Press "Enter" to skip to content

Bóg stał się człowiekiem po to, by człowiek stał się podobny do Boga

W obliczu różnych sytuacji już mimowolnie, nasuwa nam się pytanie typu: „po co to wszystko?”. Czyż i podobna myśl nie ma prawa pojawić się, gdy – już niedługo – staniemy wobec Tajemnicy Bożego Narodzenia?

Dlaczego Bóg wszechmocny, Król królów i Pan panów uniża samego siebie i przyjmuje człowieczeństwo– oczywiście, nie tracąc przy tym niczego ze swojego Bóstwa? Pięknie to podsumował św. Ireneusz, jeden z wielkich pierwszych teologów Kościoła. Rzecze on: „Bóg stał się człowiekiem po to, by człowiek stał się podobny do Boga”. Oto cała kwintesencja Bożego Narodzenia. I właściwie nie potrzeba już nic więcej. Bóg nie kieruje się chwilowym kaprysem, ale realizuje swoje odwieczne obietnice przywrócenia porządku sprzed owego tragicznego zdarzenia w Raju. Oto sens zbliżających się Świąt. I może dlatego są one tak mocno i szczególnie rodzinne – bo czyż nie są świętem dla całej rodziny narodziny dziecka? A oto jest Noc nie tylko narodzin Boga. W Tajemnicy ukryta jest tajemnica naszych narodzin – w Bogu i z Boga.

Upodobnienie się do Boga – czyli powrót stworzenia do Stwórcy – dokonuje się etapowo, jest dziełem dynamicznym – podobnie jak rozwój dziecka od narodzenia po kolejne momenty dojrzewania, dorastania. Słowo Wcielone staje się Ciałem jakby „od postaw”, od zarodka i przechodzi kolejne etapy aż po śmierć. Dzieje się tak po to, by nas nie zniechęcić. Nie przyszedł Chrystus od razu w postaci, której opis daje nam św. Jan w Apokalipsie. Jego pierwszym dziełem nie jest objawienie Potęgi ale Pokory i Bliskości (choć i w tym ukryta jest niepojęta Potęga właśnie). Nie chciał nas porazić swoją wielkością, ale zachęcić do siebie – staje się Dzieckiem, które czeka, by ktoś wziął Je w swoje ramiona – i pozwoli się ponieść tym ramionom, gdzie one zechcą. (choć śmiem twierdzić, że w Eucharystycznej obecności Bóg jest jeszcze bardziej „bezbronny” i zdany na nas. Na marginesie – Jezus jest zawsze „bardziej” – to znaczy, już coś uczynił niezwykłego, ale zaraz uczyni coś, co to „przebije” – np. mało było Mu stać się Człowiekiem, więc jeszcze przyjął cierpienie i przeszedł przez śmierć, ale zaraz potem zmartwychwstał, lecz i uniżenia wcielenia było Mu za mało, więc pozostał pod prostą i zwyczajną postacią Chleba i Wina).

Ta wyjątkowa Noc, Tajemnica Wcielenia Syna Bożego przywraca nam dziecięctwo Boże. Na drodze Łaski Bóg czyni nas swoimi dziećmi. Niejako „przebóstwia nas”, by użyć terminu św. Atanazego, myśli tak bliskiej Kościołowi Wschodu.

To wszystko brzmi zapewne bardzo górnolotnie i patetycznie. Więc żebyśmy nie myśleli, że to dzieje się gdzieś tam „za siedmioma górami i siedmioma lasami”, Chrystus przychodzi na świat w ubogiej grocie bądź stajence. W ludzkim wymiarze rodzi się w prostej rodzinie, czeka Go wygnanie, od początku zresztą doświadcza nieludzkiej niechęci i odrzucenia. To jest już nam o wiele bliższe. Cóż jeszcze czyni nas podobnymi? Posłuchajmy teraz z kolei tłumaczenia Tertuliana: „Bóg stworzył człowieka wraz z wolnością podejmowania decyzji i to właśnie najwyraźniej wskazuje, że jest on na Jego obraz i podobieństwo”. Tajemnica Wcielenia dokonuje jako całkowicie wolna decyzja Bożej Miłości. Bóg jest w swojej istocie Wolnością, od nikogo niezależny i nikomu nie podlegający. Udzielając nam łaski wolnej woli podzielił się z nami niejako cząstką swojej wolności i niezależności, przy czym my oczywiście jako stworzenie jesteśmy zależni od Stwórcy i bez Niego nie byłoby naszego istnienia. I jak Syn w wolności rzekł do Ojca: „oto jestem, poślij mnie”, tak i my wobec Tajemnicy Wcielenia stajemy wolni. Czy przyjmiemy ją, czy wejdziemy w tę Noc, by doświadczyć także swoich własnych narodzin? A może raczej wybierzemy konsumpcyjny i świecki wymiar tego czasu? To od nas zależy czy pozwolimy by „porwała”, „osłoniła” nas Łaska Pana. Bóg udziela nam predyspozycji do pozytywnej odpowiedzi na Jego zaproszenie. Także uboga stajenka jest dla nas zaproszeniem – a każde takie Boże zaproszenie jest jednocześnie wyzwaniem. Czy wejdziemy do tej lichej szopy, która została wyniesiona do godności pierwszego ziemskiego pałacu Chrystusa? To znaczy – czy zagłębimy się w nasze człowieczeństwo, by zmierzyć się z nim, ujrzeć prawdę o sobie, odkryć wiele rzeczy, może już mocno pokrytych kurzem. Czy zdobędziemy się na odwagę, by stanąć twarzą w twarz z naszymi wadami i słabościami (ale też by zdrowo przyjąć to, co dobre i szlachetne)? Wchodząc jednak do stajenki widzimy Pana naszego – Boga, który pokornie leży pośrodku naszego bałaganu. To, co zawsze najpierw przykuwa naszą uwagę gdy widzimy małe dziecko to jego oczy. Zawsze wydają się takie duże i nadzwyczaj błyszczące. Takie były (są) i oczy Jezusa. I te malutkie wyciągnięte ku nam rączęta. Jest i Maryja wraz ze Św. Józefem – a alegorycznie patrząc: jest i cały Kościół, pielgrzymujący i triumfujący pragnący nam dopomóc w doglądaniu Dziecięcia. Odkryć Boga w sobie, w swoim człowieczeństwie, w swojej historii – choćby wszystko wskazywało na to, że będzie to już ostatnie miejsce, gdzie można by spodziewać się Jego obecności. Wolność to także nasza decyzja czy rozejrzymy się dookoła, by dostrzec i ponazywać rzeczy, sprawy, relacje, którymi się otaczamy. Może trzeba zrobić porządek w obejściu? To także nasza decyzja czy spojrzymy w Niebo i dostrzeżemy przebijający się poprzez chmury codzienności blask Gwiazdy – znak, że Bóg zawsze chce nas prowadzić i zawsze znajdzie ku temu jakiś sposób. Ta Noc to także niewątpliwa zachęta do zawierzenia Maryi – jak i św. Józefowi – by od Nich uczyć się rozpoznawania Boga, wbrew logice, ale sercem, które żyje wiarą.

To, że Bóg przychodzi do nas jako Dziecina jest dla nas wielkim, konkretnym pouczeniem, abyśmy tej naszej godności dziecięctwa Bożego, owego „przebóstwienia” nie przyjęli jako przyczynku do wzrostu w pysze. Przeciwnie właśnie, ma ono stać się motywem do nieustannego wzrostu – owszem, ale w pokorze. Skoro Bóg tak się uniża, to dlaczego my chcemy nieustannie nad kimś dominować?

W przypadku tych Świąt często mówimy o ich specyficznym „klimacie”. To „wyjątkowe coś”, co o nim stanowi to niewątpliwie Bliskość. Na ona swoje źródło w Bogu i właśnie w Jego pokornych narodzinach. Czy jestem dla kogoś blisko – nie tylko blisko fizycznie, ale nawet czy jestem „bliskością” ? Pięknym, polskim zwyczajem – którego, uważam, nie wolno nam zaprzepaścić – jest dzielenie się opłatkiem w Wigilijną Noc. Nie róbmy tego z przyzwyczajenia, mechanicznie czy wręcz od niechcenia. Ten gest ma wielkie znaczenie. W tej kruszynie (świadomie używam tego określenia, bo prostota opłatka przypomina o naszej słabości, zwyczajności, że wcale nie jesteśmy „herosami” i „siłaczami”) daję siebie drugiej osobie. Przychodzę do niej ze słowami błogosławieństwa, z ewangelicznym życzeniem pokoju i dobra. Ale nie poprzestaję tylko na słowach. Pozwalam, aby druga osoba „ułamała” kawałek z ofiarowanego jej opłatka. I tu jest „pole przebóstwienia”. Staję się „jak” Bóg, który mówi w Eucharystii – ale już i w Betlejem – „bierzcie i jedzcie, oto Ja”. Dzielenia się opłatkiem nie da się zrozumieć bez odniesienia do Eucharystii. W tym symbolicznym geście staję do dyspozycji drugiej osoby. Jest również lekcja przyjmowania drugiej osoby – taką jaka ono jest i z tym, co zechce mi – w swojej wolności – ofiarować. Spójrzmy, jak czasem trzymamy opłatek – ściskamy kurczowo, żeby tylko ktoś za dużo nie wziął. Można z tego wysunąć wniosek, by jednak nie bać się drugiej osoby, okazać życzliwość i otwarcie, ale też jest to przestroga dla „biorącego”. Nie mamy prawa łapczywie zagarniać kogoś; niczego nie wymuszajmy. By sparafrazować myśl wyrażoną w powieści „Mały Książę” – gdy wchodzimy z kimś w jakąś relację, gdy kogoś „przyjmujemy”, stajemy się za niego odpowiedzialni. Nie można – przepraszam za dosadne porównanie – wziąć, przerzuć i wypluć. Dlatego, nie patrząc na postawę innych, przełamując siebie, bądźmy raczej zawsze tymi „dającymi”. Choć tu trzeba się uniżyć. Ale dajmy, a Bóg dokona reszty. Dzielmy się sobą, tak uczynił nasz Pan. Ten Wieczór uczy nas jak celebrować Eucharystię w codziennym życiu.

Pięknym zwyczajem jest dołączanie także do listów opłatka. Przypomina to, że oddalenie fizyczne nie oznacza oddzielenia duchowego. Korzystając z elektroniki nie jesteśmy w stanie tego niestety uczynić. Niemniej, pragnę się z Państwem w duchu podzielić opłatkiem i złożyć z serca płynące życzenia. Niech ta Święta Noc będzie dla nas wszystkich Świętem szczególnego dziękczynienia – świętujmy Boże Narodziny ale także – narodźmy się na nowo w Chrystusie – który przyszedł na świat także po to, by stać się Chlebem – niech to będzie piękny czas odnowienia dziecięctwa Bożego, czas odrodzenia. „Dla ciebie, powtarzam, Bóg stał się człowiekiem (…) Świętujmy z radością nadejście naszego zbawienia i odkupienia. Świętujmy dzień uroczysty, w którym Ten, co sam jest jedynym i wiekuistym dniem Ojca, zechciał zstąpić w krótki i przemijający dzień doczesności. A jeśli chcesz wiedzieć, jaki jest powód tak wielkiego daru(…) to doszukując się przyczyn nie znajdziesz nic innego, jak tylko łaskę Boga.” (z kazania św. Augustyna, które odczytujemy w Liturgii Godzin właśnie 24 grudnia). Życzę, aby ten pełen nadziei śpiew Aniołów, który zabrzmiał tamtej Nocy budząc pasterzy, tej Wigilii rozbrzmiał w Państwa sercach rozjaśniając wszelkie mroki i uzdalniając do przyjęcia Miłości i pójścia za Nią. Niech zwieńczeniem, podsumowaniem, tych rozważań będzie nasza wspólna modlitwa tekstem z 1858 roku: „ Panie Jezu Chryste, któryś z miłości ku nam, ukrywszy wielkość wcielonego Bóstwa Twojego i Boskość człowieczeństwa, chciałeś narodzić się na świat maluczkiem dziecięciem, spraw nam tę łaskę, iż byśmy, uznając Boską mądrość Twoją w Dziecięctwie Twojem, potegę w słabości, wielkość w upokorzeniu, wielbili Cię maluczkim na ziemi i przypatrywali się Tobie wielkiemu w Niebiosach, który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen. ( przedruk ze współcześnie wydanego Modlitewnika Świętej Tradycji).

Szczęść Boże Państwu w Nowym Roku! „Niech to całe nowe lecie będzie latem miłościwem i zbawiennem.” Niech tak się stanie pod opieką Niepokalanej Bogarodzicielki.

s.M.Teresa Pechman od Jezusa
Królującego w Boskiej Eucharystii (OCPA)

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »