Press "Enter" to skip to content

Nawrócił się tak, że się nie nawrócił

W usłyszanej niedawno rozmowie ktoś powiedział: „Wiesz, on zmienił się o 360 stopni”. Ciekawa sprawa, bo zmiana o 360 stopni to wyjątkowy rodzaj zmiany. Gdy ktoś zmieni się o 180 stopni, wtedy sprawa jest jasna. Zmienił się diametralnie, definitywnie, całkowicie, jednoznacznie. Mówiąc wprost: nawrócił się. Taka zmiana jest od razu zauważalna. Gdy jednak następuje zwrot o 360 stopni jest on wtedy raczej brakiem zmiany, mimo wykonania spektakularnego ruchu obrotowego. To raczej „obrócenie” niż „nawrócenie”.

Całą rzecz łatwo można odnieść do prostych przykładów. Czasami da się słyszeć: „On się nawrócił. Zmienił”. Świetnie! Jeżeli tak jest, to nastąpiła zmiana o 180 stopni. Takie nawrócenie miłe jest Bogu i na pewno będzie zauważone przez innych. Co jednak, gdy ktoś nawróci się o 360 stopni. Mam tu na myśli sytuacje, w których ktoś porzuca na chwilę swoje nieprawe życie, aby wnet do niego wrócić. Schemat postępowania jest wtedy stosunkowo prosty i przebiega w następujący sposób: grzech ciężki, wyrzut sumienia, „moralny kac” leczony pobożnością, kryzys wewnętrzny, powrót do grzechu. Wykonanie pełnego obrotu może być pomylone z autentyczną zmianą. W tym jednak przepadku mam do czynienia z fałszywym nawróceniem.

Podobnie sprawa ma się w momencie, gdy czyjeś nawrócenie jest jedynie zmianą zewnętrznych okoliczności. Można sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś zwyczajnie stracił możliwość popełniania jakiegoś grzechu, ale stało się to bez jego celowej ingerencji. Gdyby tylko mógł grzeszyć robiłby to nadal. Takie sytuacje mają miejsce, gdy ktoś zaczyna chorować, starzeje się, zmienia stanowisko na bardziej eksponowane. To nie jest tak, że nastąpiło w nim nawrócenie, które zawsze jest zmianą myślenia i uleczeniem serca, ale jedynie zniknęła sposobność do grzeszenia.

Ostrożny zatem byłbym w formułowaniu stwierdzeń: „On się nawrócił”, bo może okazać się, że jest to tylko „obrót” zamiast „nawrotu”. Cała sytuacja przypomina komentarz Listu do Hebrajczyków, gdzie powiedziano o Ezawie: „Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, by jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni, i aby się nie znalazł jakiś rozpustnik i bezbożnik, jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał swoje pierworództwo. A wiecie, że później, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie znalazł bowiem miejsca na nawrócenie, choć go szukał ze łzami”. Tak to właśnie mimo szczerych chęci można się nie nawrócić i ze łzami w oczach tańczyć piruety jak baletnica.

Można się bowiem tak „nawrócić”, że aż się nie nawrócić i przy okazji widowiskowo przewrócić.

Ks. Mateusz Szerszeń CSMA

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »