Press "Enter" to skip to content

Wyznaję jeden chrzest. I jego trzy konkrety

Chrzest nie jest happeningiem zwieńczonym rodzinnym obiadem – to fundament i podstawowy warunek chrześcijańskiego życia. Musimy sobie o tym ciągle przypominać.

Uwielbiam chrzty. Zdaję sobie sprawę z tego, że tzw. Msze chrzcielne (odprawiane najczęściej we wczesne niedzielne popołudnia) nie cieszą się zbytnią popularnością wśród parafian, bo bywają nieco dłuższe. Ale ja chrzty uwielbiam i zawsze podczas nich się wzruszam.

  1. „Czy wyrzekasz się szatana?”

Oto maleństwo, które przez Adama nosi w sobie jego grzech, zostaje go pozbawione, a tym samym wyrwane spod władzy szatana, dzięki czemu staje się Dzieckiem Bożym i członkiem Kościoła. To najlepsza historia miłosna w pigułce, streszczenie Pisma Świętego i dosadny dowód na to, że Bóg walczy o człowieka.

  1. „Drodzy chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka?”

Dziecko do chrzcielnicy (poza rodzicami) niosą chrzestni, którzy w jego imieniu proszą o chrzest. Ich wielkim zadaniem i jeszcze większym przywilejem jest przekazaniem dziecku wiary i pomoc w przypadku, gdyby okazało się, że pobłądziło ono w swoim życiu. Od tego dnia w szczególny sposób są oni związani ze swoim “chrześniakiem”. W tym – wydawałoby się – prostym geście również zawarta jest ogromna symbolika: Pan Bóg nie zostawia człowieka samego. Daje mu towarzyszy, którzy od pierwszych chwil życia razem z nim będą przeżywali jego sukcesy, a gdy upadnie – pomogą mu wstać.

  1. „Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?”

Wybór imienia dla dziecka ma ogromne znaczenie. To nie jest zwykła nazwa dla pospolitego rzeczownika. Imię określa, mówi kim jest konkretny człowiek i daje wzór, do którego ten powinien dążyć. W chwili polania dziecku głowy wodą i wypowiedzeniem słów “ja ciebie chrzczę” kapłan w imieniu Kościoła daje misję: twoim celem jest Niebo; naśladuj swojego świętego patrona, a je osiągniesz. Pan Bóg nie oczekuje od nas szukania drogi na ślepo. On pokazuje nam konkretne drogowskazy, konkretnych ludzi, którzy żyli w taki sposób, że zdobyli Niebo.

Jestem głęboko przekonany, że musimy o tym wszystkim pamiętać. Szczególnie w czasach, w których chrzest jest traktowany jako pusty rytuał, nieco bardziej uroczyste rodzinne spotkanie. Odkładamy na bok to, co święte i skupiamy się jedynie na powierzchowności. Chrzestni przestają być odpowiedzialni za wychowanie dziecka i stają się jedynie głównymi sponsorami jego drogich zabawek. Imię nie jest nadawane dziecku jako zadanie do wykonania, ale jest coraz częściej odpowiedzią na mody panujące w showbiznesie. A sam chrzest – który w Katechizmie jest pięknie nazywany – bramą życia w Duchu Świętym? Staje się przy tym wszystkim rodzajem happeningu, którego uwieńczeniem jest co najwyżej obiad w rodzinnym gronie.

Mateusz Ochman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »