Press "Enter" to skip to content

Słowo „wybór”- nowe bóstwo nastolatków

W trwającej od kilku dni wulgarnej histerii aborcyjnej udział bierze sporo osób nastoletnich. Z nienawiścią potrafią krzyczeć „wypier….”, czy „jeb…. PiS”. Swoją agresję kierują w stronę Kościoła i kapłanów.  To biedne dzieciaki, skoro startują w życie z taką absurdalną nienawiścią. Widać na ich twarzach znajome rysy spadkobierców rewolucji bolszewickiej – podobny poziom szaleństwa mimo wiadomych różnic. Najsmutniejsze jest jednak to, że na topie są argumenty na poziomie dziewiętnastowiecznej wiedzy. Absurd goni absurd. Taka żałosna ignorancja i szafowanie różnymi medycznymi hasłami o których nie mają pojęcia. Takie żałosne, że aż tragiczne. Piękne słowo „Wybór” z dnia na dzień stało się nowym bóstwem i fetyszem barbarzyńskich nastolatków.

Wśród kilkudziesięciu e-maili jakie nadeszły w ostatnim czasie do portalu, pojawiły się i takie, w których autorzy (wielu anonimowych) chwalą się podjętymi przez siebie decyzjami o porzuceniu wspólnoty Kościoła Katolickiego, który jest dla nich – jak piszą – „organizacją ciemnogrodu i obłudy.” Zjawisko apostazji istnieje, nikt tego nie ukrywa a od czasu do czasu słyszymy jak któryś z celebrytów ogłasza światu, że porzuca wiarę katolicką. Ja za takimi osobami opuszczającymi Kościół płakać nie będę, bo wierzę, że w ten naturalny sposób Kościół oczyszcza się z hipokryzji zjadającej ludzkie sumienie. Dobrze to pokazał ksiądz Daniel Wachowiak w swoim wpisie na Twiterze:

Patrząc na uderzający w różny sposób w Kościół kryzys związany z pandemią i anarchią uliczną przypominają mi się słowa Benedykta XVI: Z dzisiejszego kryzysu i tym razem powstanie Kościół, który wiele utracił. Stanie się mały, w wielu wypadkach będzie musiał zaczynać wszystko od początku. (…) Wraz z liczbą swoich członków utraci wiele swoich przywilejów w społeczeństwie. Stanie się w znacznie większym stopniu wspólnotą, do której należy się z wolnego wyboru. (…)Kościół na nowo odnajdzie swoją istotę w tym, co zawsze było jego centrum – w wierze w Trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego, w wierze w obecność i pomoc Ducha Świętego, która będzie trwała aż do końca czasów. Swoje właściwe centrum Kościół odnajdzie w wierze i w modlitwie, a sakramenty będzie przeżywać na nowo jako służbę Bożą, a nie jako problem kształtowania liturgii.  

Benedykt XVI zauważył, że – paradoksalnie – w tej słabości odrodzi się siła Kościoła. Ludzie rozpoznają w końcu wewnętrzną siłę, która będzie emanować z tej garstki, która pozostanie. Ta siła będzie tym bardziej intrygująca dla innych, nie będących w Kościele, że pozostali, którzy zagubią Boga w końcu doświadczą głębokiej samotności i własnej marności, a wówczas małą wspólnotę ludzi wierzących odkryją jako coś nowego, jako swoją nadzieję, jako odpowiedź, której w ukryciu poszukiwali.

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »