Press "Enter" to skip to content

Miary naszego czasu

Listopad, Uroczystość Chrystusa Króla i koniec roku liturgicznego niewątpliwie skłaniają do refleksji nad czasem, nad przemijaniem, swoistego rodzaju tymczasowością i ulotnością tego, co człowiek zwykł określać mianem „teraz”.

Wydaje się, że dla współczesnego człowieka czas stanowi przeszkodę, której pomimo rozlicznych i zaskakujących odkryć i wynalazków, nie udaje się ciągle pokonać, pozostaje niewzruszoną barierą zaledwie dwudziestu czterech godzin. Wiele razy używałam już tego określenia, ale i tu wydaje się ono być istotną uwagą. Czas – jako dzieło Stwórcy – jest dla nas darem i zadaniem. „A Bóg widział, że wszystko było dobre” – podsumowuje natchniona Księga- opis dzieła stworzenia świata i tego, co na nim. Bóg wiedział co czyni i dlaczego tak czyni, dlaczego coś tak a nie inaczej ukształtował. Podobnie i z czasem.

Nasze życie, od początku chrześcijaństwa, określane było terminem – pielgrzymowanie do niebieskiej Ojczyzny, która jest naszym ostatecznym celem i spełnieniem; pielgrzymowanie wiary i odpowiedzialnego korzystania z otrzymanych darów – jak ktoś mądrze zauważył, nasze życie wieczne rozpoczyna się na ziemi, to jakie ono będzie „tam” jest zależne od tego, jak zostanie przeżyte „tu”. Nie wiem, czy mają Państwo doświadczenie pielgrzymowania? W jakiej opozycji znajduje się ono względem „wyścigu” w jaki dał się w manipulować człowiek. Podczas pielgrzymki jest konkretny cel – jako miejsce dotarcia – wspólny wszystkim uczestnikom, wyznaczone są etapy, droga jest podzielona, każdy ma jakieś zadania, mimo różnych nieprzewidzianych sytuacji wyczuwa się jednak pewną harmonię, ład. A cóż natomiast możemy zaobserwować w codzienności? Ciągłe zdenerwowanie, presja, przeciążenie, nerwy, utrata tego, co najistotniejsze, skupienie na sobie i realizacji swoich celów, ambicji. Zanikają chwile spokojnych rozmów, nie ma czasu na tworzenie trwałych i wartościowych relacji, cierpi też rodzina. Chcemy coraz więcej, ale pozostajemy ograniczeni. Ileż to razy w ciągu dnia narzekamy, że „doba jest za krótka”? Mierzymy się z problemem czasu, ale podchodzimy do niego jak do „wroga”.

Chrystus na kartach Ewangelii wiele razy przypomina nam o obowiązku czuwania. Z czym kojarzy nam się czuwanie? Czy nie zawiera ono w sobie elementu zatrzymania? Ale trzeba by tak umieć się zatrzymać, by jednocześnie niczego nie zaniedbać. „Gdzie skarb twój, tam serce twoje” – kiedy to jest dobrze przepracowane i poukładane wtedy można czynić wiele nie tracąc istoty, sensu wszystkiego. Ile razy zastanawiamy się nad intencjami naszych działań? Ile razy przyzywamy Ducha Prawdy, by był naszym Przewodnikiem?

Czas może być tym ewangelicznym talentem. Niektórzy świadomi odpowiedzialności za powierzony im dar starali się, także z pomocą innych, wykorzystać go jak najlepiej. Wielu świętych zwracało też na to uwagę przestrzegając przed lenistwem, opieszałością, gnuśnością, przed marnotrawstwem. Nie zmarnować żadnej chwili lecz każdą uczynić inwestycją w życie wieczne. Tak żyć jakby nieustannie towarzyszyło nam spojrzenie Boga – nie tyrana, który chce z nas wszystko wydusić do ostatka, ale Ojca, który martwi się o swoje dzieci, chce dla nich jak najlepiej. I z czasu będziemy rozliczeni. Został nam on przecież podarowany, aby był miejscem zasiewu dobra i wzajemnej służy. To Boża tajemnica dlaczego ktoś urodził się w danym momencie, kontekście historycznym, w tym a nie w innym wieku czy dekadzie. To Bóg powołuje do istnienia i On wie jaki czas będzie dla nas najlepszy. Nasze narodziny są także wpisane w Jego szeroko i dalekosiężnie rozumiany plan nieustannego prowadzenia ludzkości, stworzenia do Ojczyzny rajskiej, wiecznej.

Żadna chwila już się nie powtórzy

Z doświadczenia wiemy, jak różnie podchodzimy do prezentów. Jedne przechowujemy jako najcenniejsze pamiątki, wystawiamy je na centralnym miejscu, by także inni mogli je podziwiać; inne okazują się niezwykle praktyczne i korzystamy z nich z największą przyjemnością. Ale zdarza się, że podchodzimy do prezentu w sposób bardzo lekceważący, jakby nam on przeszkadzał, nie doceniamy dobrej intencji ofiarodawcy, wrzucamy go bez szacunku w kąt i pozostawiamy. Czy te sytuacje nie ilustrują także naszego podejścia do czasu? Żadna chwila już się nie powtórzy. Często zdarza nam się, że o jakimś wydarzeniu mówimy, że jest ono najważniejsze w naszym życiu, staramy się je zapamiętać, przekazujemy wspomnienie o nim kolejnym pokoleniom. Są takie dni, że w szczególny sposób chcemy je przeżywać razem – zwłaszcza święta, uroczystości, które wpływają na nasze życie, na przykład ślub. Tak, to wszystko jest bardzo istotne i ważne. Pamiętam jak na lekcjach historii rysowaliśmy wykresy, poziomą oś, na której zaznaczaliśmy jakieś ważne wydarzenia, historyczne epoki. Periodyzacja dziejów. Chronologia, porządkowanie. I nasze życie podzielone jest niewątpliwie na różne etapy – i te rozwojowe, dojrzewania, ale i formacyjne do pełni człowieczeństwa. Nic nie dzieje się od razu. Cenna jest umiejętność dostrzegania tego wszystkiego, wyciągania mądrości. Tylko, że w zasadzie – mając na uwadze perspektywę wieczności – to o każdej chwili życia możemy powiedzieć, że jest tą najważniejszą. Bo tak naprawdę nie wiemy co będzie miało większe znaczenie dla naszego zbawienia – czy najbardziej doniosła uroczystość czy ta najbardziej szara chwila, ten nawet ułamek sekundy, w którym pomimo wszystko i jakby wbrew wszystkiemu, pozostaliśmy wierni.

To ewangeliczne czuwanie to także czujność, ostrożność, gotowość do walki z pokusami, z pułapkami, które na nas czyhają. Jedną z takich pułapek jest jak sądzę zachłyśnięcie się pyszną myślą, o tym, że jest się – samozwańczym – „panem wszystkiego”. Przychodzi mi na myśl przypowieść o złym słudze, który gdy jego pan opóźniał się ze swoim powrotem zaczął poniewierać inne sługi, sam jadł i pił swawolnie. Kolejny raz przywołując myśl św. Franciszka – wszystko, co mamy zostało nam dane w dzierżawę (tylko i aż); podobnie z czasem. Co było zadaniem owego rządcy? Miał wydzielać żywność w odpowiednim czasie – czyli dbać o innych, o majątek Pana swego , miał czynić zasiew dobra, miłości, ale i sprawiedliwości. Jakże mu Pan zaufał pozostawiając go samego. I jakże biedny ów sługa, który nie wywiązał się z zadania lecz dufny przejął kontrolę – przywłaszczył sobie cudzą własność, okradł Pana i pozostałych współtowarzyszy. Właśnie – czy nazbyt często innych nie okradamy z ich czasu? Albo zachęcamy do wspólnego jego marnotrawienia? Ileż to razy przeszkadzamy innym albo odciągamy od tego, co najważniejsze.(Czyż nie jest to głębszy wymiar przykazania: „nie kradnij”?) Ale można by postępować przeciwnie, to znaczy podarować komuś czas. Jak? Zatrzymując się by wysłuchać, udzielić pomocy, by po prostu z kimś i przy kimś być.

