Press "Enter" to skip to content

Radnym ku zastanowieniu:czy sześć istnień ludzkich pozostawionych na pastwę losu nic nie znaczy?

Siedmioro młodych ludzi z Kołobrzegu, za zgodą swoich rodziców, wypłynęło żaglówką na głębokie wody Bałtyku. Choć nie mieli większego doświadczenia w żeglarstwie, rodzice i oni sami ufali, że nic złego im się nie stanie, przecież sprzęt mieli doskonały, pogoda i widoczność wręcz wymarzona, a morze było tak spokojne i gładkie jak jezioro. Na pokładzie były trzy dziewczyny i czterech chłopców – rodzeństwo. Niestety, po jakimś czasie tej sielankowej, morskiej wycieczki, pogoda niespodziewanie się pogorszyła, wzmógł się wiatr, a fale zaczęły niebezpiecznie kołysać żaglówką. Niebo w okamgnieniu zaciągnęło się gęstymi i ciemnymi chmurami. Zaczął padać ulewny deszcz. Młodzi ludzie chcieli natychmiast zawrócić do portu, ale było już za późno. Dosłownie w kilka chwil rozszalała się potężna burza. Byli przerażeni, bo żaglówka szybko nabierała wody. Poczuli, że śmierć zagląda im w oczy…

Tymczasem, mocno zaniepokojeni rodzice rodzeństwa podnoszą alarm, natychmiast informują o sytuacji służby ratunkowe, uruchamiają wszystkie możliwe kontakty, są gotowi ponieść wszelkie dodatkowe koszty, byleby odszukać i uratować swoje dzieci. Nawet władze miasta wspierają rodziców, przyłączają się i dorzucają 5 tys. na akcję poszukiwawczą i ratunkową.

Walka rodzeństwa o życie wciąż jest dramatyczna, z każdą chwilą ubywa im sił i wiary w to, że uda im się przetrwać najgorsze i… przeżyć. Jednak świadomość, że rodzice na pewno ich już szukają dawała im otuchy i nadziei, że wszystko skończy się dobrze. Minęła już godzina tego nierównego starcia z żywiołem. Ogromne fale wyrzuciły ich daleko, w głąb morza, Byli już mocno wyczerpani walką o życie i utrzymaniem się na pokładzie, gdy nagle… nie wiadomo jak i skąd, jakby spod ziemi wyrósł statek ratunkowy! Cóż za radość i ulga! Udało się! Rodzice nie zawiedli! Pojawiła się nadzieja, że wszyscy ocaleją i przeżyją ten koszmar! Statek podpływa, ekipie ratunkowej dość sprawnie udaje się wciągnąć na jego pokład najsilniejszego z braci, po czym kapitan statku kończy dalszą akcję i nagle… zawraca! Pozostała na żaglówce szóstka rodzeństwa nie dowierza własnym oczom, zaczyna wołać, krzyczeć, machać, ale nikt ich nie słyszy, nikt nie zwraca na nich uwagi, nikt się nimi nie przejmuje. Powoli statek znika im z oczu. Nic nie rozumieli. Dlaczego zabrano tylko jednego z nich?! Czy to jakaś tragiczna pomyłka?! Kto chce skazać ich na pewną śmierć?! Liczyli, że może statek zaraz zawróci, łudzili się, że pomoc jeszcze za chwilę nadejdzie. Niestety, nie nadeszła. Rodzeństwo pochłonęło zimne morze…

Minęła kolejna godzina. Statek ratowniczy wpływa do kołobrzeskiego portu. Wszyscy wiwatują, cieszą się sukcesem i powodzeniem akcji ratunkowej. Dowodzący jej przebiegiem odbiera gratulacje, a uszczęśliwieni rodzice ściskają uratowanego syna. Dziwne… Nikt nie pyta o pozostałą szóstkę rodzeństwa, jakby nikogo oni nie obchodzili, jakby nie istnieli. Jak to możliwe? Nawet rodzice nie pytają? Czy to jakiś koszmarny sen?

To opowiadanie wydaje się być wielką bujdą, jakąś wymyśloną, bajką. To fakt. Zostało wymyślone na potrzebę chwili. Gdyby taka tragiczna sytuacja wydarzyła się naprawdę, byłaby nie do przyjęcia! Z pewnością byłby to skandal! Bo jak można przeprowadzić z pozoru „pomyślną” akcję ratunkową tylko dla jednej osoby z rodzeństwa, skoro na ratunek czekało ich siedmioro? Zmobilizowano wszystkie siły i zaangażowano ogromne pieniądze, a ginie sześć osób i nic się nie stało? Sześć istnień ludzkich pozostawionych na pastwę losu nic nie znaczy? Ta makabryczna obojętność przekracza wszelkie granice!

W tej krótkiej, dramatycznej historii, w sposób obrazowy i bardzo uproszczony chciałam pokazać jak wygląda zabieg in vitro. Aby przeżyło jedno dziecko – ginie sześcioro innych. Może taki „obraz” przemówi do nas i do radnych naszego miasta łatwiej i skuteczniej? Pokazałam przypadek, w którym wyprawa kończy się pozornie 100% „powodzeniem”, bo w rzeczywistości tylko co piąta taka „akcja” ratuje jedną osobę z siedmiorga rodzeństwa.

Swój artykuł pragnę zakończyć słowami jednego z kołobrzeskich księży, który podczas niedzielnej homilii spytał publicznie: “Kim jesteście drodzy rajcy!? Nie można być w połowie chrześcijaninem!Kto dał ludziom śmiertelnym prawo zajmować się człowiekiem tak, jakby jeden zasługiwał na życie, a drugi na wysypisko?”

Katarzyna Paciorkowska

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.