Press "Enter" to skip to content

Rehabilitacja Judasza

Nie ma podłości i zdrady nie do wybaczenia! Nie ma żadnego sądu ani kary, która by ograniczała boską miłość! Pokochajmy Judasza, a wszystko stanie się dla nas jasne! Franciszek był pierwszym, który jasno nauczał, że człowiek jest bezwzględnie kochany takim, jakim jest. […] Dlatego przybieram sobie imię Judasza i więcej jeszcze! Pierwszą rzeczą, jaką zrobię po formalnym objęciu urzędu, będzie wyniesienie tego dwunastego apostoła na ołtarze” – to słowa bohatera mojej powieści „Epoka Antychrysta”, papieża przyszłości, ściśle mówiąc – papieża wybranego w 2217 r. Napisałem ją trzy lata temu. Ten pomysł ściągnął na mnie falę krytyki, także ze strony katolickich publicystów. Jak tak można? Dlaczego przypisałem przyszłemu, a pośrednio obecnemu, papieżowi akceptację zdrady? – brzmiał jeden z zarzutów. Otóż dlatego, że na tym w istocie polega najgłębszy sens rewolucji dokonywanej przez Franciszka: to, jak rozumie on miłosierdzie, prowadzi do zniesienia podziału na dobro i zło. Jeśli Judasza można zbawić, mimo wyraźnych, przeciwnych słów samego Jezusa w Nowym Testamencie, to – używając języka Dostojewskiego – wszystko jest dozwolone. Dlatego rehabilitacja Judasza, ogłoszenie jego zbawienia, rozszerzenie miłosierdzia tak, by obejmowało ono najgorsze możliwe zaprzaństwo i bluźnierstwo, jest aktem kluczowym. Bez tego duchowy przewrót nie będzie pełen i całkowity. Czy miałem rację? Tydzień temu „L’Osservatore Romano” w wydaniu na Wielki Czwartek na pierwszej stronie umieściło obraz nagiego Pana Jezusa, usługującego z czułością nieżywemu, przepasanemu czerwonym płótnem Judaszowi. „Judasz i skandal miłosierdzia” – tak brzmiał tytuł artykułu wstępnego, który napisał redaktor naczelny dziennika, Andrea Monda. Według niego Judasz to „najbardziej tragiczna i niepokojąca postać” Nowego Testamentu. Zdaniem redaktora naczelnego oficjalnego dziennika watykańskiego obraz stanowi swoisty komentarz do rozważań papieskich na temat możliwości zbawienia zdrajcy. Z artykułu dowiedziałem się, że na biurku Franciszka znajduje się zdjęcie rzeźby z bazyliki św. Marii Magdaleny w Vézelay w Burgundii, która to przedstawia rzekomo Chrystusa niosącego na swoich barkach Judasza, a w papieskim gabinecie wisi obraz, którego zdjęcie umieścił watykański dziennik na okładce. Piszę „rzekomo”, bo nigdy wcześniej nikt nie interpretował rzeźby w Vézelay w ten sposób, jak to uczynił Franciszek: postacie, tak niosącego, jak niesionego, są niepodpisane, a kontekst jest niejasny. Watykański dziennik robi wszystko, by zrehabilitować Judasza. Przeczytałem, że ma on być moim bratem, że nie powinienem się za niego wstydzić. Okazuje się, że „w każdym z nas jest coś z Judasza”. Następnie w tymże samym oficjalnym dzienniku Watykanu zamieszczono tekst niejakiego Giuseppe Berto, pisarza, który twierdzi, że negatywny obraz zdrajcy to dzieło czterech ewangelistów. Jakie to piękne! Watykański dziennik ogłasza w Wielki Czwartek, że ewangeliści oczernili biednego Judasza. Tezy, które można znaleźć u wielu zaprzysięgłych przeciwników Kościoła, teraz obecne są w piśmie, które, jak można sądzić, jest głosem Rzymu. Wreszcie, jakby tego było mało, czytelnicy dowiadują się z artykułu zmarłego dawno pisarza, Giovanniego Papiniego, że Judasz nie mógł wydać Pana Jezusa dla 30 srebrników, bo to byłoby za mało. Nie mam zamiaru pokazywać, dlaczego wszystkie te tezy są w sensie historycznym nieprawdziwe – zrobiłem to w innych swoich książkach. Zdrada Judasza była przemyślanym, z zimną krwią przeprowadzonym aktem zaprzaństwa. Nie ma żadnego powodu, by nie wierzyć ewangelistom. Obecność zdrajcy w gronie dwunastu była dla pierwszych chrześcijan ogromnym problemem. Opis okoliczności jego zdrady jest zatem prawdziwy. Podobnie jak przekaz potępiających go słów Chrystusa i opowieść o nędznej śmierci samobójcy. Kościół przez dwa tysiące lat przeciwstawiał rozpacz Judasza skrusze św. Piotra. Ten pierwszy nie tylko zaparł się Jezusa, lecz także wcześniej spiskował z arcykapłanami, a następnie faktycznie wydał Mistrza oprawcom, a gdy zrozumiał niegodziwość czynu, wpadł w rozpacz i ściągnął na siebie przekleństwo. Ten drugi nie spiskował ani nie wydał. Zabrakło mu jedynie odwagi, by przyznać się, że jest uczniem. Kiedy dostrzegł swą słabość, gorzko zapłakał. Obecny Kościół pod przywództwem Franciszka to rozróżnienie odrzuca. Nowi nauczyciele uważają się najwyraźniej za lepszych od Jezusa. Głoszą, jak mniemają, bardziej jeszcze absolutne miłosierdzie. Mylą się. To, co nazywają skandalem miłosierdzia, Kościół nazywał zawsze zuchwalstwem i zaliczał do grzechów przeciw Duchowi Świętemu.

Paweł Lisicki

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »