Press "Enter" to skip to content

Dlaczego tak bardzo nie szanujemy życia?

Kiedy byłam uczennicą, miałam zaszczyt parokrotnie towarzyszyć kołobrzeskim Sybirakom 10 lutego, podczas uroczystości upamiętniających przymusowe ich wywiezienia w ramach represji i nienawiści do pozbawionej ciepła ludzkości, obcej ziemi syberyjskich stepów. Proszono mnie o recytację wiersza – wspomnienia tamtej tragicznej nocy, podczas której dla tylu tysięcy naszych Rodaków znany dotychczas świat rozpadł się na kawałki, które – jak planowali oprawcy – miały się już nigdy nie poskładać. Dla młodej dziewczyny, przed którą „jej” świat stał otworem i na brak niczego co niezbędne nie mogła narzekać, wyobrażenie sobie doświadczenia tych ludzi było czymś trudnym, niemalże niemożliwym. Z bojaźnią i świadomością niegodności odczytywałam ów wiersz i ta myśl, że ja przecież zaraz zejdę, stanę obok, a oni w tym byli i w pewien sposób są w tym nadal… I chyba nikt z nas, współczesnych „zjadaczy chleba”, nie przeniknie owej straszliwej tajemnicy. Możemy, obdarzeni darem empatii, próbować musnąć choćby procent owego wyobrażenia – przynajmniej powinniśmy się starać. Zresztą, jak przejść obojętnie wobec łez, bólu duszy i dramatów rodzinnych? Nie można. Nie jest także możliwe przejść obojętnie wobec jakiegokolwiek ludzkiego cierpienia, którego sprawcą jest drugi człowiek. Przecież jest to coś całkowicie niezgodnego z pierwotnym zamysłem Boga, który stworzył ludzi do pełnej harmonii i wspólnoty – ze Sobą i z sobą nawzajem. Rocznica rozpoczęcia deportacji na Sybir – stosowanych przecież na Polakach już w dawniejszych wiekach przez rosyjskich carów, panów Wszechrusi – poprzedzona jest rocznicą wyzwolenia nazistowskiego, niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz – Birkenau. W tym roku – rocznica wyjątkowa, bo „okrągła”. 75 lat temu dla garstki (w porównaniu z liczbą całkowitą więźniów, którzy doświadczyli tego piekła na ziemi, takie określenie wydaje mi się odpowiednie) zaświeciło słońce, które pierwszy raz nie zwiastowało kolejnego dnia tortur i napięcia – czy dziś przyjdzie pora na mnie? Jak wielkim darem dla naszych pokoleń są wszyscy Ocaleni – i z tego obozu, i z każdego innego miejsca zagłady. Obowiązkiem naszym jest nie tylko – co oczywiście jest istotne i nie podlega żadnym dyskusjom – czcić pamięć, dbać o miejsca i świadków, walczyć o prawdę , ale może jeszcze bardziej, bo w wymiarze niezwykle osobistym i indywidualnym, jest naszym obowiązkiem słuchać tych Bohaterów. Póki jeszcze mogą mówić. Sama jestem niezwykle wdzięczna wszystkim, którzy mimo osobistych traum, które przeszli, przełamują się i przekazują swoje świadectwa. Przecież każda taka opowieść jest dla nich swoistym powrotem do tego piekła. Podczas państwowych, tegorocznych obchodów, jakże często padało stwierdzenie – „nigdy więcej czegoś takiego”. To prawda, takie miejsca nigdy nie powinny powstać; są one znakiem ostrzeżenia, dokąd może dojść człowiek, gdy odrzuci Boga i gdy zacznie bawić się życiem innych (jak podczas swojej pielgrzymki mówił papież Benedykt XVI). W takie dni padają deklaracje, że nigdy więcej wojny! To prawda, nasz kraj może wołać tak w szczególny sposób, głosem ofiary ale jednocześnie bohatera, który własną piersią zasłaniał innych. Tylko czy kiedy świat „cywilizowanego Zachodu” woła tak, nie brzmi to trochę obłudnie? Przecież nie udało się „wyplenić” chwastu wojny ze świata. Chwastu nienawiści, pychy, chciwości… Jeśli dobrze pamiętam to w niesamowitym filmie Roberta Benigniego „Życie jest piękne” jest taka scena: podczas przyjęcia zaręczynowego wiosną 1939 roku, towarzystwo wyższej klasy świetnie się bawi; przy stole dyrektorka szkoły oburzona opowiada o zadaniu matematycznym jakie w Niemczech muszą rozwiązywać uczniowie – chodzi o wyliczenie ile się zyska, kiedy po wyeliminowaniu kalek nie będzie trzeba łożyć na ich utrzymanie. Główna bohaterka filmu jest pewna, że to oburzenie wynika z treści zadania. Tymczasem, jej przyszły narzeczony, wysoki rangą urzędnik doskonale rozumie się z ową dyrektorką…

A jakie są motywy naszych „oburzeń”? Myślimy o zyskach, stratach czy o ludziach, naszych braciach i siostrach? Czy jeszcze pamiętamy o Syrii? A Libia, kraje Afryki w ogóle, Bliski Wschód? Czy pamiętamy o codziennie umierających z głodu niewinnych dzieciach, które nawet nie mogły doświadczyć co oznacza „godność człowieka” – myślę o katastrofie humanitarnej, choćby w Jemenie. Czy pamiętamy o Donbasie i więźniach politycznych? A łamanie praw człowieka w krajach azjatyckich, obozy pracy, współczesne formy niewolnictwa, handel organami, wyzysk kobiet, dzieci wcielane do armii? Ludzkość nie wyciągnęła żadnych wniosków. Wtedy budowano obozy zagłady, w nich, w pewien sposób, kat stawał twarzą w twarz z ofiarą – dzisiaj rozwija człowiek technologię, informatyzuje świat, buduje bomby atomowe i igra z cyberprzestrzenią. Ale mało tego, jeszcze zachłannej istocie – ona już nawet nie krępuje się i bezpardonowo zajmuje miejsce Stwórcy – klonuje, chce stworzyć nadczłowieka (Nietzsche nie myślał zapewne, że jego hasła dojdą do takiego punktu próby realizacji). Dokąd zmierza świat? Dokąd zmierza człowiek? Dokąd ja zmierzam? Uważamy siebie za ludzi kultury, kreatorów cywilizacji. Łudzimy się sądząc, że takie miejsca jak Auschwitz to już tylko muzeum. Nie! Boję się tej myśli, ale podpowiada mi ona, że takie krematoria nosimy w swoich sercach. Stańmy wobec najważniejszego przykazania miłości – jak wypadniemy w świetle tej konfrontacji? Wiele razy o tym pisałam, ale to ciągle mnie zajmuje. Dlaczego tak trudno nam kochać? Dlaczego łatwiej nam osądzać, krytykować, poniżać, niż okazywać życzliwość i przebaczać? Mur berliński obalono, ale my ciągle budujemy mury w sobie. Dlaczego człowiek, wszak dziecko Boże, jest nadal zdolne do nikczemnych czynów? Intrygi, walka o władzę , dominacje i własne korzyści, ciągle rosnąca pewność, że tylko ja jeden mam rację, manipulowanie i wykorzystywanie, pieniądz, który zdaje się, że ma nad wszystkim bezkonkurencyjną kontrolę…Możemy powiedzieć: to skażona grzechem natura, ale przecież Bóg nie odmówi nam swojej łaski, jeśli zechcemy z nią współpracować dla rozwijania dobra, siania nadziei, piękna… Jakże subtelne i białe są współczesne krematoria. A co się dzieje i jakie mogą być konsekwencje, kiedy to człowiek w sobie samym tworzy cmentarz? Aborcja, eutanazja i likwidacja osób „niewydajnych” – czy to nam czegoś nie przypomina? A może boimy się dostrzec owo podobieństwo… Cmentarze – a przecież zamysłem Boga było, by w naszych duszach rozkwitały najpiękniejsze ogrody, alejami których Pan mógłby się przechadzać… Do nas należy wybór. Będziemy dozorcami grobów złych emocji, zerwanych relacji, będziemy zadręczani widmami i potworami zazdrości, gnuśności i wygodnej obojętności, czy raczej z pomocą Bożą, podwiniemy rękawy do pracy i po dokładnym przekopaniu gleby duszy, zaczniemy sadzenie pięknych roślin, wielobarwnych kwiatów bezinteresowności, wielkoduszności i otwartości? Grzech niszczy najpierw grzeszącego, potem niestety zatruwa także swoimi toksycznymi oparami środowisko. Dlaczego tak bardzo nie szanujemy życia? Wcielenie Syna Bożego ma nam nieustannie przypominać, jak bardzo Bóg szanuje człowieczeństwo skoro – z miłości do każdego z nas – przyjął je, przeszedł człowieczą drogę. Znamy, choć historycy uważają, że nie są to pełne dane, statystyki ofiar wojny, reżimu, obozów, gułagów, itp. – ale czy z takim samym przejęciem śledzimy (i walczymy o prawdę przekazu) statystyki zamordowanych dzieci w wyniku aborcji? Czy poruszają nas dane o zagłodzonych? W ogóle – jak w XXI wieku może być jeszcze mowa o braku odpowiedniej żywności, czy dostępu do wody pitnej!? Te pytania powinny być dla nas jak błyskawice, pioruny, które przebudzą współczesnego człowieka z jakiegoś dziwnego paraliżu, w który popadł. A Syberia? Czy na pewno wszyscy powrócili? A ilu my naszych braci i sióstr skazujemy na wygnanie i zesłanie, odsyłamy z wilczym biletem? Pozostawiamy biednych samym sobie, ignorujemy proszących o pomoc, przekreślamy szanse i nie podejmujemy próby pojednania…We wspomnianym przeze mnie filmie jest jeszcze jedna scena – kiedy główny bohater, Żyd, trafia ze swoim synkiem do obozu – za nimi dobrowolnie jedzie także żona, matka, wspomniana już bohaterka – spotyka tam znajomego lekarza, klienta restauracji w której był kelnerem. Lekarz załatwia, że nasz bohater pomaga w obsłudze gości na kolacji dygnitarzy obozowych; wtedy udaje im się porozmawiać. Bohater mówi z przejęciem o swojej żonie, że „on też tu jest” – widzi łzy w oczach lekarza, ma nadzieje na pomoc… i nagle słyszy jak lekarz z przejęciem mówi o łamigłówce słownej, której nie może rozwiązać – był pasjonatem takich zagadek – i przez to nie śpi, ma problemy z apetytem…Bohater filmu zawsze mu pomagał rozwiązywać takie zagadki, tym razem załamy milczy, wyraz jego twarzy mówi, że nie może tego zrozumieć. Kiedy zatem woła się, że „nigdy więcej wojny” to trzeba jej zarzewie zagasić najpierw w samym sobie. Człowiek powołany został po to, by Boga wielbił i nie niszczył Jego dzieła. Słusznie ktoś kiedyś powiedział, że największe wojny toczą się we wnętrzu człowieka. Nasze serce, sumienie, jest nieustannym polem bitewnym, gdzie nieraz dochodzi do starcia obozów naprawdę skrajnych – choćby wówczas, kiedy musimy wybierać między tym, co podpowiada nam wiara i Ewangelia, a modą współczesnego świata i opinią publiczną. Te zmagania mają nas jednak mobilizować – Bóg będzie nas wspierał swym błogosławieństwem, które zapowiedział już w Księdze Powtórzonego Prawa, gdy będziemy kroczyli Jego drogami i strzegli Jego nakazów. Najważniejsze walki rozgrywają się w człowieku.Często podczas rocznicowych uroczystości, sadzone są drzewa pamięci – przeważnie dęby ze względu na ich symboliczną trwałość. Każdy z nas może nieustannie sadzić takie drzewa. Jakże wtedy zielona będzie nasza planeta, swobodnie będzie mogła oddychać świeżym powietrzem, kiedy odważymy się sadzić „dęby” dobrych czynów. Polegli i Ocaleni, czyż właśnie oni najbardziej nie woleliby, żeby wszelkie pomniki ku ich czci były żywe? Owszem, nasienie potrzebuje czasu na zakorzenienie, trzeba je pielęgnować, podlewać i dbać, by nie zniszczyły je korniki pychy i filantropii, źle rozumianego humanizmu. Ale warto. Zawsze warto. Żadna okoliczność nie zwalnia nikogo od bycia człowiekiem. Przyznaję, lękam się pisząc te słowa, bo myślę o mojej codzienności, nie wiem jak bym się zachowała, gdy trzeba byłoby dać ostateczne świadectwo. Łatwo jest pisać i mówić wielkie tezy, ale ufam, że one też są tym, co nawadnia glebę. Jesteśmy dłużnikami. Nie pozwólmy, by dreszcz, który przenika nas – niewątpliwe szczerze i słusznie – gdy nawiedzamy (słowo: „zwiedzamy” byłoby poniżeniem dla Ocalonych i zupełnym nie taktem) owe miejsca historycznej kaźni, był tylko ulotną emocją, która nie wyda żadnego owocu. By pokonać szatana, ojca tego zła, trzeba sprawić, by te miejsca wciąż do nas przemawiały – a nade wszystko, by stały się miejscami pojednania i zaczynem pokoju – jakże wówczas przewrotnie będzie brzmieć nazwa: „zagłady”. By ze zła – wyszło dobro. Czyż nie dlatego takie obozy wydały tylu świętych, którzy byli ciosem dla szatana? Oni są dowodem, oni są dla nas wielkim wyzwaniem. Podobnie jak współcześni męczennicy chrześcijańscy, głównie z krajów islamskich. Oni „głoszą „moc niemocy” w obliczu przemocy. Są oni wzorem dla nas, którzy nie jesteśmy poddawani krwawym prześladowaniom. Są także wyrzutem dla wszystkich naszych kompromisów z władzą kłamstwa. Stawiają pytanie naszemu chrześcijaństwu, które stało się mieszczańskie, idzie od kompromisu do kompromisu, żeby uniknąć wszelkich kłopotów. Ich twarze są prawdziwymi światłami dla Kościoła naszych czasów. Ich przykład jest prawdziwym fundamentem naszej nadziei. To oni są dzisiaj obliczem Chrystusa. Ich świadectwa ostrzegają, żeby nie zagubić się pośród burz” – pisze w książce „Wieczór się zbliża i dzień się już chyli” kard. R. Sarah. Umieszcza on też tam także cytat z autobiografii Aleksandra Sołżenicyna, którym pozwolę zakończyć sobie ten felieton. „Co jest w świecie najcenniejszego? Okazuje się, że świadomość, iż ty nie bierzesz udziału w niczym niesprawiedliwym. To, co niesprawiedliwe, jest od ciebie silniejsze, trwa i będzie trwać, ale niech nie trwa dzięki tobie”.

s. M. Teresa Pechman od Jezusa
królującego w Boskiej Eucharystii (OCPA)

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »