Press "Enter" to skip to content

Mamy za co dziękować Opatrzności Bożej

Nie milkną dyskusje o wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. W wielu domowych rozmowach ludzie nadal dzielą się swoimi opiniami, analizują wyniki i mają nadzieję, że na polskiej scenie politycznej zagości już tak wyczekiwany spokój. Bez jątrzenia, hipokryzji i głupoty. Stabilizacja społeczna jaką wniesienie kolejna kadencja prezydencka Andrzeja Dudy zderza się jednak z krzykliwością reprezentantów przeintelektualizowanych elit oznajmiających co kilka dni w mediach, że opuszczają Polskę i wolą żyć wszędzie indziej, byle nie w kraju nad Wisłą. Banan, marchewka, bułeczka na drogę i papa. To zabawne zjawisko, iż demokracja i tolerancja może mieć tylko jeden szyld pełen tęczowych trzasków a reszta jest marną polityczną dyktaturą, staje się rzeczywistością wobec której przejść obojętnie już nie można. Nasza czytelniczka w swoim mailu do portalu KW, napisała, że powinniśmy dziękować Bożej Opatrzności za zwycięstwo Andrzeja Dudy, dodając, że nabiera ono symbolicznego znaczenia, gdy zestawi się je z 100 rocznicą Cudu nad Wisłą. I przyznam, że nie jest to myśl pozbawiona racji, gdy zrozumiemy, jakie siły zła zostały zmobilizowane by Andrzeja Duda poniósł porażkę w tych wyborach. Gdy zrozumiemy, jak bez żadnych zahamowań przekroczone zostały wszelkie granice przyzwoitości, kłamstwa i hipokryzji w kampanii, byle Duda opuścił Pałac Prezydencki.Wówczas faktycznie możemy mówić o prezydenckim cudzie nad Wisłą. Deo gratias!

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »