Press "Enter" to skip to content

Wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre. Nie wszystko jednak jest człowiekowi potrzebne jako środek do jego zbawienia.

W świecie stworzonym przez człowieka mamy problem. Jak odróżnić potrzeby sztuczne od rzeczywi­stych? Człowiek współczesny ma w zasięgu ręki niemal dziesięciokrotnie więcej dóbr i usług, niż jego przodkowie w XIX wieku. Żyje mu się łatwiej, ale od nadmiaru dóbr materialnych może się pogubić. Wydaje się, że niezawodną receptą na ów nadmiar będzie wolny rynek, który przez zmianę cen zmusza do ograniczenia produkcji artykułów mniej poszukiwanych i posze­rzenia produkcji tych, na które konsumenci zgłaszają większe zapotrzebowanie. Tak jednak się nie dzieje, ponieważ sami konsumenci do końca nie wiedzą, czego chcą i wysyłają do przedsiębiorców fałszywe sygnały.

Papież Jan Paweł II zinterpretował zjawisko konsumpcjonizmu jako błąd mentalny, który nie ma ścisłego związku z określonym systemem ekonomicznym. W encyklice społecznej Centesimus annus wyraźnie wskazał, że w okre­ślaniu i kreowaniu potrzeb konsumpcyjnych wyraża się określona kul­tura jako ogólna koncepcja życia. Problem tkwi więc w kulturze, która jest często oderwana od zdrowej etyki. Większość ludzi absolutyzuje sferę ekonomii i kreuje quasi-kulturę ekonomizmu. Człowiek jest jednak wolny i nawet w takim świecie może sobie poradzić. 

Asceza czyli ćwiczenie

Bóg wyposażył ludzi w wolną wolę i rozum. Człowiek zadowolony ze swojego stanu rzeczy nie działa. Ten stan nie trwa jednak nigdy długo. Człowiek trzy raz dziennie odczuwa głód i sięga po jedzenie. Jeszcze częściej odczuwa pragnienie. To są ekonomiczne wybory, z których w dużej mierze składa się nasze codzienne życie.

Dzisiaj wielu chrześcijan zrezygnowało z ascezy. Słowo „asceza” wywodzi się od greckiego czasownika askein, czyli „pracować, ćwiczyć się”. Nikt nie przebiegnie maratonu bez uprzedniego odpowiedniego treningu: w ten sposób do życia muszą podchodzić również chrześcijanie, jeśli chcą być w stanie walczyć z pożądliwościami, które powstają w ich głowach. Ważne jest właśnie to: pożądliwość rodzi się w głowie. Zazwyczaj myślimy, że to świat wokół nas jest pełen pożądliwości, w rzeczywistości jednak jest na odwrót. Dobra materialne są z moralnego punktu widzenia obojętne, a problem tkwi w człowieku. To człowiek nadaje wartość rzeczom dostępnym mu w tym świecie, porządkuje je jako środki do osiągnięcia wyznaczonego celu i dlatego potrzebuje stworzyć sobie własną piramidę wartości.

Piramida wartości

Zwróćmy uwagę, że nie chodzi tutaj o piramidę wartości, utożsamianą z hierarchią potrzeb stworzoną przez amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa. Istnieje oczywiście pewna sekwencja potrzeb, która wynika z funkcji życiowych człowieka. Wspominał o tym już św. Tomasz z Akwinu, który twierdził, że niedostatek materialnych warunków wiąże się z niebezpieczeństwem oderwania człowieka od jego właściwego powołania i sprowadzenia go do istoty czysto biologicznej. Ale w ekonomii nie ma podziału na dobra konsumpcyjne i kapitałowe. Do tych podziałów dochodzi w głowie działającego człowieka.

Jak zatem zbudować własną skalę wartości, aby całego życia nie sprowadzić do wymiaru materialnego? Prakseologia, czyli nauka o sprawnym działaniu, która jest metodą austriackiej szkoły ekonomii, stwierdza, że człowiek przy podejmowaniu decyzji kieruje się własną skalą wartości. Na jej podstawie zaspokaja najpierw potrzeby o wartości najwyższej. Cele ostateczne człowieka nie podlegają ocenie z punktu widzenia osób trzecich: cele te są subiektywne i każdy sam musi je sobie wyznaczyć, nikt też nie ma prawa decydować o szczęściu drugiego.

Każdego dnia zatem człowiek dokonuje dziesiątki różnych wyborów. Dochodzi w nim do niekończącej się nigdy walki o pierwsze miejsce na szczycie jego skali wartości. Chrześcijanin buduje ową skalę w oparciu o Dekalog i przykazanie miłości i wie, że „nikt nie może dwom panom służyć”. Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo, że sam stworzy sobie własny punkt odniesienia i zamknie się we własnym świecie. Taka jest jednak cena wolności, ale jak pisał Benedykt XVI, świat bez wolności nie będzie nigdy światem dobrym.

Gra o sumie zerowej?

Człowiek jest jednością duchowo-cielesną. Nie może w ciągu tygodnia myśleć jako homo oeconomicus, a w niedzielę jako homo religiosus. W dialogu z diabłem kuszony Chrystus mówi, że „nie samym chlebem żyje człowiek”, a u św. Mateusza dodaje, że „każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. W naszym życiu istnieje realna pokusa, że może ono zostać sprowadzone wyłącznie do materialnego i horyzontalnego wymiaru. Z tego powodu bardzo wielu katolików nie radzi sobie w świecie rzeczy materialnych, widząc w nich zagrożenie. Przekonani są, że dla świętości odrzucić trzeba całkowicie świat rzeczy.

Minimalizm

Konsumpcjonizm jest błędem mentalnym. Jeżeli człowiek nie upora się z fałszywymi stereotypami, to nigdy nie popatrzy na ten świat z dystansu. Rola Kościoła w przeciwstawianiu się konsumpcjonizmowi jest istotna i polega na wychowaniu do właściwych wyborów poprzez budowanie cywilizacji miłości. Jest jednak pewna trudność: Kościół odgrywa już coraz mniejszą rolę w życiu społecznym w Zachodniej cywilizcji i dla wielu nie jest już dla wielu autorytetem. W powstającej niszy pojawia się coś nowego: filozofia minimalistyczna.

Minimaliści rezygnują z gromadzenia przedmiotów, konsumpcji i robienia zbędnych zakupów, rezygnują z własnych samochodów i przerzucają się na komunikację miejską, poszukują zdrowej żywności i rezygnują z jedzenia mięsa, odkrywają, że nie potrzebują tak dużej ilości ubrań i wietrzą swoje szafy. Kolejni blogerzy promujący minimalizm opisują, jak dzięki uproszczeniu swojego życia podwoili swoje przychody, zaczęli spłacać długi, pozbyli się nałogów. To oni stają się nowymi przewodnikami dla ludzi zagubionych w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie. Oni również są wyzwaniem dla chrześcijan, którzy przestali praktykować ascezę.

Chrześcijańska asceza to nic innego jak kształtowanie cnoty umiarkowania, dzięki której wszystkie ludzkie instynkty i pragnienia ukierunkowane są na cel metafizyczny. Dobrobyt społeczny, kulturowy, duchowy i ekonomiczny powstanie tylko wtedy, kiedy odejdziemy od nieumiarkowanej konsumpcji dóbr doczesnych i będziemy unikać mnożenia sztucznych potrzeb: takie wnioski płyną nie tylko z nauki Kościoła, ale również z ekonomii. Dlatego umiarkowanie i prostota muszą stać się na nowo kryterium naszego codziennego życia.

Cieszyć się tym, co istotne

Narzekamy dzisiaj, że konsumpcjonizm zabija w nas ducha pokuty. Jednocześnie nie widzimy, że jest to skutek porzucenia ascezy, która prowadziła nas kiedyś do cnoty umiarkowania. Bez ascezy i umiarkowania niemożliwe jest zachowanie wewnętrznego porządku i dokonywanie właściwych wyborów. Do pracy nad sobą, by nie pogrążyć się w chaosie niepohamowanej konsumpcji, wzywa niestrudzenie papież Franciszek, który sam umiłował prostotę i której symbolem stały się jego zwykłe czarne buty. W komentarzu do Kazaniu na Górze podczas modlitwy Anioł Pański 29 stycznia 2017 r. mówił: „Gdy chodzi o dobra, o dobra materialne, owo ubóstwo w duchu oznacza umiarkowanie; niekoniecznie wyrzeczenie, ale zdolność cieszenia się tym, co istotne”.

o. Jacek Gniadek SVB
/jacekgniadek.com/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.