Press "Enter" to skip to content

Jeśli chcesz, możesz…- słowo ks. Marka Żejmo na niedzielę 14 lutego 2021

Żeby dobrze zrozumieć, co uczynił Jezus w trakcie tego niezwykłego spotkania, najpierw trzeba uświadomić sobie kim byli trędowaci i jak byli wówczas traktowani. Może trochę światła na ten problem rzuca film „Ben Hur”, który mamy okazję oglądać w czasie każdych świąt. Otóż trąd był w tamtych czasach najgroźniejszą nieuleczalną chorobą. Zarażało się nim niezwykle łatwo: przez dotknięcie chorego, dlatego też chorzy byli bezwzględnie izolowani od społeczeństwa w specjalnych gettach. Nie wolno było się im zbliżać do ludzkich domostw, dróg, miejsc publicznych. Gdy przypadkiem zbliżali się do chorego ludzie, ten musiał natychmiast specjalną kołatką sygnalizować swoją niebezpieczną obecność i szybko usuwać się z drogi. Kto tego nie przestrzegał mógł być bez sądu ukamienowany. Trędowaci to byli ludzie przeklęci i właściwie umarli za życia.

I właśnie taki człowiek odważył się złamać wszelkie zakazy i zbliżyć do Jezusa. Można sobie wyobrazić ogrom determinacji, rozpaczy, a także pragnienia zdrowia i normalnego życia oraz nadziei, która musiała nim kierować. Przecież wiedział, że grozi mu śmierć, w najlepszym razie wyzwiska i kamienie. Przyjście do Jezusa musiało go więc sporo kosztować.

I kto wie, czy największą ceną nie była niepewność, czy się uda. Nie ma bowiem nic gorszego i boleśniejszego, jak pryśnięcie ostatniej nadziei. Człowiek bowiem łatwo przyzwyczaja się do swojej niedoli gdy pogodzi się ze swoim cierpieniem Jakoś potrafi z nim żyć. Ale gdy zaświeci mu nadzieja, że jednak nie musi, że może zostać uwolniony, wtedy jego odrętwienie i obojętność natychmiast mija. Pojawia się bunt, wola walki, wyzwolenia i powrotu do normalnego życia.

I dlatego trędowaty podszedł, bo wierzył, że Jezus może mu pomóc. Ta wiara zrodziła się jednak z czegoś więcej niż tylko pragnienie zdrowia. Trędowaty nie tylko wierzył w swoje uzdrowienie: że jest ono możliwe; on wierzył także Jezusowi, że to właśnie On może sprawić jednym swoim słowem, myślą, aktem woli: „Jeśli chcesz, możesz…” To była wiara w Jezusa. To było zawierzenie Jezusowi. Do końca.

Właśnie tego oczekuje od nas Jezus: że wszystkie swoje pragnienia, nadzieje, plany na przyszłość i związane z nimi ryzyko, złożymy w Nim. Dopiero to jest wiara: że swoje życie jesteśmy gotowi całkowicie uzależnić od Boga, bo wierzymy, że On nas kocha i że z Nim będziemy bezpieczni.

Jezus dotknął trędowatego. W ten sposób nie tylko go uzdrowił, ale także przezwyciężył strach, wstręt i izolację. Przywrócił mu poczucie własnej wartości i ludzkiej godności. Kto wie, może to jest właśnie ten najgorszy trąd naszych czasów: że człowiek czuje się niepotrzebny, niechciany, wrogi? Wiara może to zmienić. Wiara daje nam przystęp do Boga. Każdy, kto ma wiarę, może bez lęku zbliżyć się do Jezusa i prosić, o co tylko chce. Prosić zwłaszcza o to, bez czego nie da się żyć – o nadzieję.

Ks. dr Marek Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »