Press "Enter" to skip to content

Powołani – słowo ks. Marka Żejmo na niedzielę 17 stycznia 20201

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o powołaniu. Powołanie – wołanie. Co to właściwie jest? Kto i kogo powołuje?

Na pierwszym miejscu wydaje nam się, że Pan Bóg powołuje tylko do stanu zakonnego lub kapłańskiego. Że powołanie ma tylko charakter religijny. Jest w tym dużo racji. Powołanie do zakonu lub kapłaństwa bardzo przypomina to znad jeziora Galilejskiego. Przede wszystkim w tym, że powołani muszą pozostawić wszystko (lub prawie wszystko) i pójść za Jezusem tam, gdzie ich pośle.

Ale siostry zakonne i kapłani to nie jedyne osoby, które powołuje Jezus. Wszyscy ludzie, którzy przyjęli ten sam chrzest, to ludzie powołani. Ci, którzy usłyszeli wezwanie: Pójdź za mną! Chrześcijaństwo to pójście za Jezusem. To nie jest przynależność do jakiejś organizacji, chociaż niektórzy z tych co nie usłyszeli wezwania i nie poszli za Jezusem tak chcieliby chrześcijan traktować. Jak członków organizacji zwanej Kościołem. To nie jest prawda. Jeżeli należymy do czegoś lub kogoś, to tylko do Jezusa.

A co to znaczy pójść za…?  To znaczy przyjąć naukę Jezusa do własnego serca, starać się żyć nią na codzień i przekazywać innym. Świadczyć o tym, że Jezus wskazuje mi moją drogę życiową. Świadczyć o moim Jezusie. Każdy z chrześcijan może realizować swoje powołanie na różne sposoby, w zależności od daru jaki otrzymał od Boga i własnej pracy. W zależności od miejsca, w którym Bóg go postawił i zadań jakie realizuje w życiu. I jakkolwiek nasze życia bywają od siebie różne, to w każdym z nich brzmi to samo powołanie: Pójdź za mną! Przez życie każdego z nas przechodzi Jezus, i to tylko nasza wina, że nieraz nie dostrzegamy Go, lub nie słyszymy Jego słów. Nie do końca wtedy rozumiemy, czym jest nasze powołanie życiowe. Do czego nas wzywa. A jest wiele pięknych sposobów realizowania powołania w konkretnym życiu. W przekazywaniu i chronieniu życia, w wychowywaniu, uczeniu i leczeniu, w solidarności i miłości, w poświęceniu i ofiarach. W tysiącach spraw. Tylko żeby usłyszeć to: Pójdź za mną!

Szczególnie cenimy sobie ludzi, którzy działają z powołania. Mamy do nich duże zaufanie. Dostrzegamy w nich tą szczególną szlachetność, którą daje im właśnie powołanie, a nie jakaś sprytna strategia. Wiemy, że nie ma w nich ani krzty PiR-owskich kamuflaży i zwyczajnie obskurnego oszustwa. Widzimy natomiast, że działają z najszlachetniejszych pobudek, i chociaż nie zawsze pojawia się imię Boga, to jednak namacalnie wyczuwa się Jego obecność. W ich powołaniu.

Nieraz narzekamy na życie, na los, który nas spotyka. Poszukujemy wtedy winowajcy, który nam złośliwie je psuje. A może (przysłowiowo) rozminęliśmy się z powołaniem? Może byliśmy nad jeziorem Galilejskim, gdy przechodził Jezus, ale takeśmy byli zajęci, tak nas coś zaabsorbowało, że nie zauważyliśmy. Nie usłyszeliśmy. I nadal nie widzimy i nie słyszymy. Ciągle mijamy Jezusa. Zatroskani o wiele spraw i jakby… usprawiedliwieni. Tak na pograniczu. I ciągle bardziej szukający wymówek i usprawiedliwień, niż Jego samego.

Ks. dr Marek Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »