Press "Enter" to skip to content

Ślub, który okazał się nie być ślubem, czyli próba wprowadzenia „nowego paradygmatu” do katolickiego małżeństwa

Stolica Ziemi Ognistej – Ushuaia to najbardziej wysunięte na południe miasto nie tylko w Argentynie i Ameryce Południowej, lecz także na kuli ziemskiej. Informacje z tamtego zakątka globu dochodzą do nas dość rzadko, a jeśli już – to dotyczą raczej kwestii przyrodniczych, ekologicznych lub turystycznych. Tym razem dotarła stamtąd wiadomość, która powinna zostać odebrana jako alarmujący sygnał dla świata katolickiego. Otóż w tamtejszej parafii Matki Bożej Miłosierdzia salezjański ksiądz Fabian Colman pobłogosławił związek małżeński 54-letniego Pablo Lópeza Silvy i 46-letniej Victorii Castro, którzy w 2011 roku zawarli związek cywilny i adoptowali trójkę dzieci.

„Nowa kościelna tradycja”?

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie okazało się, że Victoria Castro to w rzeczywistości transseksualista, czyli mężczyzna, który oficjalnie zmienił płeć i w świetle obowiązującego dziś w Argentynie prawa traktowany jest jak kobieta. Według „nowożeńców”, ks. Colman nie miał żadnych zastrzeżeń do charakteru ich relacji („powiedział nam, że ocenia tylko zdolność ludzi do kochania”), a nawet przyznał, że konsultował się w tej sprawie ze swoim biskupem, który zgodził się na zorganizowanie ceremonii sakramentalnej.

Na zdjęciach ślubnych Victoria Castro prezentuje się u stóp ołtarza w czarnej sukni (czyżby początek „nowej kościelnej tradycji” – czarne suknie transseksualistów zamiast białych sukni kobiet?), zaś w dłoniach trzyma bukiet opleciony tęczową wstążką. Ten drobny element, jak wyjaśniła później, to hołd złożony wszystkim przedstawicielom środowisk LGBT, którym nie dane było spełnić swego marzenia, czyli stanąć na ślubnym kobiercu. Wagę wydarzenia docenili obecni podczas ceremonii goście, wśród których znaleźli się m.in. gubernator Ziemi Ognistej oraz wysocy urzędnicy jego administracji.

Dla niektórych to pierwszy krok na drodze do uznania przez Kościół „małżeństw homoseksualnych”. W świetle argentyńskiego prawa związek Pablo Lópeza Silvy i Victorii Castro jest małżeństwem cywilnym zawartym między mężczyzną i kobietą. Pobłogosławienie przez Kościół ich relacji jako sakramentu oznacza jednak zgodę na ślub mężczyzny z kimś, kto urodził się mężczyzną. Jeżeli zaakceptujemy taki stan rzeczy, to dlaczego mielibyśmy odmawiać w przyszłości sakramentalnego małżeństwa innym parom złożonym z osób urodzonych jako mężczyźni?

„Zmyślone opowiadania” jako „nowy paradygmat”

Okazało się jednak, że w ojczyźnie Jorge Maria Bergoglio nie wszyscy katolicy są równie entuzjastycznie nastawieni do takich rozwiązań jak ks. Colman. Zaraz po uroczystości w mediach rozpętała się burza, w której dominowały głosy oburzenia miejscowych wiernych. W tej sytuacji ordynariusz diecezji Rio Gallegos biskup Jorge García Cuerva postanowił wydać specjalne oświadczenie. Stwierdził, że nigdy nie dawał salezjaninowi z Ushuaia zgody na zorganizowanie wspomnianej ceremonii, zaś to, co wydarzyło się w kościele, nie jest sakramentem małżeństwa i nie może być przez nikogo w ten sposób traktowane.

Pojawia się pytanie: czy gdyby oburzeni katolicy nie wszczęli awantury w mediach i głośno nie zaprotestowali, doszłoby do sakramentalnego uznania wspomnianego związku przez lokalny Kościół? Przecież akt małżeński, wypisany przez parafię, był już przygotowany.

Jedynym hierarchą argentyńskim, który bez ogródek nazwał obrzęd w salezjańskiej parafii „świętokradztwem” i „pogwałceniem sakramentu”, jest emerytowany arcybiskup diecezji La Plata Hector Aguer. Na hiszpańskojęzycznym portalu infocatolica.com napisał:„Nie zdziwiłbym się, gdyby podobne praktyki istniały gdzie indziej, ponieważ złagodzenie dyscypliny kościelnej jest powszechne. Sytuacje te powodują marazm i zgorszenie u katolików, zniechęcając ich do wysiłków, jakie muszą podjąć, aby dochować wierności Bogu w środowiskach silnie zdechrystianizowanych. Powodują też zamieszanie w społeczeństwie i sprzyjają naciskom na Kościół, aby zmienił swoją doktrynę.”

Taki przypadek, jak ten z Ushuaia – zdaniem arcybiskupa Aguera – skłania wielu katolików do myślenia, że ​​zmiana doktryny jest możliwa, zwłaszcza jeśli duszpasterze nie spełniają swego podstawowego zadania, jakim jest obrona prawd wiary katolickiej. W tym kontekście emerytowany hierarcha cytuje List św. Pawła do Tymoteusza:„Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.”

Owe „zmyślone opowiadania” – według arcybiskupa Aguera – dziś przedstawiane są przez niektórych katolików jako „nowy paradygmat”. Jego zdaniem wynika to z faktu, że do wnętrza Kościoła wdarł się naturalizm, który wypiera myślenie w kategoriach nadprzyrodzonych.

W górę serca

Na końcu swego tekstu argentyński dostojnik stara się dodać otuchy wierzącym:

„Czasy są ciężkie, ale Pan zapewnia nas, że jest z nami «każdego dnia« (Mt 28,20), aż do swego przyjścia – kiedykolwiek to nastąpi, On tylko wie – i zamknięcia historii świata, gdy dokona się «synteléia« obecnego eonu. W tych Jego słowach jest źródło naszej nadziei.”

Powyższe zdania wydają się bardzo symptomatyczne. Coraz częściej bowiem spotkać się można z wypowiedziami osób duchownych, zatroskanych kryzysem współczesnego Kościoła, które nie przedstawiają żadnych planów, pomysłów, projektów czy recept na przezwyciężenie kryzysu, lecz całą swą nadzieję pokładają w Jezusie, który – jak wierzą i podkreślają – nie opuści nas w najgorszych przeciwnościach.

Niewątpliwie to znak czasów. Jakich czasów?

Grzegorz Górny

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »