Press "Enter" to skip to content

Przypadek to drugie imię Ducha Świętego

W kwietniu przypada rocznica nadania praw miejskich naszemu partnerskiemu miastu Barth. Położone malowniczo nad zatoką w landzie Mecklemburgia Pomorze Przednie, zwane „Bramą do Morza Bałtyckiego”, owiane legendą mitycznego miasta Vineta, które miało spocząć pod wodą jest urokliwym, małym miasteczkiem. Mieszkańcy Barth są bardzo przyjaźni. Pozdrawiają na ulicy turystów i chętnie z nimi rozmawiają. Najwyższym budynkiem jest Sankt Marienkirche , kościół wyznania ewangelickiego, który wznosi się w sercu miasta. Zainteresował mnie fakt, dlaczego kościół jest pod wezwaniem Świętej Marii… Protestanci nie mają przecież w swoim kulcie świętych…

Jedną z atrakcji Barth jest Vineta Museum. W stałej ekspozycji można podziwiać całkiem pokaźną kolekcję malarstwa Louisa Douzette’a, malarza postromantycznego, żyjącego w latach 1834-1924. Douzette zasłynął nocnymi krajobrazami oświetlonymi blaskiem księżyca. Za każdym razem, kiedy mam okazję być w Barth z wielką przyjemnością odwiedzam Vineta Museum i delektuję się jego nokturnami.

W tym roku postanowiłam odwiedzić grób mistrza, na tamtejszym cmentarzu. Po drodze minęliśmy katolicką parafię pw. Świętej Marii. W progu plebanii stała sympatycznie wyglądająca starsza pani, która pozdrowiła nas z daleka i gestem zaprosiła, byśmy podeszli bliżej. Chciała nas o coś zapytać… Przywitałam ją po niemiecku, przedstawiając się i mojego męża, mówiąc, że jesteśmy z partnerskiego Kołobrzegu, z Polski. Pani Kościelniak (tak się nazywa) powiedziała, że mówi po polsku i jak się okazało, całkiem nieźle. Weszliśmy za bramę plebanii i zatrzymaliśmy się na wysokości pamiątkowego krzyża, ale o tym za chwilę. Nasza nowa znajoma ze smutkiem w głosie powiedziała, że w piątek zmarł ksiądz z tej parafii, a ona została tutaj sama. Opowiedziała nam, że oboje opiekowali się tą parafią przez wiele lat. Naszą uwagę zwrócił wspomniany już przez mnie pamiątkowy krzyż. Napis na nim upamiętnia księdza Aloisa Dobczyńskiego. W 1945 r., kiedy w drzwiach parafii stanęli sowieci, żądając kielicha mszalnego i monstrancji, ksiądz odmówił i nie chciał żołnierzy wpuścić. Na plebanii ukrywał kobiety i dzieci. Żołnierze skatowali księdza, uderzając brutalnie kolbami, a kobiety i dzieci wywieźli. Pani Kościelniak z wielkim przejęciem podzieliła się z nami tą smutną historią. Zaprosiła nas, żebyśmy zobaczyli kościół. Na środku prezbiterium, tuż przy ołtarzu wystawiono zdjęcie śp. księdza Konrada Schrotera. Kobieta z pokorą powiedziała, ze ksiądz cieszy się już pokojem, a ona cieszy się, że zostało jej niewiele czasu. Młodzi mają gorzej, bo muszą dłużej czekać na spotkanie z Panem. Choć ja osobiście uważam, że nie należy stawiać granic Opatrzności Bożej. W bocznej nawie stała perkusja, która jest używana tylko na mszach dziecięcych, ten instrument nie jest już spotykany w polskich kościołach w trakcie liturgii. Nasza przewodniczka opowiedziała nam swoją historię. Studiowała teologię, jest katechetką… -Cóż za przypadek! Ja też studiuję teologię katechetyczną! A tak naprawdę nie wierzę w przypadki. „Przypadek” to drugie imię Ducha Świętego. – uśmiałyśmy się serdecznie. –Katecheta to piękny zawód, a właściwie to nie jest Beruf (z niem. zawód). To jest Berufung ( z niem. powołanie).Kto wierzy, nigdy nie jest sam – Pani Kościelniak z zadumą spojrzała na zdjęcie księdza Konrada i przeszliśmy do refektarza. Na ścianach wisiały zdjęcia dzieci przystępujących do komunii świętej w poszczególnych latach. Co roku ta liczba wynosi 5 – 7 dzieci. – Tak mało? – nie ukrywałam swojego zaskoczenia. – W Barth katolicy stanowią jedynie 3% ludności. Na miasto liczące 9 tys. mieszkańców to jest 300 osób. –Proszę mi powiedzieć, może pani będzie wiedziała, jak to się stało, że kościół ewangelicki znajdujący się na rynku jest pod wezwaniem Świętej Marii, wydawało mi się, ze protestanci nie uznają kultu świętych – zapytałam.- Przed reformacją ten kościół był katolicki, wezwanie zostało. – usłyszałam w odpowiedzi.

Moją uwagę przykuły fotografie księży, którzy byli wcześniej proboszczami tej parafii. Większość z nich miała polsko brzmiące nazwiska, chociaż jak się dowiedziałam Polakami nie byli. Wzrok zatrzymał się nam na fotografii księdza Dobczyńskiego. –Zginął dwa dni po swoich 41 urodzinach- dodała Pani Kościelniak. – Mam to szczęście, że jestem tutaj dwa razy w roku, bardzo lubię Barth- powiedziałam- Jeśli będę następnym razem w Barth, chętnie przyjdę się przywitać. – Będzie mi bardzo miło-odpowiedziała z uśmiechem pani Kościelniak.- Nie wierzę w przypadki, wierzę w to, że miałyśmy się spotkać i jestem bardzo szczęśliwa, że mogliśmy Panią poznać. Pożegnaliśmy się serdecznie z panią Kościelniak. Uściskałyśmy się i obiecałyśmy sobie, że się zobaczymy. Z daleka nasza nowa znajoma machała nam uśmiechnięta na pożegnanie, a my udaliśmy się w kierunku cmentarza w poszukiwaniu grobu mistrza księżycowego światła na płótnach. Dzięki uprzejmości pewnej pary, szybko udało nam się go znaleźć. Ta wizyta na zawsze zostanie mi w pamięci. Ciepło, radość, pokój i nadzieja, które biły od pani Kościelniak są dla mnie kolejnym świadectwem, jak szczęśliwi są ludzie żyjący na co dzień z Jezusem. Piękne jest, kiedy chcą się z nami tym dobrem dzielić. W trakcie spotkania z panią Kościelniak brzmiał mi w uszach cytat z Dziejów Apostolskich: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących”. Tak wzrasta wspólnota od ponad dwóch tysięcy lat. Nadal jednak nie wiem, o co chciała zapytać nas pani Kościelniak… Przypadek miał pewnie zamysł, abyśmy mogły porozmawiać. Doświadczona katechetka ze studentką teologii katechetycznej, która jest na początku tej drogi.

Karolina Szarłata-Woźniak

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.