Press "Enter" to skip to content

To naprawdę ciekawe: dla Pani Wiceprezydent Kołobrzegu głos katolików w sprawie in vitro jest „przedstawieniem teatralnym”!

Kilka dni temu, na antenie Polskiego Radia Koszalin, w audycji Studio Kołobrzeg można było wysłuchać rozmowy red. Jarosława Banasia z wiceprezydent Kołobrzegu, Panią Iloną Grędas – Wójtowicz (na zdj.). Rozmowa dotyczyła m.in. tematu in vitro. Przytoczę kilka luźnych zdań (w brzmieniu oryginalnym) z wypowiedzi Pani Wiceprezydent: 

– „Ja bym chciała, byśmy w tym momencie nie rozmawiali o kwestiach światopoglądowych, o tym, czy płód to dziecko, czy płód to nie dziecko. Wydaje mi się, że to każdy powinien rozważyć z własnym sumieniem, z własnym przekonaniem. Natomiast zostawmy te swoje przekonania dla siebie. (…) Mam nadzieję, że ten temat nie będzie nadmiernie eksploatowany, bo komuś możemy sprawić wielką krzywdę tymi słowami, które padną, których możemy potem żałować. (…) Jeżeli jesteśmy przeciwni, to pozostańmy sobie przeciwni, ale naprawdę, nie róbmy z tego przedstawienia teatralnego”.

Szanowna Pani Wiceprezydent

Do podstaw należy, by wiedzieć, że to z chwilą poczęcia zaczyna rozwijać się całkiem nowe życie. Już w pierwszej minucie po zapłodnieniu określone zostają takie cechy dziecka, jak: płeć, wzrost, kolor oczu, włosów, skóry, a nawet podobieństwo do mamy lub taty. Nie ma żadnej możliwości, by to życie mogło przekształcić się w „coś” innego, by nie było już inną istotą niż człowiek! Niedorzeczne są więc dywagacje, czy płód to człowiek, czy też nie. Jest to już odrębna, niepowtarzalna osoba, stworzona na obraz i podobieństwo Boga. I nie tylko tak mówi Kościół, ale potwierdzają to również naukowcy, etycy, czy prawnicy. Ten maleńki organizm ma i powinien mieć prawo do życia już od momentu zaistnienia! Coś takiego jak prawo do posiadania dziecka jest absurdem. Ono w żadnym razie nie może być traktowane jako jedno z wielu dóbr konsumpcyjnych, ani, tym bardziej jako przedmiot własności. Przykre jest oczywiście to, że niektóre małżeństwa nie mogą mieć dzieci, ale są inne, tańsze, skuteczniejsze i moralnie akceptowalne metody starania się o potomstwo.

Kolejna sprawa to światopogląd. Z ust Pani Wiceprezydent (również wielokrotnie od Pani Prezydent) słyszeliśmy zapewnienie, że są osobami wierzącymi i praktykującymi. Fantastycznie! Tylko co z tego wynika? Znany polski kaznodzieja, salezjanin, ks. Dominik Chmielewski bardzo często powtarza, że być katolikiem nie znaczy: „zjeść rybkę w piątek, zmówić paciorek do Bozi rano i wieczorem oraz pójść do kościółka w niedzielę”. Przypomina, że nie można żyć jak heretyk i hipokryta od poniedziałku do soboty, a w niedzielę przez jedną godzinę (będąc na Mszy św.) poudawać człowieka wierzącego i uważać, że wszystko jest w porządku, że jest się wzorowym katolikiem, że obowiązek wobec Boga został „odfajkowany”!

Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (Mt 25,12) – powie Bóg na Sądzie Ostatecznym. Jak to, czy to do mnie? Przecież deklaruję, że jestem osobą wierzącą i praktykującą! Panu Bogu zawsze jednak będzie chodziło o nasze wnętrze, o nasze serce, a nie o pozory. On nie znosi fałszu i udawania! Katolik, który w swoim indywidualnym rozumieniu spraw tego świata dopuszcza przekraczanie V Przykazania – „nie zabijaj”, który akceptuje zło pod przykrywką dobra, bo wie lepiej niż Bóg i Kościół – sam siebie stawia poza Kościołem i wyklucza z grona katolików! W in vitro nie chodzi o subiektywny światopogląd, ale o PRAWDĘ! Wołanie katolików o PRAWDĘ nie jest – jak Pani mówi „przedstawieniem teatralnym”! To pomylenie pojęć. Jest dokładnie odwrotnie! Bo kto na tej scenie jest katolikiem – aktorem, z maską na twarzy? Kto tu uderza w fałszywe tony? Kto gra rolę w tej „sztuce”, do której scenariusz podstępnie napisał sam szatan?! Nasze wołanie o prawdę może uratować innych od potępienia. Upominając się o nią mamy świadomość odpowiedzialności przed Bogiem za tych, którzy błądzą, którzy zwiedzeni pozornym dobrem lekceważą Boże Przykazania.

I ostatnia kwestia. W rozmowie Pani Wiceprezydent twierdzi, że in vitro należy do programu polityki zdrowotnej, jako leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. O jakim leczeniu jest tu mowa? Czy to znowu mydlenie oczu? Przecież leczenie jest wtedy, gdy zastosowane procedury medyczne starają się uczynić chorego zdrowym. W przypadku in vitro niepłodni rodzice nadal pozostają niepłodni! Przeznacza się więc ogromne pieniądze na to, co nie jest leczeniem, ale stwarzaniem człowieka! Z publicznych pieniędzy, które w większości pochodzą do katolików, finansuje się drastycznie niehumanitarne „produkowanie” człowieka! Nie tylko więc mówimy, upominamy, ale wręcz krzyczymy dla dobra wielu ludzi zwiedzionych podstępną taktyką złego: STOP! Stwórcą i Dawcą życia jest tylko Bóg!

Piotr Kanicki
(fot.miastokolobrzeg.pl)

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.