Press "Enter" to skip to content

Lament w Niemczech: konserwatyści przechwycili Franciszka, czyli rewolucja pożera własne dzieci

W dzisiejszym wydaniu dziennika „Die Zeit” ukazał się ciekawy wywiad z niemieckim reżyserem Wimem Wendersem, twórcą głośnego filmu „Papież Franciszek i jego przesłanie” z 2018 roku. Wtedy artysta zauroczony był osobą Jorge Mario Bergoglio, teraz nie ukrywa swego rozczarowania.

Niewiele zostało z energii, z jaką papież Franciszek postanowił uczynić z Kościoła Kościół dla ubogich – mówi reżyser, według którego Franciszek został przechwycony przez siły konserwatywne. Jaki ma na to dowód?

Kiedy słyszę teraz, że chce odmówić błogosławieństwa małżeństwom homoseksualnym, zasmuca mnie to. To już nie brzmi jak człowiek, który powiedział: „Kim ja jestem, aby go osądzać?”

Zdaniem Wendersa, Franciszek wyczerpał już swoje siły i potrzeba będzie jeszcze dwóch kolejnych papieży, aby zrealizować w pełni program tego pontyfikatu.

Zasmuceni, obolali, zdezorientowani

Swego rozczarowania postawą Franciszka nie kryje także część niemieckich księży, która do niedawna była jego zwolennikami. Jednym z nich jest czołowy organizator niedawnej akcji błogosławienia par jednopłciowych w niemieckich kościołach, proboszcz parafii św. Benedykta w Monachium, ks. Wolfgang F. Rothe. Oskarża on Franciszka o „wielokrotne wzbudzanie nadziei, których nie spełniał, a nawet brutalnie miażdżył”.

Niemieccy progresiści, zawiedzeni obecnym niezdecydowaniem i chwiejnością Franciszka, powołują się na jego dawne teksty, np. ten z adhortacji „Evangelii gaudium”: Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”

Albo przywołują fragment z innej adhortacji „Amoris laetitia”: Przypominając, że „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”, pragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium.

Część progresistów uważa, że Franciszek zdradza swoje ideały, nie zgadzając się na publiczne błogosławienie związków homoseksualnych w świątyniach. Czują się oszukani, ponieważ na serio wzięli jego wezwanie i podjęli je, zaś on ich nie wspiera.

Puszka Pandory została otwarta

Okazuje się więc, że inicjując proces decentralizacji i synodalizacji Kościoła, rezygnując z bycia ostateczną instancją w sprawach doktrynalnych oraz przenosząc autorytet Magisterium na poziom episkopatów, Franciszek uruchomił rewolucyjny proces. Widać to wyraźnie m.in. w Austrii, w Argentynie czy na Malcie, ale najbardziej w Niemczech, gdzie większość uczestników tamtejszej drogi synodalnej nie ukrywa, że dąży do zmiany odwiecznego nauczania Kościoła w sprawach wiary i moralności.

Franciszek, jeszcze wczoraj z zachwytem nazywany rewolucjonistą, dziś zaczyna być w Kościele w Niemczech postrzegany jako człowiek przechwycony przez siły konserwatywne i hamujący nieuchronny postęp ludzkości. No cóż, historia zna przypadki rewolucji pożerających własne dzieci.

Franciszek ma dziś trzy wyjścia. Albo przyłączy się do rewolucjonistów i zgodzi na radykalne postulaty stawiane na drodze synodalnej, takie jak np. zmiana nauczania Kościoła w sprawie homoseksualizmu (wtedy zdobędzie poklask kościelnych progresistów i światowego mainstreamu medialnego, ale postawi Kościół w obliczu globalnej schizmy).

Albo stanie zdecydowanie w obronie ortodoksji i zakończy niemiecki eksperyment synodalny (wtedy narazi się na miano reakcjonisty i krytykę środowisk lewicowo-liberalnych, choć zarazem może postawić Kościół w obliczu innej schizmy, choć o znacznie mniejszych rozmiarach, bo obejmującej głównie zbuntowany obszar niemieckojęzyczny).

Albo nie zrobi nic, w dalszym ciągu dając samozwańczym reformatorom nadzieję, ale nie spełniając jej (wtedy zyska opinię papieża pełnego dobrych chęci, ale zbyt słabego wobec konserwatywnego otoczenia, zaś pełzająca schizma nadal będzie się rozszerzać – normą stanie się błogosławienie związków homoseksualnych przy biernej postawie Watykanu, co ośmieli tylko progresistów do wysuwania i wcielania w życie coraz bardziej rewolucyjnych postulatów).

Którą drogą podąży Franciszek? Najciekawsze jest to, że nawet doświadczeni watykaniści tego nie wiedzą. To wiele mówi o tym pontyfikacie.

Grzegorz Górny
/wpolityce.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »