Press "Enter" to skip to content

Pismo Święte i kredki

Jadąc autobusem często słyszę, wcale nie wysilając słuchu, wiele ciekawych opowieści, niekiedy są one żenujące a nawet oburzające, ale często wręcz miłe.

Najbardziej lubię te anegdotki, które opowiadają o prawdziwych, a zaskakujących wydarzeniach, dziwnych sprawach i ludziach. Ale najfajniejsze dla mnie są anegdotki, które są o mnie. Szkoda, że tak mało ludzi je powtarza…

Rozmawiały dwie licealistki. Jedna z nich relacjonowała przebieg spowiedzi swojej koleżanki, która dostała przed kilku dniami najdziwniejszą pokutę swojego życia (tu jednak nastawiłem uszy i obróciłem je we właściwym kierunku). Omawiany (a przecież nie obmawiany) spowiednik zapytał, czy penitentka ma swój egzemplarz Pisma Świętego, a potem czy ma kredki (wiedziałem dobrze, o którym spowiedniku mówi). Gdy odpowiedziała, że już nie ma, zalecił kupienie. Na szczęście, opowieść nie urwała się w tym miejscu. Rozwijając swą myśl ów spowiednik kazał każdego dnia znaleźć jedno zdanie, może nawet tylko wyrażenie, zwrot, który właśnie w tym momencie wydaje się ważny, trafny, godny zapamiętania czy powtarzania innym. A kredki są po to, by znalezione zdanie lub jego część podkreślić kolorem, według własnego szyfru barw, na przykład według kolorów liturgicznych: na zielono słowa niosące nadzieję, czerwone pełne miłości, fioletowe stawiające w pionie… to zresztą samemu można sobie ustalić.

Ucieszyłem się, że wystarczająco przejrzyście zadałem tę pokutę, bo z trzecich ust była opowiedziana dość wiernie.

Przyjaciele rozmawiają ze sobą

Trochę się wytłumaczę, jakie są źródła tego pomysłu, który stosuję w życiu od lat seminaryjnych. Ojciec duchowny zalecił mi kiedyś podkreślanie ołówkiem fragmentów Pisma Świętego, które wywołały w moim wnętrzu rezonans. Kiedyś miałem w ręku protestanckie wydanie

Nowego Testamentu, na końcu tego egzemplarza, po tekście biblijnym, wypisane były fragmenty wybrane według klucza: zdania na chwile smutku, radości, poczucia osamotnienia itp. Reszta dojrzała sama. Gdy w podkreślanie wprowadziłem kolory, to w dowolnej chwili życia, bez dłuższego zastanawiania mogłem otworzyć fragmenty podnoszące na duchu, oblewające mnie zimną wodą opamiętania, ukazujące zaufanie Boga do mnie, przypominające hierarchię wartości.

Od tego czasu Pismo Święte stało się moim przyjacielem, który odpowiada na pytania sensownymi myślami.

Bóg, ja i jeszcze ktoś

Do dzisiaj trwają dyskusje na temat materiału dowodowego, który miałby przekonać świat o słuszności hipotezy Karola Darwina o ewolucji gatunków. Wiem jednak na pewno, mam na to sporo dowodów, że praktyka zastosowania kredek do utrwalania uważnej lektury Pisma Świętego ewoluowała przez kilka lat (jest możliwe, że ten proces trwa nadal, ale uda się to ocenić po upływie następnych lat).

Jak przebiegała ta ewolucja?

Zaczęło się oczywiście od osobistego odkrycia. Najpierw zdania podkreślane ołówkiem, konsekwentnie, codziennie co najmniej jedno, potem zacząłem odróżniać ich przesłanie, zaprosiłem kolory do zaznaczania przemawiających do mnie wersetów. Przeżyłem małe niepowodzenie techniczne: spróbowałem wykorzystać flamastry, cienkopisy, ale strony papieru biblijnego okazały się niedostosowanie do tuszu używanego do różnych pisaków.

Po kilku miesiącach podkreślonych zdań było już kilkaset, zaczęły do mnie wyraźnie przemawiać. Zacząłem zarażać innych – dzieliłem się owocami tak dokumentowanej lektury i dość szybko znalazło to oddźwięk wśród znajomych. Jest to niezwykłe urozmaicenie trudnej przecież lektury biblijnej, wielu ludzi pełnych zapału podejmuje systematyczna lekturę, zaczynają od początku i… najpóźniej przy Księdze Liczb zapał mija. Codzienne czytanie staje się nużące, wreszcie coraz częściej zaniedbywane… Z tej systematycznej lektury nie warto rezygnować, ale takie “zdania – perełki” przypominają nam na co dzień, że Biblia jest źródłem nieprzemijającej mądrości.

 Po święceniach, gdy podjąłem służbę w konfesjonale spostrzegłem, że wielu ludzi zauważa w sobie głód Słowa Bożego i często zupełnie nie wiedzą, z której strony ugryźć Pismo Święte.

Spróbowałem potraktować zalecenie praktyki podkreślania krótkich fragmentów biblijnych jak pokutę, wyznaczając najczęściej termin: do następnej spowiedzi (a jeśli zasmakujesz w tym, to z własnej woli podejmij to zadanie na dłużej).

Ale ewolucja w tym zakresie jeszcze się nie skończyła, kiedyś zachęciłem pewną parę małżeńską, by podkreślali w jednym egzemplarzu Biblii i… okazało się to fascynujące.

Byli małżeństwem od kilku lat, wydawało im się, że znają współmałżonka na wylot, a tu… zerkając na zdania, które podkreślił mąż, żona rozpoczęli poznawanie się od nowa, w zupełnie nieodkrytym dotąd wymiarze. Na marginesie muszę dodać, że gdy jakaś rodzina podejmie taką próbę, to trzeba bardzo uważać na pokusę moralizatorstwa: podkreślę takie zdanie, aby ta druga strona coś zrozumiała, może wreszcie przemyśli swoje postępowanie i coś zmieni. Takie podejście byłoby co najmniej żałosne, jeśli nie żenujące, albo po prostu nieuczciwe.

“Przerabialiśmy” tę metodę także w rodzinach – nie tylko pomiędzy małżonkami, ale wspólnie z dziećmi – nowe doświadczenia. Próbowali przyjaciele, trochę mniej wrażeń, bo jednak nie mieszkają ze sobą i staje się to trochę sztuczne.Nie wiem, nie wyobrażam sobie, aby coś nowego mogło jeszcze wzbogacić dotychczasowe odkrycia, ale po Duchu Świętym wszystkiego można się spodziewać.

Ale jednak trzeba uważać, bo…

To nie wystarczy

Jest chyba oczywiste, że – mimo ciekawych efektów – taki sposób czytania Pisma Świętego nie zapewni poznania Słowa Bożego w stopniu co najmniej wystarczającym, aby Nim żyć.

Ktoś wyliczył, że czytając jeden rozdział dziennie przeczytalibyśmy Pismo Święte w ciągu około trzech lat (można to sprawdzić, ja jakoś nie mam na to czasu, a może motywacji…).

Trudno jednak czytać w kolejności zamieszczenia ksiąg. Można posłużyć się jakimś przewodnikiem, poradnikiem, sporo jest dostępnych, można poprosić o radę kogoś doświadczonego.

Na pewno jednak nie obejdzie się bez wzbogacania wiedzy “okołobiblijnej”. Odkrycia naukowców różnych wyznań pozwalają zrozumieć wiele zdań. Uwagi językoznawców, choćby pobieżnie przejrzane, ukazują sposób myślenia pisarzy biblijnych i metodę odkrywania treści pochodzącej od Boga. Ciekawy też jest zwykły, popularny słownik czy atlas biblijny, chętnie kiedyś siedziałem ponad godzinę nad zdjęciami i opisami roślin występujących w Piśmie Świętym.

Miłośnicy Liturgii mówią, że wystarczy czytać codziennie wybrane przez mądrych ludzi czytania mszalne, ale niezależnie jak sobie to zaplanujemy: Żywe jest Słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. (Hbr 4,12)

Ks. Zbigniew Kapłański

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »