Press "Enter" to skip to content

Wandea: ludobójstwo czy zbrodnia?

Czy jest się o co kłócić? Fakty mówią same za siebie. Są wystarczająco potworne, aby nie przydawać im dodatkowych określeń. A jednak trzeba. Nie jest to obojętne ani dla Francji, ani dla Polski, ani dla Kościoła. Chodzi o fundament naszej pamięci. A Wandea jest jednym z fundamentów pamięci współczesnego chrześcijanina.

Rewolucja francuska to dzieło wolnomyślicielskiego mieszczaństwa. Z początku również i wiejski lud przyjął ją z radością, ochoczo uczestnicząc w likwidacji klasztornych majątków i feudalnych „przeżytków”. Rychło jednak przekonał się, że nowe ciężary przewyższają stare, a codzienna pobożność i szczera wierność Bogu i Kościołowi nagle okazują się zdradą stanu.

Księża otrzymali urzędowy nakaz zerwania z Rzymem i przysięgi na wierność świeckiej władzy. Niezaprzysiężonych więziono i skazywano, buntujące się parafie pacyfikowano, padały ofiary śmiertelne. Równolegle król został ścięty, a królestwo stało się republiką. Kiedy wreszcie rząd postanowił powołać trzysta tysięcy wiejskiego rekruta na rzecz międzynarodowego propagowania i obrony wspaniałych zdobyczy rewolucji – na zachodzie Francji, w Wandei i Bretanii, wybuchło ludowe powstanie pod hasłem: Niech żyje religia! Niech żyje król!

Wioski miały po prostu dość utopijnej dyktatury. Ale ideolodzy rewolucji nie mogli wyjść z podziwienia. Wedle nich ów ledwo co „oswobodzony” lud domagał się ponownego zniewolenia przez „tyranów”! Uznali więc, że to niemożliwe. Zapewne owi chłopi, oszukani i sfanatyzowani przez swoich księży, podążali ślepo śladem interesownych dowódców, broniących własnych tytułów i przywilejów, które odebrało im potężne ramię rewolucji. Tę fałszywą opinię francuska lewica powtarza po dziś dzień (sam słyszałem). A tymczasem dowiedziono już dawno, że zapalnikiem powstania było drastyczne ograniczenie wolności, w tym przypadku wolności religijnej.

Bezlitosna eksterminacja

Okazało się rychło, że „fanatyków” nie da się nijak przekonać do ideałów rewolucji. Kiedy więc republika położyła już żelazną rękę na wykrwawionej Wandei, tylko oficjalne proklamacje głosiły, że czas już, by Francuzi stali się jedną i tą samą rodziną (…) i wszystkie osoby, znane jako buntownicy (…), które złożą broń w ciągu miesiąca (…), nie będą niepokojone ani poszukiwane. Rzeczywiste zamiary zdradza korespondencja rewolucyjnych urzędników: Powracający bandyci nigdy nie przyznają się do swego błędu, są fanatykami i okrutnikami. Ta zbrodnia może ustać tylko wraz z ich życiem. Najpierw zatem władze gminne organizują obławy tak wielkie, że nie wszczyna się nawet żadnych procesów. Potem następują masowe egzekucje (Reynald Secher).

Gdzieniegdzie zachowano pozory sprawiedliwości. I tak, z protokołu procesu w Angers dowiadujemy się, że (…) Felicyta Pricet została rozstrzelana, ponieważ wykazywała „niezrównoważoną pobożność”. Siostry [zakonne świętego Wincentego a Paulo] Marie-Anne Vaillot i Odylię Baumgarten stracono, ponieważ odmówiły przysięgi [na Konstytucję Świecką Duchowieństwa], mimo że opiekowały się chorymi w szpitalach i nosiły trójkolorową kokardę na odzieniu. Wszystkie te kobiety wykazywały podobną postawę, okazując niezachwiane męstwo w obliczu śmierci. Na pytanie, „czy oświadczyły publicznie, że wolą umrzeć, niżeli zostać patriotkami” [to znaczy zwolenniczkami Rewolucji], Renée-Marie Feillatreau stwierdza, że „nic takiego nie powiedziała, natomiast mówiła, i powtarza to raz jeszcze, że woli umrzeć, aniżeli porzucić swoją wiarę” (Jean-Clément Martin, Męczennicy za wiarę. Historia i sacrum).

Ale pan Carrier, komisarz urzędujący w Nantes, nie wszczynał nawet śledztwa. Od razu zlecił tak zwane noyades de Nantes – „pławienia nantejskie”: wszystkich zatrzymanych mężczyzn, kobiety i dzieci ładowano na barki, zatapiane następnie pośrodku Loary. Zarazem dowódca Armii Zachodu, generał Turreau, zorganizował dwanaście oddziałów, tak zwanych później „kolumn piekielnych”, którym dał następującą instrukcję:

Użyte zostaną wszelkie środki w celu wykrycia rebeliantów; wszyscy oni pójdą pod bagnety; wioski, gospodarstwa, lasy, łąki, krzewy żarnowca i wszystko, co może spłonąć, oddane zostanie płomieniom. (…) wszyscy bandyci, którzy zostaną znalezieni z bronią w ręku lub będzie to im dowiedzione, mają pójść pod bagnety. W ten sam sposób traktujcie kobiety, dziewczęta i dzieci (…) Osoby tylko podejrzane również mają nie być oszczędzone.

Dowódca jednej z kolumn dodawał od siebie: Wiem, że mogą być jacyś patrioci [czyli republikanie] w tym kraju, wszystko jedno, musimy poświęcić wszystkich. „Nadprodukcja” człowieczej padliny doprowadziła wkrótce do specyficznych projektów racjonalizatorskich. W dwóch miasteczkach produkowano spodnie z ludzkiej skóry, a kędy indziej tłuszcz z ludzkich trupów.

Rozmywana odpowiedzialność

Turreau domagał się jednak od Konwentu i komisarzy ludowych oficjalnego zatwierdzenia swojego procederu:

Winniście też uprzednio zdecydować o losie kobiet i dzieci, które napotkam w tej zbuntowanej prowincji. Jeśli trzeba je oddać pod szablę, nie mogę podjąć takiej decyzji bez rozporządzenia, które mnie do tego upoważni.

Jednak Komitet Ocalenia Publicznego i komisarze nabrali wody w usta. Dopiero po miesiącu trwającej już pacyfikacji nadszedł z Paryża list: Skarżysz się, obywatelu generale, że nie uzyskałeś od Komitetu formalnej aprobaty dla podjętych środków. Komitet uważa je za dobre i czyste, ale oddalony od teatru działań oczekuje rezultatów, aby wypowiedzieć się: niszcz tych bandytów aż do ostatniego, taki jest Twój  obowiązek.

Zarazem świadomie fałszowano doniesienia przeznaczone do wiadomości Konwentu i opinii publicznej, bo bandyci nie mają czasu pisać i redagować gazet, i tak wszystko pójdzie w niepamięć, podobnie jak wiele innych rzeczy. Niewielka Wandea straciła wówczas (i wskutek wojny, i powojennych pacyfikacji) około dwustu tysięcy mieszkańców.

Ludobójstwo francusko-francuskie?

Kiedy w lipcu 1794 roku nastąpił zamach termidoriański i sam Robespierre został zgilotynowany, autorów wandejskich masakr postawiono przed sądem. Carrier zapłacił głową, Turreau wykpił się tłumaczeniem, że wykonywał rozkazy. Odtąd francuska prawica twierdzi, że za zbrodnie odpowiedzialna jest rewolucja jako taka, a co za tym idzie, sama republika, stworzony zaś przez nią system, z perspektywy doświadczeń XX wieku, można określić jako totalitarny. Lewica twierdzi na odwrót: że rewolucja przyniosła ludzkości zaranie epoki szczęścia i wolności, a sprawa Wandei to tylko wypadek przy pracy.

W ciągu ostatnich dekad prawicowi deputowani z Wandei wnosili do Zgromadzenia Narodowego o uznanie działań republiki w latach 1793–1794 za ludobójstwo francusko-francuskie. Taka uchwała nie została podjęta, bo podcięłaby ideowe korzenie republiki. Okazałoby się, że to nie Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela (nigdy niewprowadzona w życie!), ale praholocaustowe ludobójstwo stało u początku nowoczesnej, republikańskiej Francji.

Tezy takie, stawiane przez Reynalda Sechera i innych „prawicowych historyków”, odrzucają ich koledzy po fachu, między innymi Jean-Clément Martin, klasyk studiów nad Wandeą. Wedle niego w Wandei nie doszło do ludobójstwa, lecz do zbrodni wojennej, podobnej wielu innym, jakie miały miejsce podczas wojen rewolucyjnych i napoleońskich. Martin uważa, że „prawicowi historycy” mylnie interpretują publiczne przemówienia rewolucjonistów, wzywające do eksterminacji Wandei (nie miały one bowiem mocy ustawy). Że generał Turreau, dowodzący zdemoralizowaną armią, nie chciał wymordować wszystkich Wandejczyków jako takich (wtedy byłoby to ludobójstwo oczywiste), lecz pozbawić zaplecza powstańczą armię. Że wielu tysiącom uciekinierów z tej prowincji rząd przez wiele lat wypłacał spore zasiłki. Że próby utylizacji ludzkiej skóry i tłuszczu nie przybrały nigdy masowego charakteru, a Konwent nie podjął żadnej decyzji, bo czyż milczenie oznacza zgodę? Że niektórzy komisarze ludowi i inni aktorzy rewolucji wykazali się wyjątkowym sadyzmem, ale przecież inni oszczędzali oskarżonych.

Wandea i Katyń

Cóż na to powiedzieć? Kto pamięta komunistyczną rzeczywistość, rozpozna w pacyfikacji Wandei charakterystyczne działania i mądrości etapu sowieckiego systemu, tylko skomasowane jak w pigułce. Milczenie Konwentu, który o wszystkim wiedział, oznaczało oczywiście zgodę (Hitler też przezornie nie podpisał rozkazu eksterminacji Żydów). Mentalność komisarzy ludowych, podwójny język sprzecznych ze sobą oświadczeń i rozkazów, wzajemne pożeranie się dzieci rewolucji, zdumienie sędziów, którzy nagle odkrywają rzekomo nieznane sobie zbrodnie… Wszystko to dobrze znamy. Włącznie z typową, bolszewicką retoryką.

Czy zatem w Wandei dokonano ludobójstwa czy „tylko” zbrodni? No to porównajmy: czy zbrodnia katyńska była ludobójstwem, czy też nie? Dla suchych faktów jest dość obojętne, jak je nazwiemy. I tak mówią same za siebie. Jeśli jednak nie doprowadzimy do tego, aby zbrodnię katyńską uznano za ludobójstwo, nie osiągniemy międzynarodowego potępienia sowieckich działań, które przecież ludobójcze były. Jak zaś widzieliśmy powyżej, to, co działo się w Wandei, przewyższa wielokroć zbrodnię katyńską, wykazując też wszelkie cechy działań totalitarnych, wykonywanych w imię utopijnego systemu. Czy to mało? Dla Francuzów mało. Ale francuska historiografia dawno straciła szansę na polityczną bezstronność. A my, jako chrześcijanie, nie mamy wyboru. Kardynał Sarah rzekł: Każdy chrześcijanin jest duchowo Wandejczykiem!

Jacek Kowalski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »