Press "Enter" to skip to content

Dom Marty i Marii

Miłość, miłosierdzie, słuchanie Słowa, wielkość autorytetów, poszukiwanie swojej drogi, wyścig w życiowych sprawnościach, zabieganie o ludzkie oceny, bezsilność wśród bliskich, zachwiane relacje rodzinne… Często stawiam sobie pytanie, jaka jest moja sytuacja wśród bliskich mi osób, jakie jest moje miejsce w rodzinie.
Czytam w Ewangelii o siostrach Łazarza: Marcie i Marii. Postawa Marty dominowała i dominuje w moim życiu. Nie tylko z powodu jej zabiegania, chęci pokazania, że da radę zrobić wszystko, a może, że zrobi to najlepiej. W tych drobiazgach codziennego życia zaczyna tracić sens. Bo czy ważne są potrawy dla nich samych? Czy porządek wokół i sterylność to najbardziej upragnione otoczenie człowieka? Trudno jest pozbyć się małostkowości , którą prezentuje Marta.
Trzeba czasu żeby pojąć jaka jest tego przyczyna. Wielokrotnie nie udawało mi się znaleźć pomostu między Słowem a życiem. Pewnie dlatego, że nie uświadamiałam sobie, że Słowo to Życie. Coś musi wypełniać powstającą lukę. Wypełnia ją codzienność. Ona też może stać się błogosławieństwem dla nas i innych albo przekleństwem. Życie nie zatrzymuje swojego biegu. Rzeczywistość pędzi na złamanie karku między powinnościami, obowiązkami, niezwłocznymi sprawami, narzuca ciągle nowe i nowe. Tysiące, setki tysięcy działań wypełniających szczelnie dzień, noc i znowu dzień ograniczając refleksję, rozważanie, modlitwę, dystans do siebie, spojrzenie wstecz. Ta pogoń jest nieskończona i pozostawia szkody, których naprawić nie da się łatwo. Powoduje widzenie wszystkich jakby w krzywym zwierciadle. Obwinianie zaczyna się gdy samemu trudno dźwigać kolejne, zbierane po drodze trudy i ciężary. Wszyscy wtedy stają się winni. Nie udaje się dostrzec, że nierównomiernie i czasem mało sprawiedliwie rozkładamy te ciężary. Przychodzi złość, żal, docinki, aluzje, oceny, upokorzenia, odwoływanie się do wątpliwych autorytetów, nic nie dające wymówki.
Przez pryzmat codziennej goryczy nie potrafimy zdobyć się na dystans w ocenie sytuacji.
Jak „procentuje” taka atmosfera kompletnego braku jedności? Trudno mówić o miłosierdziu wobec wszystkich i dla wszystkich. Jak wykrzywiona staje się rodzinna miłość choć pozornie nią jest.
W relacji Marty i Marii czuję dyskomfort napięcia wewnętrznego, wzajemnych pretensji, braku prawdziwej, siostrzanej więzi. To skutkuje brakiem autorytetu, dlatego Marta zamiast dyskretnie poprosić siostrę o pomoc w ugoszczeniu Jezusa żąda od Niego użycia swego autorytetu na potwierdzenie swoich żalów. Jak bliska to postawa. Jak często odwołujemy się do czyjegoś autorytetu. Ach, gdyby był to Jego autorytet. Ale nie, często te autorytety nie dorastają do stawianych przed nimi problemów. Chaos rodzinny powoduje, że sięga się po coraz mniej przemyślane autorytety nie widząc, że niszczy się te, które najbardziej uzasadnione byłyby w danej sytuacji.
I pewnie nie chodzi o ich wartość tylko o chęć usłyszenia akceptacji własnego żalu i krzywdy. Tymczasem żal i krzywda są zawsze także po drugiej stronie.
Oczekujemy miłości i miłosierdzia ale takiego o jakim mówi Jezus Chrystus.
W moim domu od dawna brak dawnego „wyścigu”. Czasem panuje nieład, brak już walki o to aby wszystko było „na czas” z dozą perfekcji. Braki nie rujnują zamierzeń, choć może nie ułatwiają życia. Nie zawsze udaje się wyeliminować roszczeniowe postawy w rodzinnych relacjach. Życie bez ścigania się ma swój niepowtarzalny smak. Czas spędzony na rozważaniu Słowa bywa przeciwwagą do sarkazmu i uszczypliwości. Może nawet jest wyjaśnianiem ich. Mniej rozkazów, nakazów, pretensji zmienia kierunek rodzinnego życia. Szkoda tylko, że trzeba tylu lat, aby przekonać się, że nie warto walczyć o swoje „małe prawdy”. Zaczyna się inny świat…

Anna Tchórzewska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.