Press "Enter" to skip to content

Kapłani, którzy zapominają o swojej tożsamości stają się jedynie pracownikami socjalnymi, aktywistami społecznymi lub co najwyżej organizatorami różnorakich wspólnot

Po moim felietonie „Dosyć traktowania Kościoła jak knajpy” nadeszło wiele e-maili, w których podzieliliście się Państwo swoimi refleksjami i opiniami. Za wszystkie bardzo pięknie dziękuję. Wielu Czytelników było zdumionych tym, że pochodzący z Kołobrzegu kapłan został pochowany na cmentarzu „jako osoba świecka”. Ale nie chciałbym już do tego wracać. We wszelkich dyskusjach o kryzysach w Kościele naprawdę dostrzeżmy problem tzw. tożsamości kapłańskiej. Jeden z księży powiedział mi kiedyś, że on każdego dnia ( po porannych i wieczornych modlitwach) pyta siebie i Boga „kim jest”. Niewątpliwie to pytanie wypływa z troski o kondycję duchową i o dar nieustającego odkrywania prawdziwej tożsamości kapłańskiej, która może czasami gdzieś po drodze zostać zagubiona. I nie chodzi mi tylko o porzucenie przez wielu księży sutann na rzecz cywilnych ubrań – o czym już pisałem. Troska o tożsamość jest równoznaczna z troską o liturgię, która jest jednocześnie troską o wiarę. Jakże często zapomina się o pięknej zasadzie jaką sformułował św. Prosper z Akwitanii w V wieku, a która brzmi „lex orandi lex credendi”, a więc „prawo modlitwy prawem wiary”. Papież Benedykt XVI podkreślał – tak księżom jak i wiernym – że to, jak się modlimy ma bezpośredni wpływ na to, jak wierzymy. Odnoszę wrażenie, że niektóre postawy kapłańskie podczas liturgii Mszy św. pozwalają „zagubić” – w jakiejś mierze – najgłębszą prawdę o tym, kim jest katolicki kapłan, prawdy o tym, że jest ofiarnikiem, a więc tym, który składa Ofiarę. Kapłan jest także samą Ofiarą, bo jest „alter Christus”, drugim Chrystusem, który działa „in persona Christi”, w osobie Chrystusa. W momencie, kiedy kapłani zapominają o tej najgłębszej tożsamości stają się jedynie pracownikami socjalnymi, aktywistami społecznymi lub co najwyżej organizatorami różnorakich wspólnot. A przecież…ich powołaniem jest natomiast naprawdę coś nieskończenie wspanialszego.

No dobrze, a czy my, świeccy, nie mamy problemów z własną tożsamością katolicką? Przecież wystarczy rozejrzeć się wokół siebie i zobaczyć, jak wielu ludzi dziś, wyrósłszy w tradycji katolickiej, przyjmuje poglądy i postawy z tą tradycją sprzeczne. Wiara jest odrzucana, jeśli nie w sposób formalny, to pośrednio, przez dokonywane wybory i sposób życia, „jakby Bóg nie istniał”. Zwracał na to uwagę w swoich kazaniach w bazylice, ks. prałat Tadeusz Wilk. Myślę, że wielu z nas zagubiło gdzieś swój fundament, swoją najgłębszą tożsamość i nie umie odpowiedzieć ani sobie, ani innym na pytanie: „kim jestem?”. Nie wie, kim jest, tak samo jak nie wie i nie rozumie, kim ma być. Tym bardziej nie potrafi powiedzieć, dlaczego miałby podjąć jakieś działania, by stać się tym, kim być powinien.

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »