Press "Enter" to skip to content

Wierzący ksiądz

Od początku narodzin w naszym życiu towarzyszą nam księża poprzez sakramenty i Msze św. Dla niektórych świeckich są jak ważny członek własnej rodziny. Nic więc dziwnego, że wielu wiernych darzy kapłanów zaufaniem i traktuje jak kogoś szczególnego, komu jesteśmy z założenia wdzięczni za jego życie i poświęcenie. Ale z drugiej strony istnieje dostrzegalne drugie oblicze kapłańskie, gdzie ksiądz bywa materialistą, bezdusznym formalistą, plotkarzem i  który cynicznie prowadzi nie raz sekretne życie. Ten drugi obraz napawa nas, wiernych, szczerym smutkiem, ale ksiądz to tylko…człowiek. Pełen słabości i upadków, zmagający się codziennie ze swoimi skrajnościami. To można zrozumieć i należy nawet zrozumieć. Gorzej, gdy ksiądz na parafii, pragnąc „oszukać” swoją samotność otaczać zaczyna się elitarnymi znajomościami, wchodzi w układy towarzyskie i polityczne, a wszystko to w imię strategii bycia księdzem. O tej strategii usłyszałem po raz pierwszy w maju ubiegłego roku, kiedy to ks. dr Marek Żejmo, żegnał podczas mszy pogrzebowej swojego młodszego brata Ireneusza, również księdza, który został w jakiś sposób, na pewnym etapie swego życia, upokorzony i „zniszczony” przez niektórych współbraci w kapłaństwie. Strategia bycia księdzem oznacza – zdaniem ks. Marka – odejście od norm, zasad, wartości, uniwersalizmu, i nade wszystko prawdy. Opuszczenie prawdy skazuje nas na głoszenie sloganów.  Mimo to staramy się znaleźć sposób na to, jak ugrać (osiągnąć) jak najwięcej. Jak wygrać. I dopóki strategia pozwala nam osiągnąć sukces dotyczący wszystkich, to dobrze. Gdy jednak strategia ogranicza się tylko do zaspakajania własnych ambicji, realizowania egoistycznych projektów życiowych, staje się niebezpieczna dla otoczenia. Nie buduje bowiem prawdziwych, ludzkich i braterskich relacji, a jedynie zainteresowane własnym sukcesem egocentrycznego życia.– przyznał ks. Marek. Oddanie się tej strategii prowadzi do bolesnego dramatu jakim jest przeobrażanie się z ideowego i gorliwego kapłana, poszukującego człowieka, w funkcjonariusza kościelnej korporacji.

To wszystko, w pewnym sensie, rzutuje na szczerą relację miłości kapłana do świeckich. No bo spójrzmy: Pan Jezus stał się człowiekiem i nazwał nas swoimi braćmi. To wielka tajemnica i wielka odpowiedzialność. Człowiek nie udźwignie tego inaczej, jak tylko dzięki miłości pięknie kształtowanej przez księdza. Tylko dzięki miłości możemy zmierzyć się z powołaniem do tego, by być dzieckiem Bożym, by nieustannie upodabniać się do Boga, by być z Nim jedno. Tylko dzięki miłości, wraz z kapłanem, możemy zdzierać z siebie skorupę grzechu, egoizmu, nieczystości, kłamstwa, tego wszystkiego, co jako ciężar staje na przeszkodzie, żeby z drugim człowiekiem, w którym także żyje Bóg, nawiązać autentyczny kontakt, jakąś relację. Pewnie każdy z nas w swoim życiu zachwycił się „Małym Księciem”- piękną książką Saint-Exupery’ego. Zawsze kiedy do niej wracam zatrzymuję się na rozmowie o róży, w której Mały Książę był zakochany. Choć to tylko przypowiastka, zawiera wiele ludzkiej mądrości. „A oto mój sekret – powiada lis, z którym nasz bohater się zaprzyjaźnia. – Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Tak, to prawda: dobrze widzi się nie tylko umysłem, oczyma, dobrze widzi się również sercem. Jeśli zabraknie widzenia sercem, nie będzie człowiek mógł widzieć w sposób pełny. Dlatego żona, która kocha męża, matka, która kocha dziecko, nie czeka, aż mąż czy dziecko przypomną jej o jakiejś może nawet drobnej potrzebie. Ona widzi potrzebę od razu i nim zostanie o cokolwiek poproszona, zrobi, co należy. Krótko mówiąc, widzenie sercem czyni piękniejszym nasze życie. Także życie kapłańskie.

Zatem przyznaję, że chcę widzieć w każdym księdzu jego wielkie serce, ale też widzieć księdza wierzącego. Takiego księdza, który wie co głosi i nie jest to truizmem. Dlatego z uwagą pochylam się nad słowami ks. Krzysztofa Wonsa, który powiedział: „Ludzie czytają z mojego życia, czy ważna jest dla mnie modlitwa, Słowo Boże, Sakramenty i czy ważni są dla mnie oni sami, gdy się z nimi spotykam. Widzą też moje słabe dni, kiedy nie opieram się na Bogu, ale na sobie, kiedy zachowuję się jakbym nie wierzył. Nie gorszą się, rozumieją moją słabość, jeśli jej sztucznie nie ukrywam i nie gram innego niż jestem. Ważne jest jednak, że mają pewność, że ja też chodzę do spowiednika, kierownika duchowego, szukam kaplicy, otwieram Biblię… i rozpoczynam od początku, dokładnie tak jak oni. Ludzie dowiedzą się wtedy o wierze więcej z mojego życia niż z kazania.”

Mówi się, że darem dla księdza są jego parafianie. Ale – co ważne – prawdziwa posługa, według księdza Nouwena  musi być wzajemna. Gdy członkowie wiary nie mogą prawdziwie poznać i pokochać swojego pasterza, pasterzowanie staje się wkrótce zakamuflowanym sprawowaniem władzy nad innymi ludźmi i nabiera charakteru autorytarnego i dyktatorskiego. Na tym polega siła posługi wierzącego księdza: wie że jest tak samo słaby jak inni, nieraz jeszcze słabszy i dlatego uczy się żyć w rękach Boga.

Jakie to wsparcie dla innych – wierzący ksiądz! Wierzący w Boga i…człowieka. Wierzący w to, że łaska kapłaństwa, jaką został obdarzony przez Pana Jezusa, to wpierw doświadczenie tego, że mu, grzesznikowi, Chrystus umywa nogi, aby potem i on stał się narzędziem, przez posługę którego, Chrystus umyje nogi mnie i Tobie w konfesjonale.  Ksiądz żyjący dla ludzi, nie dla siebie i religijnych obrzędów, ale wierzący w swoje „tak” wypowiadane codziennie Chrystusowi realnie obecnemu w ubogim i cierpiącym człowieku.

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »