Press "Enter" to skip to content

Eucharystia w domu Leviego (Łk 5, 27-32)

Levi tego ranka jak zwykle znajdował się w komorze celnej i nie dziwił się, że na drodze ruch jest tak bardzo intensywny. W miasteczku znajdował się przecież od wczorajszego popołudnia rabbi z Nazaretu, Jezus syn Józefa. Levi czuł się tym podekscytowany, bo kiedyś już spotkał go i to spotkanie wywarło na nim bardzo duże wrażenie.

Trafiały do niego dość często echa wystąpień rabbiego z Nazaretu, a jego imię stawało się coraz bardziej głośne, szczególnie dlatego, że jego wystąpieniom towarzyszyły znaki z Nieba. Głosił naukę o Królestwie Bożym, a jednocześnie leczył ludzi z wszelkich chorób i to jednym tylko słowem, albo jednym tylko dotknięciem.

Szczególną uwagę zwrócił na to, że, Jezus nie zabiegał wcale o łaski notabli, wcale się za nimi nie uganiał, ani nie afiszował się ich znajomością, jak to czynili niektórzy uczeni w Prawie i faryzeusze. Co więcej, Jezus uciekał się nawet nieraz do ich krytyki, ganiąc ich wyniosłość i pogardę dla prostego ludu.

Sam nieraz doświadczył ich wyniosłości, gdy dawali mu do zrozumienia, żeby się trzymał od nich z daleka, bo jest nieczysty. Dlatego też, kiedy bywał w Jerozolimie i odwiedzał świątynię, zważał pilnie na to, aby nie wchodzić im w drogę, trzymając się zawsze ostatnich miejsc i bijąc się w piersi, prosił Boga wtedy aby miał miłosierdzie dla jego grzesznej duszy. Przypominał sobie wtedy i przynosiły mu pociechę słowa Chrystusa o tym, że nie człowieka stworzył Bóg dla szabatu, ale przeciwnie, to z uwagi na niego i na jego zbawienie został mu dany szabat.

Kiedyś nawet miał okazję zobaczyć Jezusa, ale był wtedy duży tłum ludzi i jego postać mignęła mu tylko przed oczami, ale mimo to, było to dla niego ważnym przeżyciem. Wydawało mu się bowiem, choć to jest przecież niemożliwe, że Jezus nie tylko dostrzegł go wówczas, ale przeniknął głęboko swoim spojrzeniem i zrozumiał.

Tego ranka o którym mowa, był on zły na samego siebie, bo nie udał się , razem z innymi , aby zobaczyć Jezusa. Przeszkodziła mu w tym praca. Tak brzmiało oficjalne tłumaczenie, ale w rzeczywistości to nie była prawda. Gdyby chciał, potrafiłby sobie zapewnić zastępstwo. Chodziło o co innego. O te kilka zgryźliwych uwag jakie usłyszał od przechodzących wczoraj koło jego komory celnej Żydów z Jerozolimy, chcących zbadać z bliska kim jest rabbi z Nazaretu. Rzucili mu przy tej okazji te kilka szczególnie pogardliwych uśmiechów i to właśnie wyprowadziło go z równowagi i sprawiło, że odeszła go ochota aby udać się tam dokąd oni się kierowali.

Zdziwił się zatem niezmiernie, gdy podnosząc wzrok ku zbliżającej się do niego osobie, rozpoznał w niej samego Jezusa. Zdrętwiał cały na moment i nie wiedział zupełnie co się z nim dzieje, gdy ten mu rzucił krótkie : ” pójdź za Mną”. Dlaczego to uczynił? Dlaczego poszedł z Nim ? Zupełnie jak gdyby był zaczarowany, albo raczej jak gdyby, w gruncie rzeczy, gdzieś głęboko w sercu właśnie na to czekał, chociaż oczywiście nie przyznawał się do tego głośno, nawet przed samym sobą.

Lotem błyskawicy zatem obiegła miasteczko wiadomość, że rabbi Jezus spotkał się z Levim w komorze celnej i że wieczorem, w domu Leviego, odbędzie się wielkie przyjecie na cześć proroka Jezusa. Wieść została potwierdzona gorączkowymi przygotowaniami jakich się podjęto w wielkim domu Leviego. Zapowiadało się przyjęcie tak wielkie jak wesele. Wszyscy byli na nie zaproszeni, to znaczy wszyscy w nim jakoś uczestniczyli, każdy na swój sposób.

Nie podobało się to jednak faryzeuszom i uczonym w Prawie. Zaczęli szemrać i krytykować Jezusa. Dla nich to był to po prostu skandal i rewolucja obyczajowa. Prorok i celnicy i jeszcze inni grzesznicy jedli przy jednym stole ! Przecież jest to jawne pogwałcenie Prawa i skalanie rytualnej czystości religijnej. Wyrażać zaczęto też z nowym wigorem wątpliwości co do autentyczności jego misji mesjańskiej.

Levi jednak, dziwny sposobem, po raz pierwszy chyba nie stracił wewnętrznego pokoju, czując ich wyniosłe spojrzenia skierowane na siebie. Oparciem dla niego był pełen aprobaty wzrok Jezusa, w którym widać było szczerą, męską przyjaźń i to czego on najbardziej szukał i za czym zawsze tęsknił – kojącą duszę obecność Boga.

Bardzo dyskretnie, w pełnych radości słowach polecił swoim sługom, aby biednym rozdali połowę jego bogactw i w czwórnasób wynagrodzili tym, których kiedyś oszukał w swojej komorze celnej, albo zmusił do wyższych opłat. Jego dom stał się w tym momencie miejscem godów mesjańskich, znakiem zbawienia, światłem na oświecenie wszystkich narodów, zapowiedzią Eucharystii w Bożym Kościele, który Jezus przyszedł założyć na świecie.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.