Press "Enter" to skip to content

Żadne cyrkowe kobiety z brodami

Świat nie dzieli się na ludzi hetero i homoseksualnych. Akurat te, tak nas orientujące cechy powinny być naszą prywatna sprawą. Nie rozpatrywaną w żadnych relacjach zawodowych, żadnych społecznych przepychankach.

Jak wielu z nas mam bliskich znajomych i krewnych o orientacji homoseksualnej. Od czasów nastoletnich zawsze aż do tej pory przyjaźniłam się z osobami o innej orientacji niż moja, pamiętam to wspólne dorastanie i współ obserwowanie jak u mojego szkolnego przyjaciela zaczęła się rodzić inność.

Z gejem prowadziłam wspólnie firmę, z przyjacielem -gejem wynajmowałam mieszkanie przez prawie dwa lata, moim najukochańszym bratem w katolickiej wspólnocie był i jest gej, moje zawodowe środowisko jest przetkane osobami homoseksualnymi, jak dobra kasza skwarkami.

Nikt ich nie prześladuje. Ale pamiętam reakcje rodziców, którzy musieli zmierzyć się z innością ich dziecka a potem wpleść ją już w normalne życie.

Kto ma wśród bliskich osoby homoseksualne ten wie, że z tym co reprezentują środowiska LGBT nie mają one niczego wspólnego.

To są normalnie funkcjonujący ludzie. Żadne cyrkowe kobiety z brodami. Po prostu czyjeś dzieci, nauczyciele, bankowcy, aktorzy, profesorowie na uczelniach, fryzjerzy. Mniej lub więcej, całkiem albo wcale sklejone społecznie.

Chcą normalnie żyć, pracować, odpoczywać, oddawać się pasjom, odwiedzać sąsiadów i znajomych, chodzić do teatru, sklepu, kościoła.

Radzą sobie ze swoją innością, wspierani, albo i nie, przez najbliższych. Potrafią swoja inność po prostu wkleić w całą gamę inności czy słabości, które każdy z nas dźwiga. Ktoś jest nadpobudliwy, ktoś ma fobie, ktoś kompulsywne zachowania, ktoś jest bardzo intro, ktoś liderem każdej wycieczki, ktoś mamą niepełnosprawnych dzieci, ktoś inny niespełnionym artystą, który przegapił bicie biologicznego zegara.

Nic tak nie szkodzi ich wizerunkowi, ich postrzeganiu przez społeczeństwo, akceptacji jak właśnie środowiska aktywistów LGBT, które robią wszystko, aby przedstawiać osoby homoseksualne jako te, które nie potrafią żyć w skromności, czystości fizycznej. Aktywiści próbują pokazać, że te osoby to agresywne, ekshibicjonistyczne kolorowo rozebrane stwory, narzucające swoją inność wręcz podstawianiem oplecionego w kawałek sznurka półgołego tyłka przypadkowym ulicznym przechodniom.

Ja nie znam takich gejów. Moi znajomi to ludzie zwyczajni. Nie paradują nago i podobnie jak heteroseksualni nie organizują ekshibicjonistycznych nachalnych ataków na miasta celem wykrzyczenia jakiego rodzaju sex uprawiają. Nie poszliby nigdy do przedszkoli czy szkół i nie opowiadaliby dzieciom co i jak robią dorośli w sypialni. Nie obnażyliby się przed nikim.

A gdyby spotkali takiego kto obnaża się przed dziećmi – przerwaliby takie zajęcia zdecydowanie.

Bo wiadomo, że to nie interesuje nikogo a jedynie zawstydza, zabiera naturalny tok poznawania siebie, swojej fizyczności. I że każdy kto szanuje siebie, swoja intymność zwyczajnie się z tym światu nie narzuca.

Kiedy zapytasz dorosłą, kulturalna, dojrzałą, odpowiedzialną osobę o orientacji nie hetero, co sądzi o adopcji dzieci przed pary jednopłciowe – odpowie po prostu, że dziecko nie jest zabawką, która ma służyć urozmaiceniu życia takiej pary ale człowiekiem, który ma prawo do najlepszego dorastania, do życia w relacjach rodziny, w realiach dogadywania się kobiety i mężczyzny, w oparciu o wzorce obu płci. Dojrzały człowiek – niezależnie od orientacji – będzie miał na myśli zawsze dobro dziecka a nie swoje plany.

Inność nie musi udawać, że jest jeszcze bardziej inna zakładając nie swoje sukienki. Inność, która jeszcze do tego próbuje walczyć z naturą – zawsze smutno kończy.

Nam, jako społeczeństwu potrzeba szczerych relacji a nie propagandowej ideologii, która z rzeczywistością nie ma niczego wspólnego.

I kultury. Tego też nam brakuje.

No i rozsądku. Bo dajemy sobie wcisnąć różnice, których nie ma, konflikty służące tylko politycznej polaryzacji, pozwalamy aby tematy siały się w nas tylko na płytkim gruncie emocji.

Nie ma czegoś takiego jak środowisko homo i środowisko hetero. Bo to nie te cechy nas dystansują albo jednoczą.

Zawsze trafi się rozchwiany psychicznie homo i hetero ekshibicjonista czy dewiant. I to powinno być społecznie piętnowane przy wsparciu kodeksu karnego.

A tym pogubionym, tym, którzy mają bałagan w odnalezieniu swojej tożsamości, swojej płci, tym którzy mają potworną samotność i nie akceptują siebie samych to już te rozkrzyczane półgołe parady robią krzywdę najbardziej. Bo nie agresywnego wrzasku i ulicznych szamotanin ale cichej, szczerej akceptacji, pomocy, wsparcia im potrzeba. Żeby chciało im się dalej żyć. W zgodzie z tym co mają. Z tym co można i czego nie można zmienić.

Nie jako uliczne dziwolągi. Ale normalnie. Prywatnie. Nie na pokaz.

Daliśmy sobie wmówić przez te tęczowe wojny. my hetero, że oni chcą nam wcisnąć coś czegoś czego wcale nam wcisnąć nie chcą, a wy – homo, że my wam zabieramy coś czego po prostu nie ma w przyrodzie.

To wojna ideologii utopijnych i polityczne przepychanki. Planowane. Nie nasza.

My ze sobą żyjemy razem jak świat światem. Dobrze z dobrymi i źle ze złymi.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »