Press "Enter" to skip to content

Dawno, dawno temu…? [Let Golf Be Tolerant]

W pewnym starym angielskim klubie golfowym reguł gry przestrzegano bardzo skrupulatnie. Być może nawet słowo „skrupulatnie” nie było tu na miejscu, wszak członkowie klubu zasady te traktowali jako coś naturalnego, nie podlegającego żadnym dyskusjom. Nie traktowali tego jako przymus, arbitralnie narzuconą decyzję, ale jako naturalną kolej rzeczy. „Jesteśmy w klubie golfowym, więc gramy w golfa” – rozumowali.

Pojawili się jednak dwaj, czy trzej gracze, którzy stwierdzili, że piłeczki, które spadły bardzo blisko otworów w polu golfowym, powinny być „dopchnięte” ręką gracza. Zdecydowana większość klubowiczów stwierdziła, że jest to jakaś kompletna aberracja, dziwactwo. Tłumaczyli, że skoro są takie pojedyncze osoby w ich gronie, które chcą grać w taki sposób, to niech to czynią, ale zakładając swój własny klub, który nie będzie nazywać się klubem golfowym, bo i gra nie jest przecież golfem.

Zwolennicy „dopychania” piłeczki ręką, nie składali jednak broni. Stwierdzili, że stanowisko prezentowane przez większość klubowiczów jest aktem dyskryminacji i nietolerancji. Utrzymywali, że kryje się za nim jakiś zespół uprzedzeń kulturowych. Zwolennicy  gry w golfa „tak jak zawsze”, byli według „dopychaczy” nieznośnymi rygorystami, a przecież – jak utrzymywali zwolennicy zmian – chodzi o „fun”, rozrywkę, prawo do szczęścia, które nie może być odebrane na mocy zupełnie irracjonalnych uprzedzeń.

Dopychacze” wymyślili nawet dla siebie nazwę „LGBT”, jako skrót od „let golf be tolerant” („niech golf będzie tolerancyjny”). Z czasem nazwa została zmodyfikowana na „LGBTQ”, czyli „let golf be tolerant quickly” („niech golf będzie szybko tolerancyjny”). Przeciwników zmian „dopychacze” nazywali „golfonormatywistami” lub „golforygorystami”. Samo zaś używanie nazwy „dopychacze” zaczęło być traktowane przez nich jako obraźliwe.

Z biegiem czasu skrót „LGBTQ” zaczął być odnoszony do pewnej wizji urządzenia nie tylko reguł gry, ale i całego klubu golfowego na nowo. Stwierdzono bowiem w gronie „dopychaczy”, że samo istnienie klubu powinno być „przemyślane na nowo”. Bardzo szybko znaleźli się bogaci ludzie z innych, konkurencyjnych wobec klubu golfowego stowarzyszeń sportowych, którym od dawna  nie w smak był „ekskluzywizm” graczy w golfa, i teraz skorzystali z okazji, by podchwycić postulat „LGBTQ”.

Najbardziej jednak zainteresowany w przeprowadzeniu zmiany – co przełożyło się na sponsorowanie szeroko zakrojonej akcji medialnej – był lokalny deweloper, właściciel ponadnarodowej korporacji „Light Bearer Ltd.”. W swojej branży pracował od dawna i znał się na tzw. wywieraniu wpływu na opinię publiczną.

Ostatecznie lokalny samorząd przychylił się do zasadniczego postulatu „LGBTQ” i wypowiedział wieloletnią umowę dzierżawy terenu, na którym znajdowało się pole golfowe używane przez klub. Właściciel firmy „Light Bearer” nie zwlekał i zaraz następnego dnia po uprawomocnieniu się uchwały wjechał ze swoimi buldożerami na piękne zielone trawniki, z których po paru godzinach nie pozostał najmniejszy nawet ślad.

Klub przestał istnieć i nikt już nie grał w golfa. Najbardziej zaś zyskał deweloper, który na pozyskanym terenie pobudował monitorowane dzień i noc osiedle apartamentowców. „Dopychaczy” zatrudnił zaś w charakterze ochroniarzy, by mogli i na tym polu wykazać się swoim umiłowaniem tolerancji i otwartości.

Grzegorz Kucharczyk
/Pch24.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »