Press "Enter" to skip to content

Pusty grób – ks. Marka Żejmo Słowo na Niedzielę 12 kwietnia 2020

Na długiej drodze śmierci i rozstań, które przeżywaliśmy często jako ostateczne, słyszymy o drodze Jezusa, która prowadzi przez śmierć i rozstanie, do zmartwychwstania i życia. Słyszymy Dobrą Nowinę o Jezusie, który jako pierwszy powstał z martwych. Dlatego modlimy się: spraw, aby ci, którzy zostali włączeni w śmierć Twojego Syna, mieli również udział w Jego Zmartwychwstaniu. To droga chwalebna, choć niełatwa.

Bo Jezus musiał przejść przez zimną betlejemską grotę, przez ścieżki prowadzące z Judei do Egiptu, przez ubóstwo Nazaretu, i przez niezrozumienie najbliższych sercu ludzi. Musiał znieść obłudną pobożność faryzeuszy, niewierności apostołów. Musiał przetrzymać zdradę Judasza i opuszczenie przez uczniów. Musiał bardzo wyraźnie powiedzieć Bogu Ojcu: Niech się stanie wola Twoja. Musiał przejść przez pałac arcykapłana, małoduszność Piłata, okrucieństwo żołnierzy, ślepy fanatyzm współrodaków, wyjęcie spod prawa, mękę przeznaczoną dla wyrzutków. I przez krzyż.

Wydawało się, że końcem tej drogi jest grób. Ale Jezus objawił nam, że końcem tej drogi nie jest kamień zasuwany nad mogiłą. Pokazał nam że gest budowania pomnika cmentarnego nad życiem ludzkim, nigdy nie jest gestem ostatecznym. I nigdy tego życia nie kończy ostatecznie. Bo nasze życie trwa w Nim. I w cmentarnej ciszy czeka na Jego głos wzywający do zmartwychwstania. Czeka na alleluja: znak do powstania z prochu ziemi.

Na naszej drodze życia, która niewiele różni się od ziemskiej drogi Jezusa, również przeżywamy ubóstwo naszych Nazaretów, niezrozumienie najbliższych naszym sercu ludzi, obłudę i oszustwo faryzeuszy, niewierności tych, którym ufaliśmy. Też musimy przetrzymywać zdrady Judaszów i opuszczenie. Też często musimy powiedzieć Bogu Ojcu: Niech się stanie wola Twoja. Też nieraz przechodzimy przez różne pałace, poddawani jesteśmy osądom różnych Piłatów, nieraz okrucieństwo, ślepy fanatyzm współrodaków, wyjęcie spod prawa, mękę przeznaczoną dla wyrzutków. I przez krzyż. To też niejednokrotnie nasza droga. Często smutna.

Ale dziś Jezus pokazuje nam Wielką Nadzieję. Tak wielką, że nie mogło jej zrodzić żadne serce ludzkie. Nadzieję zmartwychwstania. Nie wskrzeszenia. Ale zmartwychwstania. Pokazuje nam, że może nas zbawić, tzn. dać nowe życie. Życie zmartwychwstałe. Nie to dotychczasowe. Ale całkiem nowe i inne. Przemienione w Jego obecności, tak jak w dniu przemienienia na górze Tabor. Ku temu zmartwychwstaniu (nie wskrzeszeniu) zmierza życie każdego z nas.

Dzisiejsza ewangelia przynosi nam opis tego, jak wreszcie apostołowie uwierzyli Jezusowi. Paradoksalnie wtedy, gdy Go nie widzieli. Gdy ujrzeli pusty grób. A przecież tyle lat słuchali Go, słyszeli wszystkie słowa, które wypowiedział. Patrzyli na cuda, których dokonywał na ich oczach, łącznie ze wskrzeszeniem Łazarza, córki Jaira i młodzieńca z Naim. Cóż mogło być bardziej przekonujące. Czy nie łatwiej było uwierzyć własnym oczom? Łatwiej, ale to nie jest prawdziwa wiara. Bo to jest wiara we własne oczy. Póki widzą – jest. Kiedy przestają widzieć – znika. Wiara tylko w to, co się widzi jest ułomna. Dlatego dzisiejsza ewangelia mówi, że kiedy Szymon Piotr i drugi uczeń weszli do grobu i nie zobaczyli Jezusa, dopiero wtedy uwierzyli Jezusowi, a nie własnym oczom. Dopiero wtedy zaczęli wierzyć duszą i sercem. Wierzyć naprawdę. Wyzwolili się z krótkowzrocznej uległości wobec tego tylko, co oczywiste, co naoczne i namacalne.

Ważna to nauka dla nas, którzy nie widzieliśmy na własne oczy Jezusa idącego galilejską drogą, lub wskrzeszającego Łazarza. Którzy nie mieliśmy najmniejszej szansy spojrzenia w Jego oczy, czy dotknięcia choćby skrawka Jego szaty. Nam pozostał pusty grób, który jednakowoż daje szansę wiary prawdziwej. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli, powie Zmartwychwstały niewiernemu Tomaszowi, który niemal do ostatniej chwili upierał się przy wierze własnym oczom. To błogosławieństwo nie zostało dane Apostołom. Ono zostało dane nam.

Wiara jest czymś wielkim. To ona umożliwia nam normalne i prawdziwe życie. To „na co dzień”; kiedy nie żądamy pisemnych oświadczeń i materialnych dowodów w każdej, nawet najmniejszej sprawie. Kiedy bez zawierzenia, nie moglibyśmy normalnie przeżyć nawet jednego dnia. Wiara zaś w Zmartwychwstanie Jezusa jest szczytem wiary człowieka. Dziś więc, gdy stajemy nad symbolicznym pustym grobem, ważą się losy naszej wiary: czy pozostanie ona tylko wiarą w oczy, czy wiarą w Jezusa, który zmartwychwstał trzeciego dnia, jako powiedział.

ks. dr Marek Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »