Press "Enter" to skip to content

Jak na nowo odnaleźć sens niedzieli? Wróćmy do korzeni

W starożytności była czasem zbierania się wspólnoty i łamania chleba, w średniowieczu okresem jarmarków, odpustów i wolnego od pracy na roli. Dziś gdy wpisujemy w przeglądarkę internetową hasło “niedziela” – większość artykułów nie odsyła do aktualnych czytań liturgicznych, ale kalendarzy pokazujących, która z nich będzie handlowa.

Niedziela, jak przypominają papieże i (dosyć regularnie) polski episkopat, to dzień, który nie jest po prostu „weekendem”. To istota życia chrześcijanina – pamiątka stworzenia i Zmartwychwstania. W starożytności była czasem zbierania się wspólnoty i łamania chleba, w średniowieczu okresem jarmarków, odpustów i wolnego od pracy na roli. Dzisiaj wpisując w przeglądarkę internetową hasło „niedziela” – większość artykułów nie odsyła do aktualnych czytań liturgicznych, ale kalendarzy pokazujących, która z nich będzie handlowa. Czy zagubiliśmy w Polsce sens i głębszy wymiar świętowania? Jak do niego powrócić?

Z perspektywy historycznej, bo od niej warto zacząć poszukiwanie sensu świętowania, niedziela od zawsze stanowiła centrum tygodnia chrześcijan. Jej istotę wywodzono bezpośrednio ze Starego Testamentu, tradycji szabatu oraz Dnia Siódmego, w którym Bóg wraz z bydłem odpoczął, podziwiając piękno stworzenia. Pierwsi wyznawcy Chrystusa poświęcali ten czas na – początkowo tajne, a później jawne – gromadzenie się lokalnych wspólnot, gdzie na polecenie Mistrza (Łk 22, 19 „To czyńcie na moją pamiątkę”), dzielono się chlebem i winem, nawiązując do uczty eucharystycznej odprawionej z Apostołami.

Odbywały się one o poranku, a nieco światła na ich dokładny przebieg rzuca jeden z najstarszych apokryfów – Didache. W dziele traktującym o życiu pierwszych uczniów Jezusa widnieje taki oto opis celebracji: „W dniu Pana, w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta. Niechaj nikt, kto ma jakiś spór ze swoim bratem, dopóki się nie pogodzą, nie bierze udziału w tym zgromadzeniu, aby nie została skalana wasza ofiara” (Didache 14:1-3).

Rzeczą sporną jest odpowiedź na pytanie, czy dzień ten był początkowo również wolny od pracy, ale nie ulega wątpliwości (pisze o tym m.in. Ignacy Antiocheński), że celebrowana przez Żydów sobota, została zastąpiona niedzielą, której pogańską nazwę odnoszącą się do „dnia słońca”, interpretowano jako zwycięstwo życia nad śmiercią, którego dokonał Chrystus podczas Wielkanocy. Od strony formalnej, niedziela (i tutaj ponownie, nazwana „czcigodnym dniem słońca”) została uznana w Cesarstwie Rzymskim jako dzień wolny od pracy za sprawą edyktu cesarza Konstantyna Wielkiego z 7 marca 321 roku. Ponieważ odstępstwa od tej reguły mogli dokonać jedynie chrześcijanie, którzy zajmowali się rolnictwem, zwyczaj odpoczynku, wspólnej modlitwy i posiłku, na trwale wpisał się w DNA kultury chrześcijańskiej.

Stopniowo, zwłaszcza w średniowieczu, niedziele zyskiwały coraz precyzyjniejsze opisy w prawie powszechnym Kościoła, które wyszczególniało obowiązki gorliwego katolika. Powinien on tym czasie poświęcać się lekturze Pisma Świętego (jeśli umiał czytać), uczestniczyć we Mszy Świętej, powstrzymać się od zbędnych prac, prowadzenia procesów sądowych i bitew, oraz oddawać uczynkom miłosierdzia wobec słabszych.

Od XIII w. nieuzasadnione nieobecności podczas Eucharystii  karano okazjonalnie grzywnami, ponieważ uważano, że stanowią odstępstwo od Dekalogu oraz prawa naturalnego. W XVI w. dodatkowo podkreślono wagę niedzielnej Mszy rozpowszechniając przykazania kościelne oraz przypominając, że sam Jezus odpoczywał tego dnia, udając się na pustynię i modląc (Łk 4:31, 38, 42, Mk 1:21, 35).

Co oczywiste, również w Rzeczpospolitej, średniowieczne tradycje niedzielne nie były oparte jedynie na nakazach i zakazach, ale także dosyć wyrazistych zachętach. Dobry przykład ludowego charakteru niedziel stanowi jarmark dominikański w Gdańsku, powołany do życia bullą papieża Aleksandra IV w 1260 r. na wniosek zakonu dominikanów. Bracia chcieli w ten sposób popularyzować Mszę odpustową, odprawianą w dzień św. Dominika (4 sierpnia), za uczestnictwo w której można było otrzymać aż „100 dni zwolnienia z czyśćca”.

W tym celu od godziny 12 na placu św. Dominika biciem dzwonów rozpoczynano charakterystyczną dla tamtych czasów mieszkankę sacrum i profanum, w postaci organizowania występów lokalnych grajków, aktorów i kuglarzy, połączonych z modlitwą i Eucharystią. Popularność święta okazała się z czasem tak duża, że zamieniło się ono w znany w Europie dzień targowy, wokół którego rozwijało się całe miasto. W szczytowym okresie do gdańskiego portu zawijało kilkaset statków, handlowano również przysłowiowym „mydłem i powidłem”, od cygar i bursztynów, po toruńskie pierniki i czeskie szkło.

Tradycja niedzielnych festynów parafialnych, podczas których w sensie wspólnotowym buduje się żywy Kościół, obecna jest również dzisiaj, i cieszy się coraz większą popularnością. Jak przypomniał św. Jan Paweł II w liście apostolskim „Dies Domini” z 1998 r., w całości poświęconemu świętowaniu niedzieli: „Człowiek wierzący, jeśli nie chce ulec naciskowi środowiska, musi znajdować oparcie w chrześcijańskiej wspólnocie. Jest zatem konieczne, aby sobie uświadomił, jak kluczowe znaczenie dla jego życia wiary ma zgromadzenie niedzielne”.

Niedziela nie może się jednak skończyć jedynie na Mszy i oglądaniu telewizora przez resztę dnia. Kluczem do jej pełnego przeżycia jest również to, co zrobimy z czasem wolnym.

Począwszy od czasów pierwszych chrześcijan, Eucharystia miała być i była wydarzeniem wspólnotowym, wpisanym w słowa Jezusa „gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich” (Mt, 18, 20). Również dzisiaj, aby nie zaraziła swojej istoty, właśnie w angażowaniu się w życie parafii i poczuciu bliskości z ludźmi, którzy są w kościele obok nas, powinniśmy szukać siły do lepszego przeżywania tego dnia.

Niedziela nie może się jednak skończyć jedynie na Mszy i oglądaniu telewizora przez resztę dnia. Kluczem do jej pełnego przeżycia jest również to, co zrobimy z czasem wolnym. A ten, o czym również przypomniał papież, „musi być źródłem duchowego wzbogacenia, zapewnić większą wolność, umożliwiać kontemplację i sprzyjać braterskiej wspólnocie”. Katolik spędza niedzielę pomagając innym, czytając, rozmyślając o Bogu i tworząc – na jego wzór i podobieństwo.

„W ten sposób dzień Pański staje się także dniem człowieka” – czytamy znowu w liście „Dies Domini”, i ten cytat, moim zdaniem, jest najpiękniejszym oddaniem sensu Dnia Siódmego. Poprzez bliskość ze wspólnotą, włączanie się w działalność Kościoła, kontemplację i aktywność pozazawodową, również w Polsce, będziemy mogli uczynić z tego dnia nie ostatni, ale pierwszy dzień tygodnia. I od niego rozpoczynać wszystko, co następuje później, a co nazywamy prozą życia.

Marcin Makowski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »