Press "Enter" to skip to content

Br. Tadeusz Ruciński FSC: Wodzeni na pokuszenie

Codziennie kuszony jest człowiek i nie zna granic tej pokusy”

O byciu kuszonym mówi się zwykle z kokieteryjnym błyskiem w oku, raczej w odniesieniu do pokus ciała: łakoci, luksusu, używek, erotycznych podniet, kaprysów, zachcianek… Ale kiedy się słyszy: „No, pozwól sobie…”, „Jesteś tego warta”, „Weź, zaszalej!”, „Najlepszy sposób na pokusę, to jej ulec”. „To jest warte grzechu…” – jest to już sprawa duszy. To duszę coś lub ktoś kusi. I nie trzeba wychodzić na pustynię, jak  święty Antoni, by być mamionym, wabionym, agitowanym, zwodzonym, uwodzonym – czyli WODZONYM NA POKUSZENIE.

Na każdym prawie kroku w świecie realnym i wirtualnym, wykorzystując naszą słabość, rozchwianie, rozkapryszenie, różnego rodzaju potrzeby, głody, niezaspokojenia – ktoś przyciąga naszą uwagę, rozbudza wyobraźnię, gra na emocjach i pożądaniu, ogłupia umysł, zniewala wolę. A kto? – Istna hałastra kusicieli, pokuśnic, uwodzicieli i zwodzicieli, dysponujących coraz to doskonalszymi środkami i metodami z dziedziny psychologii, socjologii i technologii, a nawet i okultyzmu. Kreuje się nam raje, starannie ukrywając tam węża, a może i piekło w pigułce. No właśnie, kiedyś poetka pisała o pastylce na uspokojenie, działającej na wszystko: na nieszczęście, na złą nowinę, na brak Boga… I kończy ten jej szept tak: „Sprzedaj mi swoją duszę. Inny się kupiec nie trafi. Innego diabła już nie ma”.

Tak, kiedyś prorocy, Jan Chrzciciel, Pan Jezus, anachoreci wychodzili na pustynię, by walczyć z diabłem i jego pokuszeniem, a my teraz mamy z pustyni tylko… fatamorgany. I to świetnie reżyserowane, wszędzie instalowane, doskonale urzekające, czy wręcz hipnotyzujące. O metodach hipnoidalnych pisał Erich Fromm w „Mieć czy być”.

„Metody te, polegające na praniu mózgu są niebezpieczne nie tylko dlatego, że zmuszają nas do kupowania rzeczy, których nie potrzebujemy i nie chcemy, lecz również dlatego, że każą nam wybierać polityków, których byśmy nie wybrali, mając pełną kontrolę nad naszymi umysłami. A my tracimy tę kontrolę. Metody hipnoidalne używane w reklamie i politycznej propagandzie są poważnym niebezpieczeństwem dla zdrowia psychicznego, szczególnie dla jasnego i krytycznego myślenia oraz emocjonalnej niezależności. Szkody wyrządzane na skutek uzależnienia się od narkotyków są jedynie ułamkiem  szkód wyrządzanych przez te metody. Mam tu na myśli zarówno podświadome sugestie, jak i quasi-hipnotyczne sposoby, względnie wypaczanie racjonalnej myśli na skutek odwoływania się do pożądania seksualnego. Ten atak na rozum i poczucie rzeczywistości ściga jednostkę wszędzie i codziennie, Szczególny efekt tych sugestywnych metod polega na tym, że stwarzają atmosferę częściowej tylko przytomności, wiary i niewiary, utraty poczucia rzeczywistości.”

Można więc tak kreować fatamorgany pandemii, zbawczych szczepionek, ale i  wszechobecnego poczucia zagrożenia i strachu, że już człowiek zamiast mówić: „Myślę, więc jestem”, powtarza nieustannie: „Boję się, więc jestem”. Zwłaszcza, gdy zacznie się urządzać wirtualne psychodramy, czy spektakle typu otwarcie olimpiady w Londynie w 2012, czy Tunelu Gotarda w 2016. A ze strachu człowiek może zrobić wszystko, nawet co najgorsze. I to też jest zwodzenie, uwodzenie, czyli kuszenie. Przed nim nie można się ukryć, uchronić, uciec… Bo niby gdzie, gdy ten spektakl na żywo ogarnął prawie świat.

W mądrej i pięknej baśni „Mały Książę” bohaterowie wędrują też przez pustynię z nadzieją, że „pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię”, bo pod Saharą rozciąga się ogromne jezioro życiodajnej wody. Takiej studni, wody i nadziei my teraz potrzebujemy może bardziej niż nam się zdaje. A nadzieja jest z prawdy, czyli tym jak naprawdę jest i co jest czym naprawdę – wbrew i na przekór wszelkim fatamorganom. Tej prawdy spróbujmy zaczerpnąć jak wody z opisu kuszenia Jezusa na pustyni.

KAMIENIE – CHLEB

 „Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»”.

–  No tak, głodnemu wszystko zdaje się być chlebem, a głód może rzucić na kolana przed każdym. Dla chleba zdradzano bliskich, człowieczeństwo, Boga. Dlatego chleb wymaga trudu, pracy, poświęcenia. I tu może pojawić się opcja: nie chleb dla życia, ale życie dla chleba i wszystkich coraz to bardziej wyszukanych do niego dodatków. No i bardzo  współczesna pokusa: mieć ów chleb bez trudu, bez pracy – wręcz magicznie. Magia konsumpcji u człowieka, który przybiera status „jamochłona nienasyconego”, chcącego konsumować wszystko bez ograniczeń i to jeszcze smacznie, lekko i przyjemnie. Konsumuje się wtedy nie tylko pokarmy, ale rozrywkę, naukę, przyjaźnie, erotykę, religię… Istna macdonaldyzacja wszystkiego.  Czyżby zbawienie też miałoby mu być dostarczone do domu na zamówienie? Wyżyny ducha schodzą na poziom brzucha…

Dlatego uprawia się kult jedzenia, zdrowia i długowieczności, by spożywać, zażywać i używać – bez wdzięczności, bez chęci dzielenia się tym z innymi. A rezultat? Może to dopowie przypowiastka:

*

Abu żył w tak biednej rodzinie, że nie mógł zaspokoić żadnego swego pragnienia. A pragnień było w nim wiele. Ale kiedy je zaspokajał, rodziły się następne, więc nie czuł się szczęśliwy. Chciał wiedzieć, jakie pragnienie jest największe i najgłębsze. Wędrowny mnich powiedział mu dość zagadkowo: „Nie w nasyceniu, ale w głębi wyrzeczeń tkwi wszystko”. Abu nie zrozumiał. Usiadł więc pod rozłożystym drzewem, nie mając pojęcia, że to Drzewo Spełniających się Życzeń. „Och, gdybym mógł mieć tu dom” – westchnął i… oniemiał, bo wyrósł przed nim dom, o jakim nie marzył. Wszedł, rozsiadł się w fotelu i sprawdził miękkie  łoże… „Brakuje mi tu  kobiety” – mruknął i ujrzał śliczną dziewczynę, która nazywając go mężem, zapraszała kusząco do łoża. Lecz Abu poczuł, że jest  głodny, więc zażyczył sobie coraz bardziej wymyślnych dań, które natychmiast się pojawiły. Kiedy na kolejne życzenie zjawiły się znakomite trunki i frykasy, Abu zażądał lokaja od posług i ten zjawił się ze słowami: „Do usług!”. Po kilku godzinach, zaspokojony na wszelkie sposoby, Abu wyszedł przed dom, by przypatrzyć się drzewu, bo czuł, że to w nim tkwi ta lub magiczna moc spełniających się życzeń. Ujrzał wtedy w pniu ukrytą dotąd ciemną dziuplę. „A może mieszka tu demon? – pomyślał. – Tylko, że on mógłby mnie pochłonąć…”. I zjawił się ów demon, i to uczynił.

*

Tak, bo kiedy popada się w to oparte na magii łatwizny nienasycenie, zjawia się jakieś półdiablę ze słówkiem „Do usług”… i powoli wszystko zamienia się w… kamień.

„Lecz On mu odparł: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”».- czyli nie samym chlebem, nie samą pracą, nie samym pochłanianiem tego, co i tak nie nasyci twojej duszy, a z chleba stanie się kamieniem.

WSZYSTKIE KRÓLESTWA

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych  i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». 

– No tak, magiczne słowo „wszystko” . Od nienasyconego konsumowania do nienasyconego oglądania wszystkiego: filmów, seriali, horrorów, serwisów w TV. Ale i eksplorowania, odkrywania, poznawania – zwłaszcza w świecie wirtualnym – nowych witryn, nowych portali, nowych ludzi-fantomów,  nowych cyber-związków,  i coraz bardziej podniecających eksperymentów erotycznych, magicznych, okultystycznych… Bez poczucia czasu, granic, końca… Dlaczego? Bo WSZYSTKO dostępne, dozwolone, tuż przed oczami, nieogarnione… No bo tak WSZYSCY! Kto teraz nie ma tabletu, smartfonu, dostępu, konta, wielu kont, awatarów, aplikacji, nicków… Kto tego nie ma – jest nikim, jego nie ma, znika z życia w wirtualu…  Co z tego, że jest w Realu, gdy on się coraz mniej liczy.

Tak, bo już się składa pokłony Panu Iluzji, Pustki, Nicości i składa się mu daninę z oceanów czasu, z tożsamości, z godności, z duszy, z życia, ale i z wieczności… I tu znowu dopowiedzenie przypowiastki:

„Diabeł nie śpi” – mówi przysłowie. A czemu nie śpi? Bo nie cierpi każdego dobra, które gdzieś się dzieje. A nie powinno, bo ziemia nie jest rajem. Tak działo się w mieście, którego głową i sumieniem był mądry i dobry burmistrz, ze swym radcą. Ludzie więc używali swoich sumień, bo przykład szedł z góry. Ale diabeł woli sumienia chore na śpiączkę, więc polecił trzem swoim wiedźmom  skończyć z tym rajem na ziemi. Wiedźmy poprzebierane za żebraczki, nocą nasypały do miejskich studni ziela – zwanego szalejem. Ludzie pijąc tę wodę, jakby rozum zaczęli tracić. Zło zaczęli nazywać dobrem, brzydotę – pięknem, podłość – cnotą, chorobę – zdrowiem, zwierzęcość – człowieczeństwem… Ba, zaczęli nawet tęsknić za piekłem, a lękać się nieba. Jednak nikt tego nie dostrzegał, bo każdy pił tę samą zatrutą szalejem wodę. Jedynie burmistrz ze swym radcą pili wodę ze studni ukrytej w podziemiach kościoła. Poruszeni narastającym, zbiorowym obłędem, jak prorocy nawoływali wszystkich do opamiętania. Wtedy mieszkańcy miasta zebrali się na głównym placu  przekonani, że burmistrz i radca oszaleli, więc trzeba ich albo pozbawić władzy, albo wypędzić lub zabić. Wtedy jedna z wiedźm podała się za wróżkę, druga za wyrocznię, trzecia za uzdrowicielkę. Namówiły tłum, by zmusił tamtych do napicia się tej wody, którą pili wszyscy. Kiedy to zrobiono, w przekonaniu, że przywrócono im zdrowie, zaczęły się coraz dziksze tańce i pijatyka. I nikt już nie zauważał tego zbiorowego szaleństwa, bo tym samym szalejem wszyscy byli upojeni, tak jak chciały wiedźmy i ich pan cierpiący na straszną bezsenność..

*

Tak, człowiek staje się na obraz i podobieństwo Boga lub bożków, którym służy i przed którymi klęka, czyli poświęca czas, uwagę, umysł, serce, duszę i życie. Dlatego ta odpowiedź Jezusa: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».

RÓG-ŚWIĄTYNI  

„Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni  i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».  

No tak, znudzeni i przesyceni ludzie chcą doznawać czegoś ekscytującego, przekraczania kolejnych granic, balansowania na krawędzi, aż do skoku adrenaliny, aż do skoku… w przepaść. Pokusy płyną z obu światów realnego i wirtualnego. – Zaszalej!” , „Zapomnij się!”, Zatrać się na amen!: Szalona brawura w wyścigach, ekstremalnych sportach, w igraniu ze śmiercią, ale i gry prowadzące do tego  nawet dzieci, bywa że ze śmiertelnym skutkiem.

Ale jest jeszcze dziedzina, która była dotychczas pewnym tabu, sacrum, sanctum – nieprzekraczalna, nie do sprofanowania: religia, świątynia i świętości w niej i sam Pan Bóg Najświętszy. Czemuż by nie podnieść ręki na owe świętości? Tego jeszcze nie było! To nam wolno! Bez kar i ograniczeń! Stanąć NA KRAWĘDZI wiary, religii, Kościoła i zerwać z tym, wyrzec się z wrzaskiem, przekląć!… Przecież piekła nie ma i wszyscy idą do nieba! Rzucić się w New Age, w reinkarnację, w sekty, a może nawet i w satanizm!…

„Odrzekł mu Jezus: «Ale napisane jest także: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».- czyli nie wystawiaj na próbę potępienia swojej wiary, duszy i zbawienia! Nie kuś samego Boga, bo może pozwolić ci przekroczyć krawędź…bezpowrotnie. Nie wiesz, jak smakuje piekło i potępienie.

Tak, od nieba albo piekła dzieli nas tylko życie – najkruchsza rzecz w świecie.

„Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu”.  Bo jakże bezcenna jest dusza człowieka, skoro walczą wciąż o nią szatan i Anioły!

Te trzy zdecydowane odpowiedzi Jezusa na perfidne kuszenie diabła wiodą nas do przypowieści, którą dobrze byłoby zakończyć.

Pewien młody człowiek nie mógł pojąć tajemnicy zła i dobra. Wiedział, że twórcą zła jest szatan, więc chciał się dowiedzieć, gdzie on mieszka. Zapytał o to pewnego mędrca, a ten odpowiedział: „Szatan mieszka tam, gdzie zbrodniarz odnosi zwycięstwo nad sprawiedliwym; kłamca nad prawdomównym, a głupiec nad mądrym.” Westchnął chłopak, ale poszedł dalej pytając o to starszą kobietę. Ta odrzekła: „Szatan mieszka tam, gdzie sprawiedliwy zwyciężony przez zbrodniarza, sam staje się zbrodniarzem. Prawdomówny zwyciężony przez kłamcę, sam staje się kłamcą. Mądry zwyciężony przez głupca, sam staje się głupcem.” Przygnębiony tymi odpowiedziami chłopak  spotkał świętego Franciszka i zapytał o to, gdzie mieszka szatan. „Źle mnie pytasz – odrzekł święty – zapytaj mnie raczej, gdzie szatan nie mieszka.” – „A więc gdzie on nie mieszka?” – spytał z z nadzieją chłopak. – „Tam, gdzie człowiek odnosi zwycięstwo nad samym sobą” – odpowiedział bez namysłu Franciszek i oddalił się zostawiając chłopaka z tą mądrością.

Przed kuszeniem świata i diabłów w nim hulających nie można znaleźć kryjówki i ratunku, jedynie poza zwyciężaniem w sobie tego, co szatan tam może mieć swojego. I do tego służy czas i środki Wielkiego Postu i Aniołowie służący zbawieniu naszych dusz, o ile ich wzywamy i słuchamy.

Brat Tadeusz Ruciński

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »