Press "Enter" to skip to content

Z Bożą pomocą – i takie cuda mogą się zadziać

Nie podsumowuję starego roku. Myślę o tym kolejnym. Że jest mi dany, że ten czas, który mam, o który nie muszę walczyć jeszcze wyszarpując go chorobom, biedzie, wojnie, prześladowaniom – jest darem nie tylko dla mnie. Ja nim tylko zarządzam. To czas dla innych. Więc tym bardziej jestem za jego niezmarnowanie odpowiedzialna.

Czuję wartość tego czasu ograniczonego przecież w końcu nam wszystkim. Wiem, że powinnam go traktować roztropnie, z szacunkiem i nie pozwalać, żeby przeciekał przez leniwie czy bezradnie rozłożone ręce.

Nie. Nie myślę o tym, że mam zbawić świat. Szczerze mówiąc nie myślę teraz nawet o tym, że walczę o zapunktowanie w bramce do tego co jest Tam. Chciałabym, wszystkimi siłami, które wyproszę z Góry, całym moim zdrowiem, determinacją napędzaną moją relacją z Bogiem – uporządkować na ile się da świat moich dzieci.

Czas mi dany nie jest moim czasem. Jest własnością moich dzieci. Tu jest moje pole do siania, plewienia i mnożenia owoców w spiżarni, której napełnianie kiedyś się dla mnie skończy.

Na mojej drodze kamienie ludzkiej niechęci, obojętności, zła i dyskryminacji. Kamienie braku motywacji do owocnej pracy w otaczających nas terapeutach, instytucjach i politykach. Chciałabym, aby świat – tak jak ja umiał zobaczyć to, że życie drugiego człowieka jest świętością, której -pomimo tego, że mają taką możliwość – nie mają prawa kamienować.

Chciałabym umieć pokazać jak bardzo można kochać życie, jak bardzo można radować się nim kompletnie niezależnie od ilości chromosomowych par czy świadomości tego, co się teraz nosi.

Moje dzieci, te autystyczne pokazały mi, że można się cieszyć życiem, tak po prostu, nie z powodu czegoś tam. Zazdroszczę im tej wrodzonej ochrony, która sprawia, że odbija się od nich to, co niszczy tych “zdrowych” i relacje między nimi. Że mają coś skuteczniejszego niż najskuteczniejsze motywacyjne terapie. Mają to organiczne dobro, z którego mógłby zaczerpnąć każdy, to na chwilę odłożyłby przekonanie, że fizyczna niedoskonałość jest wyrokiem trudu i gorszego życia. Chciałabym, żeby było w nas więcej człowieka. Wrażliwego, niewyrachowanego, gotowego do dzielenia się sobą z innymi. Albo chociaż do nieniszczenia tego drugiego.

Takie mam plany. Jak to przekłuję na życie? Coś ogarnę. Z Bożą pomocą – i takie cuda mogą się zadziać. Choć w jednym człowieku. Choć w jednym…

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »