Press "Enter" to skip to content

Odnajduję Boga w harmonii i spokoju liturgii

Na Mszę świętą trydencką chodzę od dziecka, jest mi ona dobrze znana i bliska. Forma nadzwyczajna stała się dla mnie „zwyczajną” i rzadko zastanawiałam się nad powodami, dla których skłaniam się właśnie ku niej.

Już jako mała dziewczynka lubiłam być traktowana poważnie i trwa to we mnie do dzisiaj. Nie potrafię modlić się w chaosie i zamieszaniu, a nienaruszalna konstrukcja Mszy trydenckiej nie pozwala na dowolne jej przekształcanie i uatrakcyjnianie, umożliwiając tym samym skupienie się na tym, co najważniejsze.     

Odnajduję Boga w harmonii i spokoju liturgii, która trwa od wielu wieków. Uczestnicząc w tej Mszy, czuje się trwałość Kościoła powszechnego. Od wielu lat moja rodzina związana jest z Opactwem Matki Bożej w Fontgombault. Piszę te słowa właśnie stamtąd, uczestnicząc w tych samych nabożeństwach razem z Amerykanami, Niemcami, Chińczykami, Brytyjczykami i Francuzami. Wszyscy znamy tę samą Mszę i te same psalmy. Modlimy się językiem Kościoła i czujemy jego jedność. W Mszy trydenckiej mogę uczestniczyć zarówno w Warszawie, jak i w Rzymie. Nie muszę zastanawiać się nad znaczeniem Pisma Świętego czytanego po hiszpańsku czy niemiecku. Wystarczy mi mój mszał.

W liturgii trydenckiej ważna jest dla mnie równowaga. Jest cisza i jest śpiew. Jest modlitwa osobista i jest wspólna. Jest czas i na postawę stojącą, i na to, aby klęczeć. Prywatność i poczucie wspólnoty.

Nie sposób pominąć widocznego piękna Mszy. Kościoła przesiąkniętego zapachem kadzidła i poruszających śpiewów, specyficznej atmosfery bliskości Boga. Aby prawdziwie się pomodlić, trzeba wyrwać się z codziennych spraw. Łatwiej jest mi oddzielić się od nauki, sprzątania, wycieczki do muzeum czy pieczenia ciasta, kiedy liturgia jest ceremonią. Adorujemy Króla królów i Pana panów i powinno być to widoczne.

Liturgia w rycie trydenckim przypomina, że jesteśmy ludźmi i bez Boga nic nie możemy. Dużo się klęczy i to jest ważne, bo mówi, kto jest Stwórcą i do kogo zwracamy się po ratunek. Ludzie pochylają głowy i ukrywają twarze w dłoniach w kompletnej ciszy. Jest na to czas, refleksji nie da się odnaleźć w chwilę.

Wielu moich znajomych z czasów dziecięcych wspomina znudzenie w kościele porównywalne do ciągnących się w nieskończoność akademii szkolnych. Ja znam fascynującą dla kilkuletniego dziecka aurę tajemnicy, bogactwo kolorów i zdobień, śpiewy, pierwsze próby śledzenia tekstu łacińskiego w „dorosłym” mszale. Nigdy nie czułam niechęci do liturgii, myślę, że w dużym stopniu zawdzięczam to uczestnictwu w Mszy trydenckiej.

Msza święta trydencka ukształtowała mnie w znacznym stopniu. Uczestnictwo w niej jest dla mnie ważne i zawsze szukam tej możliwości. Odkrywa się ją stopniowo, za każdym razem znajdując coś nowego. Mimo niezmienności konstrukcji zachwyca bogactwem modlitw. Jest piękna, godna, poruszająca, dostojna.

Chodzę na Mszę świętą trydencką, aby prawdziwie się pomodlić.

Teresa Milcarek

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »