Press "Enter" to skip to content

Nykiel: Pogorszyła się jakość demokracji w Polsce? Coś w tym jest. Za rządów PO opozycja nie manifestowała tak prymitywnie i nie krzyczała na ulicach „wyp…ć”

Trudno wyobrazić sobie większą swobodę manifestacji od tej, którą mamy dziś w Polsce. Bo choć prywatnie nie wolno spotkać się w grupach większych niż 5 osób, choć kina, teatry, filharmonie, szkoły, siłownie i galerie handlowe są zamknięte, a zakaz zgromadzeń obowiązuje od tygodni, manifestacje pod szyldem „Strajku Kobiet” nadal nie dają o sobie zapomnieć. Co więc nie tak z „jakością polskiej demokracji”, że TVN alarmuje o niepokojącym sondażu?

Ponad połowa Polaków uważa, że w ciągu ostatnich pięciu lat jakość demokracji w Polsce pogorszyła się – tak wynika z najnowszego sondażu Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24. To większy odsetek niż w podobnym sondażu przeprowadzonym we wrześniu 2019 roku. W sondażu Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24 ankietowani mieli dokończyć następujące zdanie: „W ciągu 5 lat rządów PiS jakość demokracji w Polsce…”. 52 procent badanych wybrało odpowiedź „pogorszyła się”. Odpowiedź „poprawiła się” wskazało 21 procent, a „nie zmieniła się” – 19 procent. Odpowiedź „nie wiem\trudno powiedzieć” wybrało 8 procent badanychalarmuje TVN24.

Czyżby udział obywateli w sprawowaniu władzy został w jakiś sposób ograniczony, że 52 proc. badanych ma wrażenie pogorszenia się jakości polskiej demokracji? Wybory nadal są wolne, choć większością okazują się być konserwatyści. Wolność manifestacji nie jest ograniczona niemal żadnymi restrykcjami, nawet gdy łamane są zalecenia sanitarne. Może więc zmianie uległa jakość tych manifestacji?

Za rządów PO-PSL, gdy wszystkie media mówiły jednym głosem, gdy merytoryczne dyskusje toczyły się niemal wyłącznie w niszowych kanałach, gdy nie działały instytucje, gdy o prawdę trzeba było żebrać na ulicach, gdy nie słuchano głosu obywateli i ignorowano obywatelskie projekty, petycje i żądania, gdy o Smoleńsku mainstream milczał lub powtarzał narrację Moskwy, gdy nie było szansy na sprawiedliwość, nawet protesty traktowane były jako wrogi akt wymierzony przeciwko władzy. W taki sam sposób traktowano manifestacje patriotyczne. Wtedy jakość demokracji była wysoka? A może po prostu liberalno-lewicowe media nie mówiły nic o praworządności? Nikt jej wtedy nie kwestionował, bo rząd PO-PSL posłusznie spełniał oczekiwania Brukseli i nikt nikogo nie musiał dyscyplinować. Jednocześnie ówczesna opozycja ani jej zwolennicy nigdy nie przekroczyli zasad dialogu społecznego, norm dopuszczalnych w debacie publicznej.

A może jakość demokracji jest słaba, ponieważ poziom osób korzystających z demokratycznych praw jest ekstremalnie prymitywny? Główne hasło bojówek Marty Lempart „Wyp…ć” i „Je..ć PiS” ma dosyć kruchy potencjał intelektualny. Skoro szczytowym aktem buntu protestujących jest przyklejenie się kropelką do bramy ministerstwa edukacji, coś z chyba z tym aktywem nie tak. Narastająca agresja, zdziczałe ataki na kościoły, prymitywne hasła, wulgarne napaści na policjantów i polityków Zjednoczonej Prawicy, wyzwiska liderek Strajku Kobiet pod adresem konserwatywnych dziennikarzy – wszystko to sprawia, że trudno uznać te demokratyczne akty za godne miana odpowiedzialnej postawy obywatelskiej.

Rzecz jednak w tym, że raz przesunięte granice, nigdy już nie wrócą na swoje miejsce. Trzeba się więc już teraz przygotować na kolejne fale agresji, obliczone na próbę głębokiej destabilizacji państwa. Wywołanie paniki społecznej, doprowadzenie do burd ulicznych, przekonanie opinii publicznej, że rząd nie panuje nad sytuacją, a Polska pogrążona jest nie tylko w chaosie, ale i w niedemokratycznej dyktaturze, ma przygotować grunt do uruchomienia interwencji zewnętrznej. Pierwsze próby wdrażania tych zamierzeń są już dziś bardzo wyraźnie widoczne.

Marzena Nykiel
/wpolityce.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »