Press "Enter" to skip to content

Więcej niż wskrzeszenie- słowo ks. Marka Żejmo na V niedzielę Wielkiego Postu 29.03.2020

W ostatnią niedzielę, przed Niedzielą Palmową, przed Wielkimi Wydarzeniami Wielkanocnymi, pojawia się temat ważny, choć bardzo trudny: temat śmierci. Zwykle myślimy o śmierci w atmosferze smutku, dramatu, a nawet rozpaczy. Każdy z nas przeżył takie doświadczenie. I to jest, po ludzku sądząc, jak najbardziej naturalne i zrozumiałe. Brakuje nam bliskich, którzy odeszli. Odczuwamy pustkę. Jesteśmy przekonani, że naszych bliskich, którzy odeszli, spotkało nieszczęście niewyobrażalne. Że to nieszczęście polega na opuszczeniu ziemskiego padołu. Że nasi najbliżsi bardzo żałują że opuścili nas i ten świat. Że opuścili nasze miłości, czułości, ale też nasze zdrady, niewierności, kłamstwa, oczerniania i plotki. Że tego ostatniego najbardziej żałują. I że to niesprawiedliwe, że nie możemy ich nadal kochać, a kiedy przyjdzie nam na to ochota – znieważać. Myślimy, że całkowite szczęście człowieka to zlepek kilku miłych słów, przyjemnych chwil, kilku osiągnięć i sukcesów doznanych w życiu ziemskim i to wszystko. Jeżeli tego zaczyna brakować naszym bliskim, zaczynamy ich opłakiwać. Ale tak naprawdę płaczemy nad sobą. Bo to nam brakuje naszych bliskich.

Taką właśnie sytuację przedstawia nam dzisiejsza ewangelia. Umarł Łazarz. Jego siostry Marta i Maria nie mogą się z tym pogodzić. Opłakują go. Marta mówi do Jezusa, że gdyby był tu na miejscu, na pewno nie dopuściłby do śmierci jej brata. I Jezus dokonuje cudu wskrzeszenia: Jezus zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły. Płacz sióstr i żałobników zamienił się w radość. Tylko, czy szczęśliwy był również Łazarz?

Tadeusz Żychiewicz: „Łazarz wrócił. I od tej chwili zniknął z kart Ewangelii, która nie zanotowała nawet jego podziękowania Jezusowi za wskrzeszenie. Dalej pojawiać się będą na kartach Ewangelii faryzeusze, uczniowie, Jezus, Magdalena – a o Łazarzu ani słowa. Nie będzie go ani pod krzyżem, ani też w Dziejach Apostolskich, choć przecież i on był ważnym świadkiem Jezusa. Istnieje stara, [apokryficzna] legenda, że dziwny człowiek o milczących ustach odszedł na pustynię, gdyż świat wydał mu się spopielały, a własny dom, który kochał – obcy i pusty. Ale kiedyś wróciła po Łazarza śmierć i umarł po raz drugi. I nikt już po raz wtóry nie śmiał prosić o wskrzeszenie. To tylko legenda, ale nie pozbawiona sensu. Wskrzeszenie Łazarza nie było zmartwychwstaniem, które Jezus obiecał wszystkim, którzy w niego wierzą. Było tylko powrotem poprzez proch ziemi do miejsca, w którym już kiedyś był: w zwykły ludzki los.

Ale było też czymś więcej: dzięki temu niezwykłemu wydarzeniu wskrzeszenia Łazarza lepiej rozumiemy słowa Jezusa: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. To wydarzenie wskrzeszenia Łazarza mówi nam, że Bóg ma moc wskrzesić człowieka w każdej chwili. A jeżeli może wskrzesić i zwrócić mu dawne życie ziemskie, to może też go zbawić, tzn. dać nowe życie. Życie zmartwychwstałe. Nie to dotychczasowe. Ale całkiem nowe i inne. Przemienione w Jego obecności, tak jak w dniu przemienienia na górze Tabor [kiedy ich szaty stały się tak białe i lśniące, jak żaden garbarz nie zdoła wybielić]. Ku temu zmartwychwstaniu (nie wskrzeszeniu) zmierza życie każdego z nas.

Nie płaczmy zatem nad tymi, których Bóg zbawia. Płaczmy raczej nad sobą, póki czas, stosownie do pouczenia, jakie daje niewiastom Pan, na drodze krzyżowej: nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą i nad synami waszymi.

ks. dr Marek Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.