Zapewne mają Państwo to doświadczenie, kiedy w końcu po całym dniu, nieraz bardzo ciężkim i zakręconym, kiedy pomimo napiętego grafiku jeszcze wyszukało się, wygospodarowało się chwile na uczynienie czegoś nadprogramowo, na spełnienie czyjejś prośby, może na wyręczenie kogoś jeszcze bardziej utrudzonego – przychodzi w końcu sposobność by usiąść i wziąć oddech. Błogosławione doświadczenie poczucia dobrze przeżytego dnia – wykorzystanego w należyty i godny sposób. Znika zmęczenie, albo wręcz staje się słodyczą. Co za wspaniałe uczucie móc zasypiać ze świadomością uczynionego dobra, ze świadomością wypełnionych obowiązków. Oczywiście, udało się to wszystko uczynić bo otworzyliśmy się na Łaskę, gorliwie i wielkodusznie współpracowaliśmy z nią i z natchnieniami, na które byliśmy otwarci. Odpowiedź na jedną łaskę pociąga za sobą kolejną. (uwaga, by wobec takich okoliczności nie przywłaszczyć sobie z kolei uczynionego dobra; podziękować Panu, że „się udało”, że tak hojnie wspomógł; nie wpadać w samo zachwyt, samouwielbienie, bo przecież Pan nas poucza: niech nie wie wasza prawica, co czyni lewica). Jakże ulotne było samozadowolenie owego rządcy z ewangelicznej perykopy. To o którym wspomniałam wyżej jest dużo trwalsze – bo zapisane w Niebie, tym chwalebniejsze im czystsza była intencja, z miłości do Pana. Taki dzień jest pomnożeniem otrzymanego talentu. W chwili gdy powróci Pan ze spokojem będzie można oddać Mu to wszystko, a jedynym wyrzutem być może będzie tylko myśl, że można było uczynić jeszcze więcej, jeszcze większej ilości dusz pomóc – lecz nie wszystko jest od nas zależne.

Miary czasu

Przyjmowanie czasu jako daru, ale też ukierunkowanie, że nie otrzymujemy tego daru dla samych siebie – nasze życie wplątane jest w historię innych, i ze wzajemnością – rozjaśnia życie. Wówczas czas, ściśle określona dwudziestoczterogodzinna doba nie jest dla nas wrogiem i nie przygniata nas, nie przytłacza. (Pisząc te słowa zdaję sobie sprawę, że dla niektórych, borykających się z różnorodnymi problemami, czas jest niczym pole bitwy, jest czymś z czym muszą się zmagać. Ale przecież wierzymy w Bożą Opatrzność nad nami. Nie mamy załamywać rąk, ale wznieść je do Pana.)

Myślę, że w tym kontekście można śmiało sparafrazować nieco inny ewangeliczny epizod. „Syn Człowieczy jest Panem szabatu”… Szabat to także jakaś miara czasu, jakiś jego odcinek ze ściśle określonymi regułami przeżywania go – sformalizowany aż do bólu. A my odczytajmy to zdanie inaczej. „To czas został ustanowiony dla człowieka, nie człowiek dla czasu” – to pokazuje nam hierarchię wartości, porządkuje rzeczywistość i niejako zaprasza do zatrzymania się w tym szalonym wyścigu. Czas został ustanowiony, abyśmy poprzez jego właściwe wykorzystanie podążali do Ojczyzny Wiecznej, powracali do Ojca. Czas nie może nami zawładnąć. Trzeba umieć też uznać, że nie mamy już sił, pozwolić sobie na odpoczynek, trzeba dokonywać wyborów, co naprawdę jest najważniejsze, najistotniejsze, co trzeba uczynić już, a co może chwilę poczekać. Wszędzie i wobec wszystkiego potrzeba nam wolności – tej wewnętrznej – i roztropności oraz umiejętności odpowiedniego gospodarowania czasem. „Syn Człowieczy jest Panem czasu”. Czy Jezus jest Panem mojego czasu, każdej chwili mojego życia, którą pragnę Mu ofiarować jako uwielbienie Jego miłości? Czy oddaliśmy Panu czas? Pielgrzymka zabłądzi, nawet jeżeli będzie się łudziła, że idzie za prowizorycznymi oznakowaniami, zgubi się jeżeli nie będzie miała prawdziwego Przewodnika – wobec którego będzie posłuszna i pełna ufności.
„Naucz nas Panie liczyć dni nasze” – czytamy w Psalmie 90. Martwimy się długością naszego życia. Ale to Pan wie najlepiej ile czasu nam potrzeba. Jesteśmy w stanie wypełnić nasz kalendarz tysiącem wpisów, pozaznaczać różne wydarzenia, zanotować różne rzeczy do wykonania, umówić się na wiele spotkań. Ale nie możemy dokonać jednego istotnego wpisu. Nie w naszej mocy jest przewidzieć i zaplanować chwilę naszego Przejścia.

Naucz nas Panie szanować dni nasze” – równie dobrze i tak moglibyśmy się, i zapewne trzeba by tak się modlić. W jednym z tłumaczeń Księgi Psalmów znalazłam taki wers z Psalmu 24, który jest próbą odpowiedzi na pytanie „kto wejdzie na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu”. I w wersie 4 czytamy: „kto nie zużywa swego życia na to, co bezbożne”. Życie jest zbyt cenne, by je lekkomyślnie zmarnować.

s. M. Teresa Pechman od Jezusa Królującego
w Boskiej Eucharystii (OCPA)

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.