Press "Enter" to skip to content

Nikt cię nie kocha tak, jak Ja

Nazywam się s. Łucja i pochodzę z Brazylii. Od momentu wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Służebnic Wynagrodzicielek NSJ minęło już dwadzieścia lat, jednak codziennie na nowo słyszę w sercu słowa, które kiedyś poruszyły mnie do głębi: „Nikt cię nie kocha tak, jak Ja”.

Dziś co prawda rozumiem je inaczej niż wtedy, gdy miałam dwadzieścia trzy lata, lecz niepodważalne jest to, że stały się one żywym filarem mego powołania.

Byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, mimo że większość moich bliskich należy do kościoła protestanckiego. Jako nastolatka miałam takie same, zwyczajne i naturalne pragnienia jak moje rówieśniczki – wyjść za mąż, mieć dużo dzieci i swoją rodzinę. Wszystkie swoje działania kierowałam ku realizacji tego planu. Nie dopuszczałam do siebie żadnego innego. Gdy miałam piętnaście lat przeżyłam pierwsze zauroczenie, potem pojawiło się w moim życiu też kilku innych chłopaków. Czegoś mi jednak brakowało w tych związkach. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, czego.

Pragnienie kochania i bycia kochanym jest w każdym człowieku. Jeśli nie jest zaspokojone w sposób prawdziwy, dusza odczuwa trawiący brak. Przeżywałam to jako osobisty dramat, tym większy, że w moim kraju w tamtych czasach dwudziestotrzyletnia dziewczyna bez męża to była naprawdę rzadkość. Było mi z tym ciężko, lecz nie przerywałam poszukiwań i nie traciłam nadziei. I w taki właśnie stan i sytuację mojego życia wszedł sam Bóg. Po kolejnym rozczarowaniu zdarzyło się, (teraz wiem, że było to zaplanowane specjalnie dla mnie), że poznałam miłego chłopaka. Zaczął mi opowiadać o swojej wierze, o ruchu charyzmatycznym, do którego należy, i zapraszać na spotkania modlitewne jego grupy w katedrze. W pewną majową sobotę zdecydowałam się z nim pójść. W tym dniu moje życie zostało wywrócone do góry nogami – takie miałam wrażenie. Dziś mogę powiedzieć, że rozświetlił je ogień Bożej miłości, który spala się do tej pory w lampce mojego serca, która jest nie tyle wspominaniem, co trwałym doświadczaniem.

Usłyszałam piosenkę „Nikt cię nie kocha tak, jak Ja”, w której słowa kieruje do nas sam Pan Jezus. Coś wtedy we mnie pękło i rozpłakałam się jak małe dziecko. Nagle znalazłam to, czego szukałam, a raczej dałam się znaleźć Temu, który mnie szukał.

Miłość, którą wtedy poczułam, wypełniła mnie całą i zaspokoiła pragnienia, które nosiłam. Słowa i uczucia płynęły strumieniem i były obrazem mojej relacji z Panem Bogiem, a raczej Jego relacji do mnie, której nie dostrzegałam i nie doceniałam. Zrozumiałam, że na świecie naprawdę nie ma nikogo innego, kto mógłby pokochać mnie tak bardzo. Na taką miłość, takie wyznanie nie mogłam odpowiedzieć inaczej jak tylko moją małą miłością, która była niczym innym jak przyjęciem Jego miłości.

Po tym doświadczeniu podczas Mszy Świętej poczułam przynaglenie, aby porozmawiać z księdzem sprawującym Eucharystię. Kiedy weszłam do zakrystii, powiedział: „Czekałem na Ciebie” – zupełnie tak, jak Pan Jezus wcześniej. W trakcie rozmowy spytał, czy myślałam kiedyś o życiu zakonnym. Odpowiedziałam, że nie. Przynajmniej nie w mojej świadomości (choć myślała za mnie i powtarzała mi to moja kochana babcia). A jednak poszłam za tym głosem miłości, który mnie zapraszał. Z moim usposobieniem wydawało mi się to szaleństwem.

Dopiero z czasem zaczęłam łączyć różne fakty i dostrzegać znaki Boże, które towarzyszyły mi przez całe moje życie, doprowadzając mnie w ostateczności tu, gdzie dziś jestem.

Dwadzieścia lat życia konsekrowanego potwierdza i ciągle uczy mnie tego, co poczułam tamtego dnia. W codzienności, która jest różna, zupełnie zwyczajna, czasem radosna, czasem smutna, doświadczam miłości prawdziwej i pełnej, powołującej mnie do przebywania w niej. Dlatego dar mojego powołania jest dziś dla mnie trwaniem w tej właśnie miłości – wiernej Miłości, która pragnie być poznana i kochana, coraz bardziej każdego dnia.

Dlatego dar mojego powołania jest dziś dla mnie trwaniem w tej właśnie miłości – wiernej Miłości, która pragnie być poznana i kochana, coraz bardziej każdego dnia.

s. Łucja Vania Soares Justiniano

Służebnica wynagrodzicielka Najświętszego Serca Pana Jezusa. Prowadzi Rodzinny Dom Dziecka w Lublinie.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »