Press "Enter" to skip to content

Życiowa kariera (Łk 14,1.7-11)

Zaproszeni goście witali się ze sobą wzajemnie w niedużym atrium, jak zwykle, jedni czynili to wylewnie, inni bardziej dyskretnie. Oczy wszystkich biegały po obecnych, szukając znajomych twarzy. Wszystkim zależało na tym, aby spotkać Jezusa, który został zaproszony na ten posiłek u bogatego faryzeusza, Symeona. Kiedy pojawił się wreszcie w progu domu, Symeon powitał go bardzo wylewnie, ale zbyt teatralnie, aby dać mu poczucie, że rzeczywiście jest swoim wśród swojaków.

Za chwilę mieli przejść do sali jadalnej i niektórzy już – niby to niechcący – przygotowywali się do zajęcia pozycji dającej im szansę na dobre miejsce przy stole. Starzy wyjadacze życia towarzyskiego wiedzieli, że do tego trzeba mieć trochę sprytu i trochę bezczelności, jak to zwykle bywa w życiu. Wystarczy się trochę spóźnić, by znaleźć się na końcu stołu i uczestniczyć tylko w strzępach rozmów i delektować się gorszymi potrawami.

Co bardziej spostrzegawczy pilnie obserwowali jak zachowa się teraz Jezus, to znaczy, które zajmie miejsce przy stole, bo Symeon, pewnie specjalnie, żadnego miejsca mu nie wyznaczył. Okazało się, że Jezus wcale nie był zakłopotany tą sytuacją. Zatrzymał się po prostu tam gdzie był, nie robiąc z tego  żadnego problemu. Nie czekał na oficjalne rozpoczęcie konwersacji ze strony pana domu, ale spontanicznie, zamienił kilka uwag z sąsiadami, wywołując u nich miłe uśmiechy. Odmówił potem w skupieniu króciutką modlitwę, nie narzucając się nią nikomu i nie chcąc, aby Symeon uznał to za robienie mu publicznego przytyku.

Potem, gdy już wszyscy zabrali się do jedzenia, Jezus niespodziewanie podniósł glos i ze swego miejsca, dobitnie, tak, aby wszyscy go słyszeli, opowiedział im przypowieść o gościach zaproszonych na ucztę. Aluzja była wyraźna. Powstała mała konsternacja. Pan domu nie bardzo wiedział jak ma zareagować, bo do niego należało przecież animowanie rozmowy, ale sam sobie był winny, bo przecież celowo z tego zrezygnował, aby zobaczyć jak w tej sytuacji zachowa się jego gość specjalny, którego postanowił sobie podczas uczty w jego domu, dobrze przetestować.

Jezus, zakończył swoją krótką anegdotę tajemniczą pointą, o której wszyscy wiedzieli, że nie dotyczy tylko tej uczty w której teraz uczestniczyli, ale w ogóle, ma ona odniesienie do całego ludzkiego życia. Wcale w niej nie chodziło tylko o banalną prawdę, że rozpoczynając ucztowanie nie jest mądrą rzeczą przepychać się do najlepszego miejsca przy stole, bo może się to skończyć kompromitacją i z pierwszego miejsca można wylądować  na ostatnim.

Prawda o którą chodziło Jezusowi była dużo głębsza i świadczyło o tym, chociażby to, że na uczcie nie zajął przecież ostatniego miejsca, ani też nikt Go nie poprosił o to, aby się „posiadł się wyżej”. Byłoby zatem błędem liczyć na to, że pokorne zajęcie ostatniego miejsca, zostanie nagrodzone przez pana domu tryumfalnym przeniesieniem go,  na oczach wszystkich ucztujących, na miejsce pierwsze. Jezusowi nie chodziło o danie słuchaczom przepisu na skuteczny sposób robienia kariery na tym świecie.

Nic głupszego aniżeli taki morał wyciągnąć z przypowieści Jezusa. Chodzi Mu bowiem o coś zupełnie innego. Chce powiedzieć  Symeonowi i zaproszonym gościom, że pogoń za sukcesem jest wielką życiową blagą i łapią się na tę  diabelską obietnicę uczynienia sobie raju na ziemi wszyscy ambitni rodzice, nieustannie wszczepiający swoim dzieciom ambicję bycia pierwszym, aby doczekać się w ten sposób wielkiej kariery.

Taka logika postępowania, zgodne jest z tajnym planem szatana, aby grając na ludzkiej ambicji bycia pierwszym i bycia najlepszym, wzięli udział w permanentnie trwającej lucyferycznej uczcie. Tam w swoim pełnym przepychów pałacu, oferuje on im miejsca, zależnie od tego na kim mu ile zależy i jakie dla kogo trzyma w zanadrzu propozycje. Wybranym, serwuje najlepsze przysmaki, dzieli się z nimi swymi tajnymi posunięciami, nęci wielkimi interesami, kusi specjalnymi zadaniami do wykonania i związanymi z tym specjalnymi przywilejami.

Ale to przecież nie ma sensu ! – dał im do zrozumienia Jezus, kończąc swoją przypowieść. Pointa była wyraźna, ale nie wszyscy ją pojęli, albo może nie chcieli jej zrozumieć, zajęci konsumpcją. Chodziło o przyjście Mesjasza i o Sąd nad światem. Ten sąd już zaczął się odbywać, bo Mesjasz już jest na tym świecie obecny i porządkuje ten świat według swojej Boskiej zasady. Ci którzy dobrze się uplasowali,  dzięki ich koneksji z diabłem, przy stole konsumpcji, zostaną pozbawieni swych przywilejów i pierwszymi okażą się ci, którzy na co dzień  żyją Ewangelią.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »