Press "Enter" to skip to content

Jaki to ciężki obowiązek być katolikiem

 

Jakimi katolikami są kołobrzeżanie? Trudno, na to proste z pozoru pytanie, odpowiedzieć wprost. Temat jest tak złożony, że mógłby stanowić przyczynek do niejednej pracy doktorskiej czy habilitacyjnej. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na to, o czym chyba zapominamy coraz częściej. Kołobrzeżanie chodzą do kościoła, nawet wypełniają wynikające z wiary katolickiej obowiązki religijne, ale nie ma to większego wpływu na ich postępowanie. Wystarczy posłuchać opinii kołobrzeżan na temat aborcji czy eutanazji. Z jednej strony mamy tzw. czarne protesty na molo (na zdj.) przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego i ogólnie opowiedzeniem się za dokonywaniem aborcji, a z drugiej co niedzielne uczestnictwo we Mszy św. Czyżby taka sprzeczna w poglądach religijność , była dla niektórych tylko widowiskowym ceremoniałem? Takim „celebryckim” niedzielnym pokazaniem się, bo tak wypada? Ktoś mi niedawno powiedział, że gdyby Ci wszyscy, którzy są za aborcją i eutanazją nagle nie przyszli w niedzielę na Mszę św. to nasza katedra ( oraz inne kościoły w mieście) świeciłaby pustkami, a większą część wiernych stanowiłyby tylko babcie itd. Kardynał Robert Sarah powiedział rok temu w Poznaniu, że „ nie wolno nam jednak poświęcać jakości duchowej na rzecz liczb, w przeciwnym wypadku będziemy mieli wielu takich, którzy definiują się katolikami, ale którzy głęboko zasmucają Ducha Świętego przez swoje postępowanie i przez skażone grzechem serca.” Myślę, że nie należy bać się zjawiska „pustych ław w świątyni”, bo czy jest miejsce w kościele na dwulicowość w postawie? Podoba mi się myśl wyrażona przez dominikanina o. Mirosława Ostrowskiego, że to w sumie ciężki obowiązek chodzić do kościoła, poważnie się modlić i czynnie uczestniczyć w liturgii. No i jeszcze nie być za cywilizacją śmierci.

Joanna Lubińska

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.