Press "Enter" to skip to content

Krytyka watykańskiego dokumentu. Zwolennicy błogosławienia związków homoseksualnych przechodzą do natarcia

W świecie niemieckojęzycznym nie milkną echa reakcji na oficjalną notę Kongregacji Nauki Wiary, która ogłoszona została 15 marca. Wydawać by się mogło, że treść watykańskiego dokumentu prezentuje tak „oczywistą oczywistość”, iż nie powinna wywoływać żadnego zaskoczenia czy kontrowersji. Stolica Apostolska potwierdziła po prostu to, co obecne jest w Kościele katolickim od początku istnienia, a mianowicie niemożność błogosławienia par jednopłciowych. Wynika to z faktu, że akty homoseksualne zawsze uważane były za grzech i to bardzo ciężki.

„Oczywista oczywistość” dla niektórych nieoczywista

Dlaczego więc Kongregacja Nauki Wiary zdecydowała się przypomnieć katolikom tę „oczywistą oczywistość”? Stało się to nieprzypadkowo, ponieważ w Niemczech trwa właśnie tzw. droga synodalna, której celem jest zreformowanie tamtejszego Kościoła. Jeden z deklarowanych postulatów owego przedsięwzięcia to zmiana oficjalnego nauczania w sprawie homoseksualizmu. Większość uczestników drogi synodalnej domaga się, by stosunki homoseksualne przestały być uważane za grzech, zaś księża mogli w kościołach błogosławić pary jednopłciowe. Za rozwiązaniami takimi opowiada się wielu niemieckich hierarchów, m.in. kardynał Reinhard Marx (jeden z najbliższych doradców Franciszka) czy biskupi Georg Bätzing (przewodniczący episkopatu), Franz-Josef Bode (wiceprzewodniczący episkopatu), Heinrich Timmerevers, Peter Kohlgraf i Ludger Schepers.

Dopiero w tym kontekście można zrozumieć, dlaczego oczywista treść watykańskiego dokumentu spotkała się na obszarze niemieckojęzycznym z gwałtowną krytyką, płynącą z wielu środowisk kościelnych. Nad Renem żelazna maksyma „Roma locuta, causa finita” przestała obowiązywać.

„To nie jest ostatnie słowo”

Komentując wspomnianą notę Kongregacji, kardynał Reinhard Marx powiedział, że „sprawa z pewnością wymaga dalszej dyskusji. Myślę, że nie jest to ostatnie słowo, nad którym trzeba się zastanowić”. W podobnym duchu wypowiedział się biskup Georg Bätzing, który stwierdził, że „nie ma prostych odpowiedzi na tego rodzaju pytania”. Jego zdaniem stanowisko Kongregacji prezentuje „stan nauczania kościelnego wyrażony w kilku dokumentach rzymskich”. Dodał, że droga synodalna nadal będzie zajmować się tym tematem, „biorąc również pod uwagę konieczność i ograniczenia rozwoju nauczania Kościoła”.

Tak więc dwóch niezwykle wpływowych dostojników niemieckiego Kościoła, wypowiadając się co prawda w sposób dość ogólnikowy, de facto podważyło stanowisko Stolicy Apostolskiej. Choć użyli języka dyplomatycznego, przesłanie ich wypowiedzi było jednoznaczne. Nie przebierają w słowach natomiast ci, którzy nie piastują tak wysokich funkcji w kościelnej hierarchii.

„Przerażenie i zaniepokojenie”

O wiele mocniej zareagowała Rada Diecezjalna diecezji Rottenburg-Stuttgart, która w oficjalnym oświadczeniu wyraziła swoje „przerażenie i zaniepokojenie” treścią watykańskiego dokumentu. Szefostwo rady stwierdziło: „nie możemy zaakceptować twierdzenia, że błogosławieństwo relacji między homoseksualistami jest sprzeczne z «planami Boga wpisanymi w stworzenie«”. Jej zdaniem Kościół, odmawiając błogosławieństwa parom homoseksualnym, traci swój mandat do „promowania żywej miłości wśród wszystkich ludzi”. „Dlatego żądamy zmiany nauczania Kościoła w tej ważnej kwestii”, piszą autorzy oświadczenia, dodając, że „przeżywana miłość musi być w pełni rozpoznawana w jej różnorodnych formach wyrazu oraz publicznie i w godnej formie potwierdzana poprzez błogosławieństwa”.

W podobnym duchu wypowiedział się oddział Federacji Niemieckiej Młodzieży Katolickiej diecezji Rottenburg-Stuttgart, który uruchomił internetową kampanię „Love Is No Sin” („Miłość nie jest grzechem”). Kierownictwo młodzieżówki stwierdziło: „Miłość dwojga ludzi do siebie – czy to w związkach heteroseksualnych, czy homoseksualnych – nigdy nie może być z naszego punktu widzenia grzechem”.

Kościół nad przepaścią

Głos zabrała także Katolicka Wspólnota Kobiet w Niemczech, licząca 450 tysięcy członkiń. Oświadczyła, że kategorycznie odrzuca stanowisko Kongregacji Nauki Wiary i zapowiedziała, że nadal prowadzić będzie kampanię na rzecz uznania par tej samej płci. Zachęciła też uczestników drogi synodalnej, by nie zbaczali z kursu i dalej kontynuowali swoje reformy. Nie zabrakło też wypowiedzi członków Ekumenicznej Grupy Roboczej Homoseksualiści i Kościół (Homosexuelle und Kirche). Jej lider Thomas Pöschl zaapelował: „Wzywamy wszystkich naszych katolickich biskupów w Niemczech do przeciwstawienia się rzymskiej próbie wykluczenia”. Jego zdaniem, sztywność Kościoła rzymskokatolickiego „doprowadziła go do przepaści, nad którą stoi dzisiaj”.

Watykański dokument skrytykowała też działająca w diecezji norymberskiej katolicka komisja LGBT+, która stwierdziła, że Kościół traci być może swą ostatnią szansę, by nadal pozostać autorytetem dobroczynnym i moralnym w skali całego świata. Wezwała do zmiany oficjalnego nauczania w sprawie homoseksualizmu. Według członków owego gremium, celebrowanie błogosławieństw par jednopłciowych już stało się częścią „nieoficjalnej” praktyki Kościoła, zaś biblijne potępienie związków homoseksualnych przestało być teologicznie aktualne.

Problem dla drogi synodalnej?

Swego rozczarowania watykańskim dokumentem nie krył też jeden z liderów drogi synodalnej, szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, prof. Thomas Sternberg. Według niego Stolica Apostolska chce swymi działaniami zakłócić przebieg drogi synodalnej.

Podobną opinię wyraził profesor teologii dogmatycznej z Münster, Michael Seewald. Jego zdaniem watykańska nota sprawia, że właściwie nie ma już o czym dyskutować podczas drogi synodalnej. Wcześniej bowiem Franciszek nie zgodził się na kapłaństwo kobiet i na zniesienie celibatu księży. Ostatni dokument zakazujący błogosławienia par homoseksualnych pozbawił zaś uczestników drogi synodalnej możliwości ruchu.

Oczywiście nie wszyscy się z tym zgadzają i uważają, że reformy powinny być kontynuowane. Dlatego wywierany jest nacisk, by droga synodalna zlekceważyła watykańskie stanowisko i kontynuowała dotychczasowy kurs.

Wierność teologii awangardy

Takiego zdania jest np. ks. Tobias Schäfer, rektor bazyliki katedralnej w Wormacji. Według niego Kościół, rezygnując z błogosławienia par homoseksualnych, wyrzeka się swej misji. Dlatego – jak zapowiedział – on sam będzie udzielał takiego błogosławieństwa wszystkim, którzy tego potrzebują i którzy go o to poproszą: „Nie mogę i nie chcę nikomu odmówić”.

Podobną postawę prezentuje wielu innych kapłanów w Niemczech. Już 15 marca dwóch duchownych wystosowało w internecie apel do księży, by zbojkotowali stanowisko Watykanu i błogosławili w kościołach pary homoseksualne. W ciągu czterech dni odpowiedziało pozytywnie na to wezwanie około 300 księży. Celem kampanii jest zebranie możliwie jak największej liczby podpisów do Niedzieli Palmowej i przekazanie ich przewodniczącemu episkopatu Niemiec Georgowi Bätzingowi oraz Birgit Mock, odpowiedzialnej na drodze synodalnej za kwestie dotyczące seksualności. W ten sposób sygnatariusze apelu chcą zachęcić uczestników drogi synodalnej do sprzeciwienia się Rzymowi i kontynuowania zmian.
Podobny scenariusz realizowany jest w Austrii, gdzie 16 marca inicjatywa tamtejszych kapłanów pod nazwą „Wezwani do nieposłuszeństwa 2.0” opublikowała w internecie oświadczenie będące reakcją na watykański dokument. Jej członkowie napisali: „jesteśmy głęboko przerażeni nowym dekretem rzymskim, który ma na celu zakaz błogosławienia kochających się par tej samej płci”. Ich zdaniem jest to powrót do czasów, „które mieliśmy nadzieję pokonać wraz z papieżem Franciszkiem”. Dlatego deklarują oni, że nie będą odmawiać żadnej parze homoseksualnej, która poprosi ich o błogosławieństwo w kościele. „Podstawą tej odpowiedzialnej praktyki jest teologia awangardy”, stwierdzili autorzy oświadczenia, których postulaty popiera około 350 austriackich księży.

Biskup wstydzi się za Kościół

Głosy krytyki pod adresem Stolicy Apostolskiej płyną nie tylko z Niemiec. Diecezja St. Gallen w Szwajcarii na swej stronie internetowej napisała, że Kongregacja Nauki Wiary przyjmuje postawę kontrolera, który decyduje, do kogo może dotrzeć Boże błogosławieństwo, a do kogo nie może.

Biskup Hermann Glettler z Innsbrucka stwierdził z kolei, że decyzja Watykanu jest „rozczarowaniem dla wszystkich, którzy oczekiwali wyraźniejszego znaku akceptacji związków homoseksualnych”. Jego zdaniem pary jednopłciowe muszą znaleźć w Kościele swój duchowy dom i trzeba im to koniecznie zaoferować.

Najostrzej zareagował jednak biskup Johan Bonny z Antwerpii, który oświadczył, że z powodu watykańskiego dokumentu wstydzi się za swój Kościół. Dodał: „Chciałbym przeprosić wszystkich, dla których ta odpowiedź jest bolesna i niezrozumiała”. Jego zdaniem stanowisko Kongregacji jest bardzo nieprzyjemne dla wszystkich wiernych par tej samej płci oraz ich rodzin i przyjaciół, którzy czują, że Kościół nie traktuje ich sprawiedliwie i szczerze.

To tylko niektóre z zebranych głosów krytyki pod adresem Watykanu, jakie płyną z różnych środowisk kościelnych po ogłoszeniu ostatniego dokumentu. Podobnych opinii jest znacznie więcej.

Powtórka z roku 1968

Każdego, kto studiował dzieje Kościoła po Soborze Watykańskim II, musi uderzać podobieństwo opisanych powyżej reakcji do tego, co działo się w roku 1968 po ogłoszeniu przez Pawła VI encykliki „Humanae vitae”. Zawarte w tym dokumencie nauczanie o antykoncepcji spotkało się z podobną kontestacją wielu środowisk kościelnych, zwłaszcza w świecie zachodnim. Otwarcie wystąpili przeciw niemu m.in. biskupi Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Belgii czy Holandii. Doprowadziło to w praktyce do odrzucenia tego elementu katolickiej etyki seksualnej przez zwierzchników Kościoła w wielu krajach. Antykoncepcja dla katolików na Zachodzie stała się normą. Sprzyjała temu bierna postawa Pawła VI, który zrezygnował z twardego dyscyplinowania nieposłusznych hierarchów, ponieważ obawiał się otwartego buntu i schizmy.

A jak rozwinie się sytuacja teraz? Co postanowi droga synodalna? Jak zareaguje Franciszek? Co zrobi Watykan, jeśli biskupi i księża publicznie mu się sprzeciwią, jak było w roku 1968? Co zrobi, jeśli duchowni coraz częściej będą błogosławić pary homoseksualne, jak dzieje się to już w niektórych miejscach w Niemczech i Austrii? Jak wpłynie to na Kościół w innych krajach? Czy podobny scenariusz, jak niegdyś z antykoncepcją, powtórzy się w przypadku homoseksualizmu?

Grzegorz Górny
/wpolityce.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »