Press "Enter" to skip to content

Spotkanie z Bogiem

Poetyka i dramaturgia spotkania Eliasza z Bogiem na Gorze Horeb posiada niesamowitą inspirującą siłę. Zaczyna się krótkim opisem miejsca, a więc chodzi o proroka, jest on zmęczony morderczym marszem, sam, o zachodzie słońca, jest pośród dzikich skał. Tak łatwo czytając ten opis odwołać się do własnego doświadczenia zmęczenia, wyczerpania fizycznego, psychicznego, życiowego utrudzenia, duchowego, rodzinnego, małżeńskiego, towarzyskiego, zawodowego… mojego wyczerpania, wypalenia się, wewnętrznego rozstrojenia, pogubienia, zniechęcenia.

Następny krok, to wejście Eliasza do jakiejś znalezionej tam groty, aby w niej przenocować. Tam dokąd doszedł nikt na niego nie czekał. Nikt zatem nie tylko nie witał go kwiatami, ale i nie dał mu wody ani chleba. Nie spotkał tam też Boga, ani żadnego znaku od Niego, oprócz nadziei która wydawała się dogorywać w jego sercu. A może nie, może to moja projekcja. Może nadzieja proroka była niezłomna, a ja sugeruję słabość jego nadziei, bo odwołuję się do tego co ja, w stosunku do samego siebie czuję.

Nadszedł ranek i rozległ się głos wzywający Eliasza do wyjścia z groty na spotkanie z Panem i…. rozpoczyna się w tym momencie burza, a nawet więcej aniżeli burza, bo gwałtowny sztorm, jak to bywa w życiu i pewnie również ja też przeżywałem podobne chwile. Zaczął wyć wicher, kruszyły się skały, drżały góry i skakały jak piłki i jeszcze na dodatek zaczął się lać ogień z nieba i spadać pioruny.

Charakterystyczne jest to, że Eliasz z groty się nie ruszył. Stał w niej jak wmurowany w ziemię. Powiedzielibyśmy być może, jak świadkowie konania Jezusa, na Golgocie, stojący pod Jego krzyżem – przynajmniej mnie takie skojarzenie przyszło na myśl. Eliasz, stojąc nieruchomo u wejścia groty oczekiwał jakiegoś znaku, aby wiedzieć co ma dalej robić, aż wreszcie otrzymał ten znak: łagodny powiew wiatru, zupełnie jak alegoria spotkań półżywych z przerażenia Apostołów z Chrystusem zmartwychwstałym, słyszącym Jego: „pokój wam”’.

Eliasz wyszedł Bogu naprzeciw, po tym wezwaniu, mając zasłoniętą twarz. Nie został on do tego zmuszony, ale sam uczynił ten gest, przejęty Bożym Majestatem. Nie czuł się godny aby móc spotkać Boga twarzą w twarz i spojrzeć Mu prosto w oczy. Byłoby to dla Eliasza wyrazem zuchwałości i wyraźnym brakiem szacunku, jak to dzisiaj wielu odczuwa w przypadku przyjmowania Komunii św. nie do ust, z ręki kapłana, ale biorąc Chleb eucharystyczny samemu do własnych rąk. Normalne jest bowiem dla człowieka, że wobec wielkiej świętości, czuje się wielce skonfundowany, niegodny takiego wyróżnienia i życzliwości.

Słysząc pytanie „Co tu robisz Eliaszu” poczuł się ośmielony, bo nie był to bynajmniej wyrzut, ale wprost przeciwnie, dalszy ciąg: „szmeru łagodnego powiewu” wiatru, czyli ciepłego spojrzenia Boga, wyrazu Jego szczerej ojcowskiej troski.

Eliasz wtedy miał okazję wypowiedzieć cały swój żal i sfrustrowanie, bo na nic się zdało całe jego staranie aby nawrócić lud do Pana. Jego misja zakończyła się klęską. Lud odstąpił od wiary, dał się pociągnąć obcym bogom. Poszedł za ich szeroko reklamowanymi obietnicami. Wydały mu się one bardziej wiarygodne i bardziej atrakcyjne, bliższe realiów świata w którym żyli. Nie tylko odwrócili swoje serca od Boga prawdziwego, ale spalili za sobą wszystkie mosty które go z Nim łączyły, rozwalając ołtarze, paląc święte księgi i zabijając proroków. Tylko on jeden spośród nich uszedł z życiem, ale i tak dni jego zdają się być policzone.

Bóg nie rozwiązał problemu Eliasza magicznym działaniem, nie zanegował historii, ale wszedł w nią swoim Boskim sposobem, jak to również czyni naszym życiu i w życiu Kościoła. Bóg wysłał Eliasza ze swoim błogosławieństwem, tam skąd on przybył, aby kontynuował swoją misję i namaścił nowego króla Aramu i nowego króla Izraela, oraz namaścił na proroka swojego następcę, Eizeusza.

Historia zbawienia się nie skończyła, ale trwa dalej i rozwija się zgodnie z wolą Boga, zmierzając do Wielkiego Spotkania, związanego ze Zbawieniem, spotkania z Bożym wysłannikiem, z Mesjaszem, Jezusem Chrystusem. W Nim jest Pełnia ku której wszystko zmierza, całe Boże stworzenie. Również nasza historia w Nim ma swoje spełnienie, w Jego powtórnym przyjściu na ziemię.

Konkluzją jednak nie jest bierne oczekiwanie, ale jak to było w przypadku Eliasza, powrót z Bożym błogosławieństwem do starego świata, do miejsca skąd uciekliśmy, aby kontynuować zlecona nam przez Boga misję. (1 Krl 19, 9a. 11-16)

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »