Press "Enter" to skip to content

Świeccy – już tylko widzowie emocji?

Zorganizowana ostatnio w naszym mieście przez środowisko Katolickiej Inicjatywy Kulturalnej debata o roli świeckich w życiu Kościoła pozostawiła wiele niedosytu. Aczkolwiek, jak na nowy cykl pod nazwą „Kołobrzeski Areopag Wiary” można powiedzieć, że okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Rozmówcy z góry byli skazani na zmierzenie się z tematem – rzeką. I trudno było oczekiwać, że temat w tak krótkim czasie zostanie całkowicie wyczerpany. To stwarza pole dla organizatorów, by powrócić za jakiś czas do dyskusji o świeckich w Kościele. Ale chciałbym zwrócić uwagę na ważną myśl, która wybrzmiała podczas tej debaty. Ks. dr Marek Żejmo powiedział bowiem, że dzisiaj często świeccy zachowują się w kościele już nie jako uczestnicy liturgii a jak widzowie! I to jest niestety smutna prawda. Ujął to też ciekawie w swojej książce pt.„Bóg czy człowiek” ojciec Jan Strumiłowski OCist. Napisał bowiem, „ że coraz więcej chrześcijan nie chce uczestniczyć w „martwym spektaklu”. Ludzie coraz częściej są skłonni wybierać nie takie nabożeństwa, w których dokonuje się realne uobecnienie misterium Pańskiego, lecz które nie poruszają spontanicznie serc (Msza), ale wybierają taką aranżację nabożeństw, które niekoniecznie dają nam dostęp do rzeczywistego misterium (nie ma w nich sakramentalnej rzeczywistości), lecz dają nam przeżycie, emocje. Emocjonalny wymiar nabożeństwa, poruszenie serca przekonuje ich, że to, co się dzieje, jest prawdziwe. Zatem współczesny chrześcijanin, jeśli ma do wyboru uczestniczenie w „zwykłej” Mszy, która nie porusza jego serca, lub spotkanie w jakiejś salce, hali lub na stadionie, gdzie przewodniczący emocjonalnie przemawia, śpiewane są wzruszające pieśni przy akompaniamencie poruszających tonów gitary, atmosfera jest podkręcana przez przygaszone światło i powiewające flagi, wybiera właśnie to drugie. Tymczasem podczas Mszy mamy realną i substancjalną obecność Chrystusa, natomiast na innym nabożeństwie mamy rozpalone uczuciami serce i wybieramy niestety to drugie. Wygląda to tak, jakby nie zależało nam na samym Bogu, na realnej osobie Chrystusa, ale na naszych odczuciach, na doświadczeniu rzekomej obecności pomimo jej braku. Albo jakby przeżycie obecności było dla nas bardziej rzeczywiste niż sama obecność.” Poddaję to pod Państwa refleksję…

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »