Press "Enter" to skip to content

Nasze poczucie odpowiedzialności

Współczesna psychologia moralności opisuje wiele zjawisk, które wpływają na naszą świadomość moralną i w efekcie na nasze czyny i zaniedbania. Pojęcie deindywiduacji tłumaczy, dlaczego policjanci, idący równym zastępem, ubrani w jednakowe mundury i z zasłoniętymi twarzami z większą łatwością nadużyją przemocy wobec anonimowego tłumu protestujących, niż pojedynczy człowiek wobec innego, któremu spogląda w twarz. Dzięki pojęciu rozproszonej odpowiedzialności wiemy, dlaczego im więcej jest świadków napaści, tym mniejsza szansa, że ktoś z nich rzuci się na pomoc lub chociaż zadzwoni na policję. Przeprowadzony w latach sześćdziesiątych eksperyment Stanleya Milgrama dowiódł, że zwykły człowiek jest w stanie wymierzać kolejne elektrowstrząsy o potężnej sile drugiemu, krzyczącemu z bólu, jeśli takie polecenie zostanie wydane przez profesora w białym fartuchu, zaś słynny eksperyment więzienny Philipa Zimbardo, który odbył się dziesięć lat później, pokazał, jak młody zarośnięty anarchista, kiedy ubrać go w mundur, postawić przed “więźniami” i dać do ręki pałkę, w krótkim czasie zmienia się w bezdusznego oprawcę, szukającego coraz bardziej wymyślnych sposobów na krzywdzenie i upokarzanie swoich ofiar. Filozofia chrześcijańska mówi, piórem Jana Pawła II, o grzechu strukturalnym – grzechu, którzy popełnia każdy, dlatego, że popełniają go wszyscy wokół. Idąc dalej tym tropem, możemy zobaczyć, jak uczestnicy masowych rzezi, takich jak na przykład rzeź wołyńska, czy nawet wysoko postawieni oficerowie III Rzeszy, odpowiedzialni za śmierć milionów ludzi, byli kiedyś właściwie nawet przyzwoitymi ludźmi o silnych fundamentach moralnych, przywiązanymi do wartości. Tych ludzi znieczuliło zjawisko dehumanizacji, do którego doprowadziła agresywna propaganda, ich przyszłe ofiary porównująca do robaków i brudu, co w efekcie doprowadziło do tego, że przestały one być intuicyjnie uznawane za ludzi, postawione zaś zostały w jednym szeregu z przedmiotami. Krzywdzenie zdehumanizowanego człowieka przychodzi zaś z taką samą łatwością co uśmiercenie bota w grze komputerowej.

W obliczu tych wszystkich zjawisk, udowodnionych doświadczalnie i opisanych przez najwybitniejszych psychologów i filozofów współczesnego świata, łatwo o rozwodnienie zwykłego ludzkiego poczucia odpowiedzialności. W końcu odpowiedzialni jesteśmy za czyny, których dopuściliśmy się świadomie i dobrowolnie, a czy można powiedzieć, że byliśmy świadomi, kiedy nasza ofiara przestała nam się wydawać ludzka, lub kiedy przestaliśmy czuć, że to my decydujemy o własnych postępkach?

Wszystkie te wątpliwości wynikają z jednego podstawowego błędu, jakim jest mieszanie znaczeń. Pojęcie odpowiedzialności jest istotne dla dwóch dziedzin ludzkiego życia – prawa i moralności. Wielu ludziom wydaje się, że te dziedziny są sobie bliskie, można by rzec – pokrewne; jeśli jednak przyjrzeć im się uważniej, widać wyraźnie, że nie mają one ze sobą nic wspólnego. Moralność odnosi się z jednej strony do Czegoś absolutnego, bezwzględnego, niezależnego od jakichkolwiek ludzkich wymysłów czy postanowień, z drugiej zaś – do najściślejszej głębi człowieka, niedostępnej nikomu poza nim samym i przenikającym wszystko Bogiem. A prawo? Prawo jest niczym innym jak umową zawartą między człowiekiem a człowiekiem. Nie ma w nim mowy o tym, co jest dobre, a co złe. Jest to suchy, praktyczny spis czynów i konsekwencji. Podczas gdy zasadnicze chrześcijańskie wytyczne moralne, jakimi jest dziesięć przykazań, mówią: “nie będziesz zabijał”, prawo mówi: “jeśli zostanie ci udowodnione, że zabiłeś, zostaniesz zamknięty w więzieniu na tyle a tyle lat”. I tu ujawnia się najistotniejsza różnica między prawnym a moralnym pojęciem odpowiedzialności. Prawo patrzy wstecz. Obchodzi je tylko przewinienie i kara. Moralność spogląda w przyszłość. Przeszłość jest dla niej zbiorem doświadczeń, na mocy których nasza odpowiedzialność powinna stać się większa i dojrzalsza. Odpowiedzialność moralna nie mówi o karze – owszem, wierzymy, że za odrzucenie praw boskich czeka nas wieczne potępienie, jednak to nie z lęku przed karą, a z miłości do Boga, wraz z Nim zaś do wszystkiego co piękne i dobre, powinniśmy pragnąć stawać się coraz lepszymi.

Moralnie odpowiedzialni jesteśmy nie za swoje przeszłe grzechy, lecz za swoje przyszłe ja, nie tylko więc za dzień, w którym kogoś uprzedmiotowimy, lecz także za swoją postawę na długo wcześniej, kiedy nie postawimy się twardo nazywaniu kogoś “śmieciem”, czy “bydłem”, kiedy pozwolimy, by ktoś za nas decydował chociażby w najdrobniejszych związanych z moralnością kwestiach, kiedy zaczniemy przyzwyczajać się do zła powszedniego i w efekcie przestaniemy je zauważać, aż w końcu będziemy je mechanicznie powielać. Człowiek, jako istota zdolna do świadomości moralnej, staje się przede wszystkim odpowiedzialny za to, aby z tej świadomości nie rezygnować, aby nie dawać jej sobie odbierać. To ona bowiem decyduje o tym, że jesteśmy ludźmi.

Maria Czaplewska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.