Press "Enter" to skip to content

Piwowarczyk:Walka z Kościołem i cywilizacją łacińską. Odcinek 36: Święta Inkwizycja. Fakty i kłamstwa historyczne; część II

Trybunał inkwizycyjny, na tyle ówczesnych świeckich procedur sadowych, wyróżniał się łagodnością. Nieprawdziwym mitem jest skala drastyczności tortur stosowanych przez inkwizycję. Pamiętajmy, że zawsze przed wszczęciem postępowania sądowego próbowano wzywać do nawrócenia i pokuty, organizowano w tym celu specjalne ceremonie. Najbardziej znana z nich nazywana była aktem wiary. Publiczne ogłoszenie wyroku Inkwizycji poprzedzone było publiczną manifestacją wiary, dokonaną przez tych, którzy uznali swoją winę i zostali o takową poproszeni; tylko bardziej oporni przekazywani byli ramieniu świeckiemu, co nadal nie było równoznaczne z wyrokiem śmierci.

Najbardziej zakłamaną kartą mitu Inkwizycji jest jednak podawana liczba ofiar. Steve Weidenkopf w „Chwała Krucjat”, na stronie 19 pisze, że Inkwizycja spaliła pięćdziesiąt milionów ludzi; liczba absurdalna, trzydziestokrotnie większa od populacji ówczesnej Polski i dziewięciokrotnie większa, niż ludność ówczesnej Anglii.

Czasami odnosi się wrażenie, że wyroki sądu inkwizycyjnego nie mogły być inne, niż kara śmierci. Tymczasem, ustalenia dokonane przez historyków w oparciu o ówczesne akta procesowe prezentują obraz diametralnie inny. W odniesieniu do uznawanej za najbardziej surową inkwizycji hiszpańskiej przyjmuje się, że odsetek wydanych wyroków śmieci oscylował wokół półtora procenta wszystkich orzeczeń Trybunału; w latach 1759-1808 ramieniu świeckiemu przekazano zaledwie cztery osoby. Materiały przedstawione w Watykanie w 2004 roku mówią o tym, że inkwizycja hiszpańska w całym okresie swojego istnienia wydała około 125 tysięcy wyroków, z czego wyroki śmierci stanowiły około 1,5%.

Trzeba dodać, że nie na wszystkich osobach skazanych na śmierć wyrok wykonano. Źródła mówią, że część wyroków wykonano zaocznie, to znaczy palono kukłę wyobrażającą skazanego. Większość wyroków stanowiły nakazy noszenia odpowiedniego stroju pokutnego, przypisane praktyki modlitewne, więzienie („wieczne więzienie” – termin, którym określano dom skazanego, którego nie powinien on opuszczać przez określony czas), galery i tak dalej. Bernard Gui, inkwizytor na temat którego powstała czarna legenda („Imię Róży” Umberto Eco), miał w ciągu roku przeprowadzić nawet 578 procesów, w trakcie których jednak zaledwie pięć osób przekazano ramieniu świeckiemu (co, jak wspomniano, nie musiało oznaczać wyroku śmierci). Archiwa sądów inkwizycyjnych z Tuluzy mówią, że kara śmierci stanowiła około jednego procenta wszystkich wyroków. Jak słusznie zauważył R. Konik, dane te nadal nie uwzględniają jednak odwołań od wyroków śmierci do Stolicy Apostolskiej.

Na zakończenie dodajmy, że to w krajach, w których protestanci przejęli władzę zaczęły najbardziej intensywnie płonąć stosy. Powszechne pogromy i grabieże, oraz protestanckie „inkwizycje” wymierzone w katolików i Żydów dają przerażający obraz tych wyznań. Pisałem obszernie o tym w odcinkach 22-23 „Prawdziwe i tragiczne oblicze reformacji”.

To Marcin Luter twierdził, że jedno z najważniejszych zagrożeń dla chrześcijaństwa płynie ze strony czarownic. Twierdził „Jest całkowicie sprawiedliwe prawo, które nakazuje uśmiercanie czarownic. (…) Należy je zabijać, ponieważ są złodziejkami, cudzołożnicami, bandytami, morderczyniami.” Podobne poglądy prezentował Jan Kalwin. W protestanckich Niemczech na stosach spłonęło ponad sto tysięcy ludzi oskarżonych o czary, prawie drugie tyle zabito w innych krajach protestanckich Europy kontynentalnej. Do tego należy doliczyć kolejne siedemdziesiąt tysięcy ofiar w Anglii, by uzyskać pełen obraz skali tych prześladowań.

Wedle prawa magdeburskiego, każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki „mistrza” mógł wymierzyć dwadzieścia jeden rodzajów „kwalifikowanej” (to jest, połączonej z torturami) kary śmierci za przestępstwa nawet takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu, w samym tylko październiku 1582 roku skazano na stos sto trzydzieści cztery domniemane czarownice – dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba „auto-da- fe(wspomnianego już publicznego aktu wiary) w dziejach inkwizycji hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdziemy zapis, że w 1545 roku Jan Kalwin nakazał tam spalić, bez żadnego sądu, trzydzieści jeden osób.

Mało kto wie, że najwięcej czarownic spalono pod władzą świeckich władców protestanckich, zwłaszcza lorda-protektora Oliviera Cromwella i jego Republiki Angielskiej. W dalszym ciągu na nic zdają się odwołania do źródeł historycznych, mówiących, że bez instytucji Świętej Inkwizycji nie mielibyśmy ani współczesnego kształtu procesu sądowego, ani instytucji adwokata i świadka obrony, ani nawet przyzwoitego traktowania więźniów.

Antoni Piwowarczyk

Ps: W artykule wykorzystano opracowanie dr. Artura Góreckiego.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »