Press "Enter" to skip to content

Katolik nie może „nabierać wody w usta”, gdy widzi, że wokół coś złego się dzieje

Jedno ze starych polskich przysłów brzmi: „Złodziejem jest ten, który kradnie, ale także i ten, który trzyma worek”. Dlaczego nawiązuję do tych słów? Bo bardzo dobrze oddają istotę problemu natury moralnej, pojawiającego się w kwestii dofinansowania ze środków publicznych procedury in vitro, które zostało przegłosowane na ostatniej sesji Rady Miasta w Kołobrzegu.

Wiele już na ten temat powiedziano i napisano, ale spójrzmy na to zagadnienie jeszcze z innej strony. Sądzę, że bardzo ważnej, chociaż trochę pomijanej i bagatelizowanej.

Przyglądając się temu, co ostatnio wydarzyło się w naszym mieście i przetoczyło w mediach, a także przysłuchując się, co kto mówi, odnoszę wrażenie, że wielu z nas zapomniało co to są tzw. „grzechy cudze”. Być może niektórzy nawet nie wiedzą, że takowe w ogóle istnieją? Warto więc sobie je przypomnieć. Jest ich dziewięć: namawiać kogoś do grzechu, nakazywać grzech, zezwalać na niego, pobudzać, pochwalać, milczeć, gdy ktoś grzeszy, nie karać za grzech, pomagać w grzechu i usprawiedliwiać tych, którzy grzeszą.

Spójrzmy również, co na ten temat mówi Katechizm Kościoła Katolickiego: „Grzech jest czynem osobistym; co więcej – ponosimy odpowiedzialność za grzechy popełniane przez innych, gdy w nich współdziałamy: uczestnicząc w nich bezpośrednio; nakazując je, zalecając, pochwalając lub aprobując; nie wyjawiając ich lub nie przeszkadzając im, mimo że jesteśmy do tego zobowiązani – chroniąc tych, którzy popełniają zło”. (KKK 1868)

Można odnieść wrażenie, że ostateczny cel zabiegu in vitro jest dobry, bo nastawiony przecież na nowe życie. I należy tu podkreślić (by nikt nie miał wątpliwości), że każde dziecko, także to poczęte metodą in vitro – zawsze jest i będzie kochane przez Boga. Jest to prawda niepodważalna! Tu jednak wielu ludzi wpada w pułapkę. In vitro bowiem, jako droga rodziców do pozyskania upragnionego potomstwa jest środkiem grzesznym i niewłaściwym, choćby wielu twierdziło, że nie widzi żadnego zła w tej procedurze. Takie opinie mieszczą się jednak jedynie w granicach subiektywnej oceny moralnej. Ale ogólnoludzkiej już nie. Niektórzy wydają się być po prostu ślepi lub obojętni na śmierć innych istnień ludzkich , które giną niejako „po drodze”. I to właśnie jest niedopuszczalne! Można też przekonywać, że in vitro jest legalne i zgodne z prawem. To fakt. Nie zapominajmy jednak, że taką możliwość i takie prawo ustanowili ludzie sami dla siebie. Nad prawem ludzkim istnieje jednakże prawo Boże i to do niego powinniśmy się zawsze odnosić. Bóg mówi wyraźnie: „Nie zabijaj!”. Krótko, prosto i na temat. Nie ma żadnych wyjątków!

Dla każdego katolika kryterium oceny stanowi wierność Ewangelii. Katolik powinien zawsze zająć zdecydowane stanowisko w sprawach moralnych, zawsze przeciwko złu, grzechowi, które człowiek czyni, ale nigdy przeciw samemu człowiekowi! Jeżeli nie protestujemy przeciwko złu, jesteśmy bierni, milczymy, a może nawet po cichu akceptujemy grzech, wówczas mamy do czynienia z „grzechem cudzym”. Tym sposobem – współuczestniczymy w złu dziejącym się na naszych oczach.

Jako wspólnota ludzi wierzących, jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Prawdziwa miłość bliźniego to troska o to, by każdy z nas został zbawiony, by dostał się do nieba, by grzechu i zła na świecie było jak najmniej. Dlatego katolik nie może „nabierać wody w usta”, gdy widzi, że wokół coś złego się dzieje. Powinniśmy najpierw z miłością upominać, przestrzegać, pokazywać inną, właściwą drogę, prowadzić ku dobrym wyborom. Jednak, jeśli to nie skutkuje – wtedy musimy tupnąć nogą i stanowczo krzyknąć „non possumus!”. Biada nam, gdy nie będziemy wołali o prawdę, biada nam, gdy nie będziemy głosili Ewangelii, biada nam, gdy zamkniemy usta ze strachu albo dla tzw. „świętego spokoju”.

Nie wolno nam jednak nigdy zapominać o potrzebie modlitwy za tych, którzy błądzą. Równolegle do naszego działania powinniśmy także modlić się o to, aby wszyscy przyjęli, przejęli się i żyli prawem Bożym, a nie tylko ogólnoludzkim. Czasem, niestety aż nieludzkim!

Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by wierność Bogu wydała złe owoce, by się komuś „nie opłaciła”. Im więcej więc naszej miłości i wierności Bogu, tym więcej będzie dobra na świecie. Nie może być wolności w czynieniu zła, bo jego konsekwencje, a także konsekwencje naszej zgody na zło, zawsze ponoszą wszyscy ludzie. Czy tego chcemy – czy nie. Zło niebezpiecznie rozlewa się, panoszy i zatruwa umysły i serca. Jako katolicy jesteśmy we własnym sumieniu, przed Bogiem odpowiedzialni za grzechy popełniane przez innych, gdy je tolerujemy lub, gdy się na nie tylko z boku przyglądamy – jak bierny widz, bez słowa braterskiego upomnienia lub kategorycznego sprzeciwu. Jest jeszcze gorzej, gdy grzech staramy się zrozumieć i go usprawiedliwiamy. Mówi się, że milczenie jest cnotą, ale w przypadku tematu in vitro nasze milczenie będzie grzechem! Jest jeszcze jedno, bardzo ważne pytanie: czy współfinansowanie in vitro z publicznych środków i nasza milcząca zgoda na to – nie czyni nas już współwinnymi? W tych 5 tys. złotych, które władze miasta i radni Kołobrzegu chcą hojną ręką przeznaczyć na dopłatę do tej procedury – są przecież nasze złotówki!

Spróbujmy zrobić sobie rachunek sumienia z „grzechów cudzych” i uczciwie odpowiedzieć na pytanie: co zrobiłem/łam, jako katolik, w sprawie in vitro? Zło bowiem zawsze zwycięża tam, gdzie dobro jest bierne!

Katarzyna Paciorkowska

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.