Press "Enter" to skip to content

Czy zaniepokojenie i rozżalenie wiernych w Kościele ma sens?

W moim ubiegłotygodniowym felietonie pisałem o mętliku w głowach wielu wiernych z powodu braku możliwości przyjmowania w kościołach naszej diecezji sakramentu Komunii św. do ust. Związane to było z ówczesnym zarządzeniem biskupa Edwarda Dajczaka o udzielaniu przez księży Komunii św. tylko do ręki.

Kiedy ukazały się na portalu Kołobrzeg Wiary teksty różnych autorów wyrażające swoje zaniepokojenie i rozżalenie w tej kwestii, spotkało się to ze strony kurii jak i niektórych księży z reakcją takiej emocjonalnej „złości”, że na niezależnym portalu społeczności katolickiej, została „zburzona jedność w Kościele”. Ale, czy naprawdę ktoś wierzy w to, że kilka artykułów jest w stanie skruszyć takową jedność? Rozerwać ją na strzępy, podzielić na kawałeczki? Jeżeli tak, to jakże mizerna jest owa jedność i jakże słaba przy tym jest nasza wiara.

Dlatego z wielką ulgą, naprawdę wielką ulgą, przyjąłem zezwolenie księdza biskupa do udzielania Komunii św.nie tylko do ręki. Bo – nie mam cienia wątpliwości – była to właśnie jedna z takich decyzji o których mogliśmy powiedzieć, że służy utrwalaniu jedności ludu bożego diecezji. Pokazała jednocześnie, że biskup umie słuchać głosu świeckich w ramach II Synodu i wczuwać się w jego zaniepokojenie. Pamiętam ważne słowa biskupa Dajczaka o tym, „aby Ewangelia była dla wszystkich czytelna w całym życiu, w sposobie wartościowania, odnoszenia się do ludzi. Dzisiaj bardzo ważne są cechy ludzkie takie jak: umiejętność nawiązywania kontaktu, prowadzenia dialogu, dobroć.”

Dzisiaj, jak wiedzą Państwo, żyjemy w czasach, w których poddaje się krytyce właściwie wszystkich począwszy od pani sprzątającej chodnik przy bloku, radnych miejskich, po premiera, prezydenta, biskupów i samego papieża. Można się przy tym zastanawiać, dlaczego księża, proboszczowie i biskupi tak źle przyjmują wszelkie zaniepokojenie i rozżalenie świeckich wobec siebie i Kościoła? Albo – dodajmy – swoich decyzji. Nie rozumiem, dlaczego u niektórych kapłanów dominuje pogląd, że świeckim, członkom Kościoła Powszechnego, nie przystoi wyrażać swojego zaniepokojenia – czy naprawdę rola osoby świeckiej ma sprowadzać się do grzecznego uczestnictwa w Mszach św., i przyjmowaniu sakramentów? Gdzie tu jest właściwe miejsce na rzeczowy dialog?

Warto więc zwrócić się ku słowom Benedykta XVI: Każdy z nas ma sumienie, aby (…) realizować wielką ludzką godność i działać zgodnie z prawym sumieniem, czyniąc dobro i unikając zła. Sumienie moralne wymaga umiejętności słuchania głosu prawdy, bycia posłusznym jego wskazówkom.

Moim zdaniem szczere zaniepokojenie i rozżalenie (jak ktoś chce to może nazwać nawet krytyką) na ogół jest zjawiskiem pozytywnym. Polega przecież na jasnej, zobiektywizowanej, racjonalnej ocenie danego stanu rzeczy. Lepiej wysłuchać pożytecznego zaniepokojenia, które otworzy nam oczy na jakiś przedtem przez nas niedostrzegany aspekt prawdy, niż rozkoszować się obłudnymi pochwałami czy pochlebstwami. Poza tym warto wczytywać się w argumentację rozżalonych wiernych ponieważ inteligentne, mądre, wynikające z zatroskania o prawdziwe dobro Kościoła diecezjalnego zaniepokojenie, może w porę przestrzec i może ubogacić tak potrzebny dialog wewnątrz samego Kościoła.

Przykre jest to doświadczenie, że na szczere w intencjach i pełne szacunku zaniepokojenie i rozżalenie w sprawach Kościoła, chociażby wyrażone w artykule mojej koleżanki, Katarzyny Paciorkowskiej, odpowiedzią były jedynie „argumenty sentymentalne albo argumenty z pozycji władzy”. Jeden z księży chyba trafnie to zdiagnozował jako zjawisko lekceważenia rozumu i tłumienia argumentacji.

Zatem moja wina, że wierzyłem, iż głos wiernych, budujących z pomocą Ducha Świętego obraz synodalnego kościoła diecezjalnego jest dla kapłanów głosem ważnym, szczególnie ten niosący w sobie owe szczere zaniepokojenie i rozżalenie wobec konkretnych sytuacji w kościele diecezjalnym (i nie tylko). Sugestię jednego z duchownych, by tacy zaniepokojeni wierni założyli swój własny kościół traktuję w kategoriach smutnej, może i nawet pogardliwej ironii, nie służącej jedności w Panu Bogu.

Spróbujmy zatem zrozumieć inaczej myślących religijnie, a przynajmniej zostawić im prawo do takiej a nie innej reakcji. Słuchajmy lęków i racji drugich, tłumaczmy cierpliwie, o ile można. Brońmy się jednak rękami i nogami przed pogardą, bo pogarda nigdy nie jest z Bożego Ducha, nawet kiedy ubrana w słowa o miłości bliźniego.”-zwraca uwagę ks.Wojciech Węgrzyniak, teolog i biblista.

Ale dzisiaj, najważniejsze jest to, by emocje – w tych trudnych czasach – opadły. Szczególnie w tej smutnej chwili, gdy Msze św. w naszych kościołach będą się odbywać bez udziału wiernych. Kiedy naszą miłość do Eucharystii sprowadzono do miejsca w Internecie i telewizji. A wielu księżom (nawet nie tylko z naszej diecezji), którzy w różny sposób wyrazili swoje zrozumienie i poparcie dla troski i zaniepokojenia wiernych wyrażonego na portalu przez Katarzynę Paciorkowską, składam serdeczne Bóg zapłać. Szkoda, że nie wszyscy zrozumieli smutek wyrażony przez Panią Katarzynę. Ojciec Łukasz Miśko mówi, że taki „smutek jest znakiem czegoś więcej, jest uznaniem, że pragnienie Boga jest głęboko zaszczepione w naszej istocie. I smutek ten – pragnienie złożenia ofiary uwielbienia Ojcu przez Syna w Duchu Świętym – jest już samo w sobie Eucharystyczną ofiarą, do której złożenia wielu ochrzczonych będzie wezwanych.”

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.