Press "Enter" to skip to content

Trzeba się zdać na Ducha Świętego

Rozmowa z ks. Dawidem Andryszczakiem

– W roku 2010, ustanowionym przez papieża Benedykta XVI Rokiem Kapłańskim, przybył ksiądz na duszpasterską posługę do Kołobrzegu, do parafii katedralnej. Czy pamięta ksiądz swój pierwszy dzień na parafii? 

– Pamiętam bardzo dobrze ten dzień. To były jeszcze wakacje, a ja zaczynałem od bycia przewodnikiem po kołobrzeskiej Bazylice. Taką praktykę odbywali kiedyś alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Koszalinie. Moja historia z parafią też miała ciekawy początek, ponieważ kiedy do niej przyszedłem nie byłem jeszcze księdzem, ale diakonem. Pierwsze kroki stawiałem u boku ks. prałata Tadeusza Wilka. Bałem się wtedy jak to będzie. Pierwsza parafia taka wielka, a ja początkujący. Zastanawiałem się z nutką obawy jak poradzę sobie w konfesjonale, wszak przecież penitenci z całej Polski (i nie tylko), z różnymi problemami, które wraz z sanatoryjnym wypoczynkiem chcą zostawić na drugim końcu Ojczyzny. Moje znaki zapytania i wątpliwości rozwiewał wtedy ks. prałat Tadeusz, który ze swoistym radosnym towarzyszeniem wprowadzał mnie w początki posługi. Ks. Tadeusz podpowiadał też, że trzeba się zdać na Ducha Świętego, bo to On w konfesjonale prowadzi. Zanim przyjąłem święcenia prezbiteratu, proboszczem Parafii mianowano ks. dr Jerzego Chęcińskiego, który od pierwszych moich „dekretowych” dni aż po ostatnie wykazał się wielką mądrością, roztropnością i prawdziwym braterskim zatroskaniem, nie tylko o moje posługiwanie w parafii jako wikariusza, ale w ogóle o moje ludzkie życie. Pokazywał mi też co to znaczy być człowiekiem Kościoła i jak Go kochać. Ks. Jerzemu jestem za to dzisiaj i zawsze będę, szczególnie wdzięczny.

– Gdyby miał ksiądz podsumować swój pobyt w Kołobrzegu, to co uznałby ksiądz w kategorii sukcesu a co porażki?

– Oj, to zawsze trudne pytanie. Może inaczej. Bardzo się cieszę z każdej dobrej spowiedzi św., z pobożnie odprawionej Mszy św., homilii, która poruszyła serce i odświeżyła głos Pana Boga w sercu. Dobrze jest czasami posłuchać, że się komuś pomogło, podprowadziło bliżej Pana Jezusa czy też pokazało pozytywne oblicze Kościoła. Bardzo żałuję natomiast i wstydzę się takich sytuacji, w których we mnie, jako kapłanie, było za mało kapłana.

– Teraz jest ksiądz w Szczecinku. Jak się księdzu układa posługa kapłańska w tym mieście? Czy doświadczenie nabyte już w Kołobrzegu pomogło księdzu wejść w klimat szczecineckiego życia religijnego?

– Szczecinek to druga moja placówka, w której pełnię funkcję wikariusza, a obecny kościół pw. Narodzenia NMP jest tym, w którym przyjąłem święcenia prezbiteratu w listopadzie 2010 roku. Klimat tego miasta i parafii choć ma w sobie wiele podobieństw, to jednak posiada więcej różnic. Przede wszystkim jest to miasto o zdecydowanie mniejszym przepływie turystów, a więc atmosfera jest tu bardziej „swojska”. Starsza część mieszkańców to głównie powojenni, wschodni repatrianci, Kresowiacy czy też uczestnicy Akcji Wisła z 1947 r. Ich dzieci i wnukowie, czyli młodsza generacja odziedziczyła takie cechy jak: serdeczność, otwartość, gościnność, szczerość, serdeczne zaangażowanie, przywiązanie do Kościoła i tradycji, dlatego posługa tutaj daje wiele satysfakcji i czasami z ciężkiej pracy zamienia się w ogromną radość bycia ze szczecinecczanami w ich codziennym życiu rodzinnym, zawodowym itd. W Szczecinku oprócz regularnej pracy w parafii, zajmuję się głownie dziećmi i młodzieżą w szkole, w grupach parafialnych, ale prowadzę też drużynę harcerską ZHR będąc jej drużynowym. Moją pracą jest też bycie kapelanem w szczecineckim szpitalu oraz zajęcia z niesłyszącymi i uzależnionymi. Doświadczenie nabyte w mojej pierwszej placówce okazało się być nie tylko przydatne, ale wręcz niezbędne.

– Był ksiądz ostatnio w naszym mieście na mszy pożegnalnej zmarłego księdza prałata Józefa Słomskiego. Jak ksiądz wspomina ks. prałata?

– Wobec ks. Prałata Józefa Słomskiego zawsze miałem wiele szacunku, nie tylko za jego różnorodne dokonania, ale przede wszystkim za przykład kapłańskiego życia. Według mnie kapłaństwo ks. Prałata było nacechowane postawą braterstwa, uwagi skupionej na drugim człowieku, ale też, co uważam za szczególnie pozytywne, wielkim szacunkiem do swojej kapłańskiej godności, którą przecież obdarzył nas Chrystus, Najlepszy i Najwyższy ze wszystkich pasterzy.

-Dziękuję za rozmowę.

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.