Press "Enter" to skip to content

Mam niezwykłe dzieci!

Na marginesie Dnia Dziecka przyszła do mnie szczególna refleksja: mam niezwykłe dzieci. Słowo “niezwykłe” wielu każe myśleć, że z moimi dziećmi jest coś nietypowego. Ile w życiu dostałam słów pocieszenia, kiedy ktoś dowiedział się, że ta niezwykłość to autyzm, ilu mi współczuło, ilu pisało, że to też są przecież dzieci, że też mają prawo do…( i tu wyliczanka takich oczywistości, TAKICH OCZYWISTOŚCI – nie mam większej czcionki , niestety – że opadały mi ręce, wysączało się powietrze). Serio, ktoś myśli, że można matce dziecka (nie takiego, czy siakiego ale po prostu: dziecka) powiedzieć, że ono ma prawo do miłości, życia, dzieciństwa, człowieczeństwa? A jest jakiś powód, dla którego jakieś dziecko, by mogło takich praw nie mieć?
Boli mnie to, bo te uwagi, podważają właśnie tą bezwarunkową miłość. Pokazują, że może i jest coś takiego, że matka, rodzic, może kochać inaczej, mniej, wstydliwiej czy jakoś inaczej niż w sposób oczywisty swoje dziecko (znowu nie piszę jakie, bo przecież to nie ma znaczenia. Choć może trochę jednak ma. Dzieci z problemami kocha się z większą świadomością i częstotliwością).
Życzliwe osoby, mając najlepsze intencje (które ja odbieram jako autoprezentacja swojej – nie wiem czego – tolerancji, dobroci?) często pokazują swoje obycie, mówiąc, że ktoś tam z ich znajomych też ma „takie dzieci” albo, że im “takie dzieci” nie przeszkadzają. Nie wiem, czego oczekują w zamian? Że ja powiem: jaka ty jesteś mądra, dobra, szlachetna, że dziękuję za postawę – czy jak?
Tak. Najbardziej mnie kłuje dokładnie to “takie dzieci”. Jakie? To słowo “takie” to bariera postawiona między dziećmi “takimi” i “nie takimi”.
Mam niezwykłe dzieci. Całą piątkę. Każde z nich niezwykłe w inny sposób. Nie przez diagnozy, czy ich brak. Możliwe, że przez to, że wychowały się w TAKIM domu jak nasz. Niezwykłym. Gdyż normalnym. Ja jestem moimi dziećmi – zachwycona. Podziwiam je, fascynują mnie, imponują, uczą, sprawiają, że serce rośnie z dumy. Jedyne czego się obawiam, czego chciałabym im zaoszczędzić, to kontaktu ze złymi i głupimi ludźmi. Przed toksycznymi związkami, przed złodziejami w pierwszych pracach, przed hejterami, kpiarzami, emocjonalnymi popaprańcami i tymi, którzy wartościują jakość życia moich dzieci. Przed tym chciałabym obronić całą moją piątkę. Bez wyjątku. Bo ja nie widzę między nimi jakiejś istotnej różnicy. Widzę ją u ludzi, którzy nas otaczają. Są “tacy”, których nie rozumiem. Ale przenigdy, nie wystawiłabym piersi do orderu, tylko dlatego, że zwyczajnie rozumiem, że tu jest nasze wspólne miejsce i mój odbiór – to moja sprawa. Póki ktoś nie wchodzi na moje – to jest u siebie. Łaski mu nie robię.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »