalszej służby Prawdzie. Daje poczucie tego czym Kościół jest – wspólnoty gromadzącej się wokół Zmartwychwstałego Pana. I trzeba powiedzieć tu jasno: tego rodzaju wielkie zgromadzenia przykuwające oczy szerokiej opinii publicznej nie byłyby możliwe, gdyby nie fakt, że Kościół katolicki prawdziwie żyje: w parafiach, w miejscach pracy, w domach, rodzinach, w każdym z nas wierzących… I doświadczamy tego każdego dnia!

Marcin Augustyn
/Pch24.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »