Press "Enter" to skip to content

Jak za dawnych czasów?

Kiedy szykowałem się do wyjścia z mieszkania do naszej katedry w drugi dzień Świąt Wielkiej Nocy 2018, by przygotować się w zakrystii do czytania mszalnego, moja szanowna małżonka wspomniała o dyngusie. Wspomniała o dyngusie w katedrze, którego czasem i ja doświadczałem…
Lata temu wstecz, w lany poniedziałek w zakrystii należało zachowywać wielką czujność. Niby nic specjalnego w tym dniu, odbiegającym w sposób zasadniczy od przyjętego obowiązku dnia, się nie działo. Ot, normalne przygotowania do Mszy św. w drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Ministranci nakładają swoje komże, zapinają pelerynki. Zakrystianka szykuje naczynia liturgiczne, sprawdza szaty liturgiczne. Lektorzy przygotowują się do czytania, normalka.
I wtem, nie wiadomo skąd, w powietrzu wpierw lecą krople jakiegoś płynu, a za nimi zapach ostrych perfum. Kto, skąd i dlaczego? Cichcem do zakrystii wpadał ówczesny proboszcz bazyliki, ks. prałat Józef Słomski i czcił tradycje polewania. Nie wodą, ale swoimi charakterystycznymi perfumami.
Niby każdy się spodziewał, że taki frontalny atak może ze strony tego kapłana nastąpić, ale zawsze jakoś ta uwaga w złym momencie się zawieszała i zapach perfum towarzyszył delikwentom przez dłuższy czas.
Ks. prałat przeszedł na emeryturę, tradycja polewania w zakrystii zanikła….
Więc kiedy moja szanowna małżonka przypomniała mi o niej, przygotowałem odpowiednią broń z ostrym wkładem czystej wody z kranu z kołobrzeskiej sieci. I wyruszyłem w bój. Ponieważ o tradycji polewania prałatowego nikt nie pamiętał, efekt był łatwy do przewidzenia. Zaskoczenie było totalne – jako pierwsza partię czystej kołobrzeskiej wody zaliczyła siostra zakrystianka, krzycząc przy tym, że ma nową kurtkę. Na nic to się nie zdało i dosięgły ją cienkie strumienie wody, a jakże. Następnie poległ ks. wikariusz Wojciech, ks. Zygmunt i na koniec ks. proboszcz Jerzy. Nikt się takiego ataku nie spodziewał i nie przygotował akcji odwetowej. A na moje szczęście kropidła w tym dniu w innym miejscu spoczywały. Po księżach nastąpił atak na ministrantów, też nieprzygotowanych na taki rozwój sytuacji. Ale z ust jednego, wydawałoby się jeszcze za młodego, by pamiętać czasy prałatowego śmingusa, usłyszałem tekst – „Jak za dawnych czasów…”.
Tak, jak za dawnych czasów, kiedy to ks. prałat Józef Słomski czynił swoją powinność w katedrze.
Zaskakiwał nas, choć spodziewaliśmy się możliwego ataku. Teraz pewnie zaskakuje św. Piotra, który mu drzwi uchyla…

Ryszard Czepulonis

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »