Press "Enter" to skip to content

Taniec życia

Patrząc na uroczystą procesję, związaną z wniesieniem Arki Przymierza do świątyni jerozolimskiej, nie należy patrzeć tylko na nią od strony religijnego rytuału jaki się odbywał, ale ważne jest, aby dostrzec przeżycia ludzi, ich zachowania, całą wzruszająco piękną poetykę tego wydarzenia, trochę tak jak patrzymy na procesje Bożego Ciała odbywające się w naszym kraju, z monstrancją w ręku księdza, idącego pod baldachimem, z poprzedzającymi go ministrantami, kadzidłem, szeregami dziewczynek sypiących kwiaty, ich opiekunkami, matkami robiącymi zdjęcia.

Cały Izrael zgromadzony był tego dnia przed Panem, starszyzna wraz z ludem. Procesja była właśnie w swoim apogeum. Tłumy entuzjastycznie wiwatujących ludzi, na wszystkich twarzach radość i ciekawość . Wielu z gałązkami oliwnymi w ręku albo z długimi piórami palm. Śpiew płynie z tysięcy gardeł i słychać pełne uniesienia okrzyki. Czasem zdarza się, że na pewien moment człowiek wyłącza się z tej egzaltacji, gdy pełen uniesienia, którego już nie jest w stanie w duszy pomieścić, nagle zamiera w bezruchu, ze łzami w oczach, ledwie ruszając ustami i skandując pojedyncze słowa.

Na świętej drodze procesji, składane były nieustannie ofiary ze zwierząt, wyraz uwielbienia, wdzięczności i prośby o wybaczenie grzechów. Ofiary oznaczały miłość, bo nie ma przecież miłości bez cierpienia, przez które trzeba przejść, aby dostać się do Nieba, jak Mojżesz i lud Izraela przeszli przez Morze Czerwone, aby dostać się do Ziemi Obiecanej.

W samym środku świętującego tłumu, w asyście kapłanów i lewitów w ich powłóczystych szatach znajdowała się Arka Przymierza, będąca najświętszym znakiem Bożego czuwania nad swoim ludem. Podobnie jak oblubieniec z Pieśni nad pieśniami do swej ukochanej, tak święty korowód uczestników procesji, kierował się do świątyni, wśród śpiewów i gry różnych instrumentów muzycznych. Radością rozbrzmiewała cała Jerozolima. Było to rzeczywiście wesele Boga Jahwe z Jego ludem.

Bóg stał się tak bardzo bliski. Bóg na wieki zamieszkał ze swoim ludem. Tutaj w świątyni nieustannie czuwa nad ich życiem. Jego spojrzenie przenika wszystko. Dla Niego chwila jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jedna chwila i mimo wszystko jednak, ten wieczny i niezmierzony Bóg spełnił swą obietnicę, że na wieki nie opuści tego miejsca, które będzie podnóżkiem tronu Jego wiecznego królestwa. Tutaj każda modlitwa będzie wysłuchana i wszelka łza otarta z twarzy płaczącego człowieka.

Właśnie dlatego szokiem i nawet skandalem dla niektórych jest świadomość, że ta majestatyczna, „wieczna” świątynia, od prawie dwóch tysięcy lat nie istnieje. Co więcej, nawet ta która istniała przed dwoma tysiącami lat również nie była tą oryginalną, którą wybudował król Salomon, syn króla Dawida. Tamta świątynia została przecież też zburzona, a naród żydowski uprowadzony do Babilonii.

Jaki to ma zatem wpływ na nasze rozumienie świątyni, przymierza Boga ze swoim ludem i nadziei zbawienia? Jak się obronić przed zwątpieniem ? Nie byłoby na to sposobu, gdyby nie przyszła nam w sukurs Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie, który przyszedł, zgodnie z zapowiedzią proroków, aby nas ochrzcić Duchem Świętym i w tej duchowej perspektywie doświadczyć zbawczej nowości życia.

To On bowiem jest prawdziwą świątynią Boga, którą odbudował, tak jak to zapowiedział, po trzech dniach od jej zburzenia na Golgocie. Po Zmartwychwstaniu Chrystus, zanim Wstąpił do Nieba, zbudował Bogu prawdziwy Dom, Kościół i czekamy teraz, głosząc Dobra Nowinę i przyjmując nowych członków do Kościoła, na Jego ponowne przyjście, w chwale, abyśmy mieli pełny udział w miłości Trójjedynego Boga, czyli Życie Wieczne.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.