Press "Enter" to skip to content

Czy widzisz tę kobietę ?

Po bardzo upalnym dniu, wieczorem, wreszcie się trochę ochłodziło i pierwsi goście zaczęli przychodzić na przyjęcie do domu bogatego faryzeusza Szymona. Niektórzy z nich wiedzieli, że wśród zaproszonych jest również rabbi z Nazaretu, o którym mówią ludzie jako o proroku, a niektórzy uważają go nawet za Mesjasza. Dzięki tej wiadomości, mające się odbyć przyjęcie zapowiadało się tym bardziej interesująco, a dostojny Szymon miał nadzieję, że wreszcie znajdzie okazję aby dobrze się przyjrzeć kontrowersyjnemu rabbiemu i mieć o nim bardziej jednoznaczne zdanie.

Nie musiał czekać długo, aby stawać się zaczęło dla niego jasne, że jednak zdania krytyczne o Jezusie są słuszne. Nawet po cichu zaczął gratulować sobie, że przyjmując gości nie okazał mu żadnej specjalnej życzliwości, a wręcz przeciwnie, potraktował go z chłodnym dystansem. Mógł przeto być teraz spokojny, że nikt go nie będzie pomawiał o szczególne z nim związki i nie straci sympatii ludzi bogatych i wpływowych, którzy byli coraz bardziej niechętni, a niektórzy wręcz wrodzy charyzmatycznemu „ulubieńcowi biedoty”. Sąd o nim można sobie wyrobić bardzo łatwo – mówił sam do siebie wielebny Szymon – jeśli jest szansa, aby go sobie poobserwować, tak jak on to właśnie czynił w tej chwili. Wystarczy zobaczyć jak zachowuje się z kobietą powszechnie znaną w mieście, jako propagatorką, oględnie mówiąc, bardzo lekkich obyczajów. Skoro ktoś tak się zachowuje, jak on to teraz widzi u Jezusa, to z pewnością nie jest to wybraniec Boży, namaszczony Duchem Świętym. Z pewnością nie jest on ani Mesjaszem ani nawet zwykłym prorokiem.

Upadłej kobiecie ludzie się nie dziwią – dalej rozważał to sobie szlachetny Szymon – bo mieli o niej już od dawna wyrobioną złą opinię, ale on ? Chodzi przecież w glorii proroka! Gdyby nim był rzeczywiście to nie pozwoliłby jej zbliżyć się do siebie, a co dopiero dotykać, na oczach wszystkich gości i to jeszcze w taki szokujący sposób!

Dystyngowani goście udawali, że są całkowicie zajęci prowadzonymi właśnie konwersacjami oraz degustacją wykwintnych potraw. Wszyscy uwagę mieli skierowaną na Jezusa i z napięciem oczekiwali jaki będzie dalszy rozwój wypadków, tym bardziej, że kobieta całkowicie się zapomniała w okazywaniu mu wyrazów czułości, całując jego stopy, namaszczając je wonnym olejkiem i ocierając, wśród pocałunków, własnymi włosami. On tymczasem wydawał się być całkowicie zauroczony tymi okazywanymi mu przez nią względami.

Dlatego tym bardziej szokujące były dla wszystkich głośne słowa, którymi się nagle zwrócił do pana domu, tak aby wszyscy go słyszeli: „Szymonie, czy widzisz tę kobietę ?” Odebrano ten wykrzyknik jako coś zupełnie niedorzecznego. „Czy widzisz tę kobietę ?” przecież już od dłuższego czasu Szymon i jego goście nic innego nie czynili jak patrzenie się w ich stronę.

Mimo iż patrzyli, nie zauważyli najważniejszego. Widząc ją, wszyscy na uwadze mieli jej grzechy, czuli do niej pogardę i domagali się dla niej publicznego potępienia. Sądzili, że w pierwszym rzędzie rabbi z Nazaretu powinien to uczynić, jeśli nie z osobistego przekonania, czy upodobania, to po to aby zyskać ich aplauz.

Jezus jednak potraktował ją inaczej, bo patrzył na nią w inny sposób aniżeli oni to czynili, chociaż sami przecież byli też grzesznikami. Jezus chciał ją uratować. Zależało mu przede wszystkim na tym, aby ją wydobyć ze śmiertelnej matni i uczynił coś, czego się nikt nie spodziewał: publicznie odpuścił jej grzechy.

Odebrane to zostało jako bluźnierstwo i stało się wielkim skandalem. Tylko Bóg przecież może odpuścić człowiekowi grzechy. Za kogo on się zatem uważał ?! Skandal był tym większy, gdyż Jezus dodał jeszcze, że odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała! Umiłowała! Kobieta lekkich obyczajów!

Poruszenie, oburzenie i głośna kontestacja były wielkie i prawdę mówiąc trwa ona w tej lub innej formie aż po dzień dzisiejszy. Protestujący robili oczywiście aluzje do niedawnego, karygodnego zachowania się tej kobiety i wyraźnego na to przyzwolenia z jego strony. Głównie jednak atakowano go za bluźnierstwo, które słyszeli na własne uszy. Nie zauważyli jednak najważniejszego, że nie chodziło tutaj o miłość w znaczeniu monety, którą chciałaby sobie kupić Boże przebaczenie, ale że była to miłość-podziękowanie, za otrzymane od Boga miłosierdzie.

Nie pojmowali, że to czego byli naocznymi świadkami, to była radość człowieka uratowanego od śmierci, bo to czego dotąd doświadczała to była klęska ponoszona po klęsce i rozczarowanie po rozczarowaniu, aż po całkowitą utratę nadziei. Umierała w niej dusza, aż życie zupełnie straciło dla niej sens. Pozostała sam na sam ze swoim ciałem, na które był duży popyt, żeby je wykorzystać, bo była kobietą szczególnie piękną.

Zaczęła się budzić z tego śmiertelnego odrętwienia dopiero wtedy, gdy dotarły do niej pierwsze wieści o dziwnym proroku z Galilei, który czynił wielkie cuda i który nie zabiegał o względy ludzi sławnych i bogatych, ale przyjmował również chętnie biednych i grzeszników. Nie bał się przy tym napiętnować fałszywej pobożności obłudników religijnych, którym nie na Bogu zależało, ale traktowali pobożność jako pretekst do zdobycia u ludzi uznania i poklasku, którzy byli jak groby pobielane, czyści tylko na pozór.

Przełomem w jej życiu stało się jednak osobiste spotkanie z Jezusem. Miało ono miejsce w domu wielebnego Szymona i przeszło wszelkie jej oczekiwania. Nigdy przecież nie marzyła o tym, że Bóg osobiście się o nią zatroszczy i przyjdzie do niej – grzesznej kobiety którą w mieście wytykali palcami. Przyszedł aby ją uratować. Nie mogła się w tej sytuacji zachować inaczej jak tylko przylgnąć do tej Miłości z całej duszy.

Otwarły się wówczas, wraz ze łzami które popłynęły obficie po jej twarzy, wszystkie dawne zranienia i urazy, ale już bez tępego bólu który jej kiedyś towarzyszył ściągając ją na samo dno piekła. Pozostała po tych ranach i po bólu tylko delikatna blizna, a z nią uczucie wdzięczności i zaufania. Rana została uleczona Boskim balsamem przebaczenia i pojednania. Niebo w jej duszy stało się na nowo czyste, a na ziemi po której stąpała zaczęły bić źródła pokoju i radości.

Ten cud na uczcie u wielebnego Szymona zdarzył się dla niej i dla biorących w niej udział gości zupełnie niespodziewanie. Nagle nastąpiła erupcja radości która zaskoczyła wszystkich i spowodowała pośród nich wielkie zamieszanie, chociaż znali przecież mesjańskie proroctwa o bliskim nadejściu Królestwa Bożego do tych którzy go szczerze oczekują. Tylko ona umiała się tym radować, nie odrywając oczu od rabbiego z Galilei, adorując go swoim spojrzeniem i czcząc pocałunkami.

Tańczyły w sali biesiadnej u czcigodnego Szymona, razem z nią, również anioły, tak jak to się zdarzyło również przed laty, w ubogiej stajni, w Betlejem. Niebo było tak jak wtedy bardzo blisko, trącając delikatnie uczestników uczty, aby i oni do tego tańca się przyłączyli. Niestety, nie pozwoliły im na to puste etykiety wyznawanego przez nich towarzyskiego ceremoniału. W rezultacie, jak mówią Pisma, ich oczy chociaż patrzyły, to nie widziały, a ich uszy nie słyszały weselnej pieśni Baranka. Ich serce nie przeczuło, że są to Jego mesjańskie gody.

Niestety, Miłość nie została rozpoznana przez ucztujących gości. Tylko grzeszna kobieta pozwoliła się jej olśnić – Miłości której na próżno szukała przez całe życie. Ta Miłość sama do niej tego dnia przyszła. Dobry Pasterz przedarł się do niej, przez dzikie pustkowia ludzkich szyderstw i krytyki. Znalazł ją pokaleczoną i zagubioną, skazaną na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Uratował ją całą drżącą z przerażenia od pewnej śmierci.

Wziął tę owcę na swoje ramiona i tryumfalnie poniósł do domu. Nie gniewał się na nią, nie wymyślał jej, nie potępiał, ale cieszył się wobec wszystkich biorących udział w uczcie u czcigodnego Szymona z tego, że ją odnalazł. Nie wstydził się o tym głośno mówić wznosząc toast wdzięczności Bożemu Miłosierdziu za to, że zmienił to zwykłe ucztowanie w Bożą i ludzką radość świętej Eucharystii.

Łukasz Ewangelista, który opisał całe to wydarzenie wyjaśnił, że zrozumieć je może ten tylko kto kocha, bo tylko miłość daje możliwość doświadczenia mesjańskiej radości. Potem, kończąc opis tego wydarzenia, dodał jeszcze: „Idź w pokoju, twoja wiara cię ocaliła” , co komentują znawcy duchowości i o czym przekonany jest każdy prosty człowiek, który nie komplikuje dróg Bożych, że Jezusowi chodziło o miłość w rozumieniu Kościoła.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.